11 września 2001 dwadzieścia lat później. Wspomnienia.

Mija dwadzieścia lat od największego ataku terrorystycznego w historii Stanów Zjednoczonych. Wydarzenia, które wstrząsnęło całym światem i na zawsze zmieniło jego oblicze. W pamięci miałem dotąd wyraźny obraz tamtych dni i mojej reakcji na to, co się stało. Gdy z okazji zbliżającej się rocznicy zacząłem myśleć o WTC, wspomnienia ożyły na nowo. Chyba jednak czas zniekształcił moją pamięć. Nie przeżywałem tego tak mocno, jak mi się wydawało. A może ten sam czas przytępił tamte emocje? Zastanawiałem się, jak inni wspominają dzień jedenastego września dwa tysiące pierwszego roku. Zapytałem o to kilkoro znajomych i czytelników bloga. Okazuje się, że różnie z tym było. Na rzeczywistość tamtych dni składały się też przecież inne wydarzenia, osobiste tragedie i radości, które mogły przyćmić nowojorskie zamachy, choć może się to wydawać nieprawdopodobne.

Dawid

Miałem wtedy 5 lat. Pamiętam, że był to ciepły, słoneczny dzień. Bardziej kojarzył mi się z latem w pełni niż z nadchodzącą jesienią. Siedziałem w pokoju przy ławie i kolorowałem. Mama kupowała mi takie książeczki ze szlaczkami i kolorowankami. Kończyłem jedną, a ona natychmiast wyciągała z szuflady kolejną. Te kolorowanki były nagrodą za dobrze napisane dyktando, składające się z kilku podstawowych dla pięciolatka słów i zwrotów. Uwielbiałem to. Mama piła kawę. W tle leciał jakiś talk-show. Do drzwi zadzwonił dzwonek. Przyszła ciocia i przyniosła mi czekoladę. Pocałowała mnie w czoło, a zaraz potem dostała swoją gorącą kawę i ciastko. Zaczynałem kolorowanie krasnala kopiącego coś w ogródku. Nagle w telewizji pojawił się prezenter, który zakomunikował co się stało. Czułem, że to coś ważnego, choć nie rozumiałem zbyt wiele. Mama poderwała się z fotela i zbliżyła do ekranu otwierając szeroko oczy. Ciocia zakryła dłońmi usta, a ja patrzyłem na to wszystko z przerażeniem. Dla mnie to było szokujące, bo nigdy wcześniej na ekranie naszego telewizora nie waliły się dwa potężne wieżowce w towarzystwie trawiącego ognia i ciężkich chmur dymu. Mama i ciocia wytłumaczyły mi co dokładnie się stało. Sięgnąłem po czarną kredkę i pomalowałem nią szpadel, trzymany przez krasnala. Dopiero kilka lat później potrafiłem nazwać te emocje: głęboki smutek, żal do „złych ludzi”, wdzięczność za to, że moi bliscy są bezpieczni.

Paulina

Miałam dziesięć lat. Pamiętam ciemny pokój i włączony telewizor. Na ekranie pokazywano wciąż ten moment, gdy pierwszy z samolotów uderzył w wieżę. Wydaje mi się, że obraz był spowolniony, tak by każdy mógł dokładnie i ze szczegółami zobaczyć co się stało. W pokoju był ze mną mój tata i zdenerwował się, gdy zorientował się, że też to widziałam. Najpierw myślałam, że to wypadek, ale po drugim uderzeniu byłam w szoku, że są na świecie tak źli ludzie, gotowi zrobić coś takiego. Dopiero później, gdy nasi żołnierze zostali wysłani do Iraku, dotarła do mnie w pełni powaga tej sytuacji. Szczególnie po słowach „Nie mamy żalu do polskich żołnierzy. Mamy żal do polskiego rządu”. Zaczęłam się bać, że będzie wojna.

Maurycy

W dowodzie osobistym mam wpisane imię Mauricio, ale wolę spolszczoną wersję, Maurycy. Między innymi właśnie przez jedenasty września dwa tysiące pierwszego roku. Mój tata jest Włochem a moja mama Polką. Mieszkamy w Polsce. Tata zawsze miał trochę problemów przez to jak wygląda. Nie przypomina stereotypowego Włocha. Bliżej mu do mieszkańca bliskiego wschodu, a ja odziedziczyłem po nim wygląd. Tamtego dnia miałem 9 lat i byłem w szkole. Nasza nauczycielka rozpoczynając pierwszą lekcję była bardzo przejęta. Powiedziała nam co się stało i zniknęła na dobre półtorej godziny. My w tym czasie, jak to dzieciaki w tym wieku, zaczęliśmy rozrabiać. Nikt z nas nie do końca rozumiał co się dzieje i dzień minął z grubsza normalnie. Dopiero następnego dnia się zaczęło. Dzieciaki z mojej klasy nasłuchały się w domu różnych bzdur i zaczęły mi dokuczać. Wyzywali mnie od brudnych arabusów, popychali, niektórzy bili. Raz usłyszałem nawet, jak jedna z nauczycielek mówiła o mnie Maur. Stąd niechęć do oryginalnego brzmienia mojego imienia. To był koszmar, który trwał kilka tygodni, potem wszystko się skończyło. W domu nie rozmawialiśmy o tym co się stało w Nowym Jorku. Byłem bardzo wrażliwym dzieckiem. Wszystko przeżywałem mocniej niż moi rówieśnicy, a że w szkole zaczęły się problemy, rodzice chcieli oszczędzić mi dodatkowych powodów do niepokoju.

Waldemar

To był koniec pewnego etapu i początek czegoś nowego w moim życiu. Właśnie skończyłem liceum i dostałem się na studia. W nocy z 10 na 11 września wróciłem znad morza, ze studenckiego obozu organizowanego przez Związek Studentów Polskich. Byłem zmęczony i niewyspany po prawie dwóch tygodniach próbki studenckiego życia. Gdy zobaczyłem samolot wbijający się w WT, w pierwszej chwili myślałem że mam jakieś zwidy. Za chwilę zadzwonił mój kumpel, i okazało się, że to jednak prawda. Podekscytowany śledziłem wydarzenia i komentarze przez kilka dni. To było straszne, ale nie odbierałem tej sytuacji jako bezpośredniego zagrożenia dla nas. Dopiero moja babcia uzmysłowiła mi, że w jakimś stopniu może to mieć wpływ na nas wszystkich. Była bardzo przejęta i chyba dużo wtedy płakała. Martwiła się o córkę, która mieszka w Kanadzie, ale babcia była przekonana że przez to co się stało, pewnie już nigdy jej nie zobaczy. Później, gdy nasi chłopcy ginęli w Iraku, poczułem się osobiście zagrożony, wyobrażając sobie, że lada moment będzie pobór do wojska (dokładnie tak samo było gdy Rosja zajęła Krym). Nie mogłem spać i umierałem ze strachu. Kilka lat później obejrzałem świetny film Wojna Charliego Wilsona. Pojawiła się złość i oburzenie na naszego Wielkiego Zachodniego Brata.

Krystyna

W piątek rano, siódmego września moja synowa trafiła do szpitala. Zaczął się poród. To był mój pierwszy wnuk. Wyczekiwany i upragniony przeze mnie chyba równie mocno co przez Anię, synową. Maciuś, tak ma na imię mój pierwszy wnuk, miał Kolizję Pępowinową. Pępowina owinęła mu się wokół szyi, co spowodowało duże niedotlenienie. Maciuś urodził się przez cesarskie cięcie i otrzymał tylko kilka punktów. Nie pamiętam już dokładnie ile, ale jego stan był zły. Przez kilka kolejnych dni żyliśmy w strachu o niego. Potem stan się ustabilizował i mogliśmy wreszcie odetchnąć. Jakieś informacje o tym co się stało w Nowym Jorku docierały do nas, ale jak przez mgłę, jak też i inne doniesienia z tamtego czasu. Nawet wtedy, gdy synowa z Maciusiem wrócili do domu, temat praktycznie nie istniał. Dużo później, syn mojej przyjaciółki, wojskowy, wyjechał do Iraku na kontyngent. Przeżywałyśmy to obie, ale całe szczęście wrócił cały i zdrowy. Niedługo potem przeszedł na emeryturę.

Jacek

Może to dziwne i źle o mnie świadczy, ale nie pamiętam ataku na WTC. Oczywiście wiem o nim, widziałem potem w telewizji materiały, pokazujące uderzenia, czytałem o tym w prasie, ale w tych dniach miałem głowę zaprzątniętą czymś innym. W weekend poprzedzający brałem ślub. Mieliśmy ogromne jak na tamte czasy wesele, na ponad osiemdziesiąt osób, w jednym z warszawskich hoteli. Zależało na nim głównie naszym rodzicom, którzy chcieli się pokazać przed krewnymi. Całą niedzielę dochodziliśmy do siebie, a w poniedziałek wyjechaliśmy z żoną do domku teściów w Beskidach, gdzie zaszyliśmy się na prawie dwa tygodnie. Internet nie był jeszcze tak powszechny. Nie było smartfonów, a gazet nie czytaliśmy, ani nie oglądaliśmy telewizji. Byliśmy zajęci sobą. Tak chcieliśmy spędzić pierwsze dni wspólnego życia, odcięci od reszty świata. I do dziś uważam, że to była słuszna decyzja. Niczego byśmy nie zmienili, a potok informacji dotyczący zamachu zepsułby naszą podróż poślubną. O tym co się stało, dowiedzieliśmy się w drodze powrotnej z radia. Myślałem że to jakiś żart, albo powieść radiowa w stylu Wojny Światów, ale na najbliższym postoju na stacji benzynowej, okazało się że to prawda.

Grzegorz

Trzeciego września dwa tysiące pierwszego roku zmarła moja żona. Byliśmy z Asią 12 lat po ślubie. Zostawiła mnie z dwójką dzieci, dziewięcioletnią Julką i pięcioletnim Michałkiem. Źle się czuła przez cały dzień. Bolała ją głowa. Mówiła, że to migrena, że weźmie tylko tabletkę i położy się na trochę. Zasnęła i już się nie obudziła. Tętniak. Nie miałem głowy do zamachów ani do niczego innego.

Justyna

Mój chłopak był na jakimś wyjeździe z kumplami. Właściwie to był już moim oficjalnym narzeczonym. Mieliśmy brać ślub w czerwcu następnego roku. To co się wydarzyło, przypomina jakiś film. Nudziło mi się samej w domu, więc zabrałam się za porządki. W jego rzeczach znalazłam seksowną damską bieliznę, zapakowaną w ładną torebkę prezentową. Zupełnie nie w moim stylu. Nie lubiłam i nie lubię takiej bielizny. Marcin dobrze o tym wiedział. Pierwsze co pomyślałam, to że jest bardzo głupi, zostawiając prezent dla innej i wyjeżdżając. Po chwili dotarło do mnie, co to znaczy. Spakowałam się i pojechałam do rodziców. Płakałam przez kilka dni, na zmianę kłócą się z nim przez telefon. Przyznał się do romansu i przepraszał, ale ja nie potrafiłam mu wybaczyć. Byłam w totalnej rozsypce. Atak na WTC pozwolił mi na trochę zapomnieć o osobistej tragedii i chyba dzięki temu udało mi się jakoś pozbierać.

Barbara

Byliśmy z mężem na wakacjach nad morzem, u znajomych. Gdy samoloty zniszczyły wieże, mój mąż, wojskowy, musiał stawić się w swojej jednostce. Nie widziałam go przez kilka dni. Byłam przekonana, że to początek czegoś strasznego, że zaraz zacznie się trzecia wojna światowo. Przecież wojny wybuchają z bardzo błahych powodów, a co dopiero przez coś tak potwornego. Nie spałam i nie jadłam przez cały czas, gdy go nie było. Siostra próbowała mnie uspokoić, ale bez skutecznie. Dopiero, gdy wrócił do domu, emocje opadły. Na jakiś czas. Mąż otrzymał propozycję wyjazdu do Iraku. Nie chciałam się zgodzić. Zagroziłam rozwodem. Nie pojechał. Potem dziękował mi za to. Mówił że prawdopodobnie uratowałam mu życie.

Sebastian

Mogę śmiało powiedzieć, że zamachy z Nowego Jorku dotknęły mnie osobiście. Miałem wtedy dziewczynę, Dagmarę. Zrobiła sobie przerwę po maturze i wyjechała do Stanów na zaproszenie ojca, który tam mieszkał i pracował. Miała zatrzymać się u niego i jego drugiej rodziny na kilka miesięcy, popracować i wrócić do kraju. Sprzątała jakieś biura niedaleko WTC. Po zamachach przez dłuższy czas nie było z nią kontaktu. Tak bardzo się o nią bałem, że aż posiwiałem. W końcu się odezwała, a właściwie to jej ojciec. Nic jej się nie stało. Fizycznie, bo psychicznie była w strasznym stanie. Widziała walące się wieże na własne oczy. Do Polski przywiózł ją ojciec, sama nie byłaby wstanie. Bardzo długo chodziła na terapię i wychodziła z szoku, co miało wpływ też na mnie. Nie wytrzymałem napięcia i rozstaliśmy się. Do dzisiaj mam wyrzuty sumienia. Od wspólnych znajomych wiem tylko, że wyszła potem za mąż i urodziła dziecko.

Niektóre imiona zostały zmienione
(Visited 68 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.