2015 – podsumowanie roku

oczytany facet podsumowanie 2015 roku

Wszyscy blogerzy książkowi bawią się w miesięczne podsumowania. Ja do tej pory tego nie robiłem, i nie zrobię, bo nie bardzo rozumiem idę. Koniec roku to zupełnie inna sytuacja, odpowiednia do tego by czynić róże podsumowania, nawet zmuszająca do tego. Zatem zapraszam.

Książki

Pod tym względem mijający rok był bardzo udany. Przeczytałem 50 książek, czego od ładnych kilku lat nie udawało mi się dokonać. Potwierdza się powiedzenie że praktyka czyni mistrza. Im więcej czytasz, tym więcej jesteś wstanie przeczytać. Co zrobiło na mnie największe wrażenie ? Przede wszystkim „Dziewczyny z powstania” i „Dziewczyny z Syberii”. Kiedyś, dawno, dawno temu, w szkole podstawowej, bardzo lubiłem historię. Niestety w liceum trafiłem na beznadziejnego nauczyciela, który skutecznie mnie zniechęcił do tego przedmiotu, a późniejsze studia i straszliwa kobyła w postaci historii książki, dopełniły dzieła. Anna Herbih, poza tym że słowami swoich bohaterek przedstawiła niby znaną, ale jednak nie do końca, historię z czasów II Wojny Światowej, sprawiła że znów polubiłem historię, i  z pewnością będę to zainteresowanie pielęgnować.
Równie wielkie wrażenie zrobiły na mnie powieści Pawał Huelle, „Weiser Dawidek” oraz „Śpiewaj ogrody”. Opowieści jakie serwuje czytelnikom Huelle są magiczne, a delikatność, finezja i odrobina poezji w jego prozie to rzadkość w polskiej literaturze współczesnej. Spośród zagranicznych autorów na długo pozostaną w mojej pamięci przejmujące „Odłamki” Ismet Prcicia, przewrotna „Lucynka, Macoszka i Ja” Martina Reinera oraz „Silva Rerum” Kristiny Sabaliauskaite. Ta ostatnia jest pierwszym tomem trylogii, zatem w nadchodzącym roku możemy się spodziewać kolejnych części.
Ogromny zawód sprawili mi Terry Pratchett i Stephen Baxter z „Długim Marsem”. Fantastyczna powieść „Długa Ziemia” została przez tych Panów definitywnie zniszczona, a jej trupa autorzy skopali podkutymi blachą buciorami w części trzeciej, „Długa wojna”. Bardzo blado wypadł amerykański bestseler „Szczęście do wzięcia”. Płytka, banalna i przesłodzona historyjka dla niewymagających. Zdecydowanym faworytem w śród kiepskich książek okazało się być jednak „Gniewne lato” Andrzeja Szynkiewicza. Strasznie napisana, z beznadziejną fabułą i kompletnie nierealistycznymi bohaterami, zasługuje na miano gniotu.
Blogsfera
Jako bloger myślę że w 2015 roku bardzo się rozwinąłem, o czym świadczy rosnąca liczba polubień na facebooku i komentarze na blogu. Taką możliwość zyskałem dzięki współpracy z portalem Dobre Książki. Pani Agnieszka Kantaruk, redaktor naczelna portalu, zaufała mi i udzieliła kilku przydatnych lekcji, za co jestem jej niezmiernie wdzięczny. Dziękuję też Wam, moi czytelnicy. Gdyby nie wy, zapewne blog już dawno dogorywałby bez żadnych aktualizacji.
Nie zamierzam zabierać głosu w sprawie blogowania o książkach jako takiego, bo w tej sprawie napisano i powiedziano już wystarczająco wiele. Nie mogę jednak przejść obojętnie obok pewnych spraw związanych z tym czym sam się zajmuję. Są takie aspekty książkowego blogowania, które mnie śmieszą, czasem nawet irytują, i odbierają nam szacunek innych blogerów. Zauważyłem że powszechnie występują na wielu poczytnych blogach. O to one:
1. Wyzwania
Chyba najbardziej irytująca przypadłość blogerów piszących o książkach. Chociaż nie wszystkie wyzwania są pomyłką. Na przykład próba przeczytania 52 książek rocznie, czyli tyle ile jest tygodni w roku, czy też czytanie czegoś co już stoi na półce, zamiast kupować nowych. Większość jednak jest żenująca, a najbardziej wyzwanie pod tytułem „albo albo”, które przypomina mi o „Złotych Myślach”, jakie za moich czasów dziewczyny robiły w podstawówce i wciskały kolegom i koleżankom by odpowiadali na wymyślane przez nie pytania. Głupie to strasznie, chociaż wtedy miało swój urok. Tego typu wyzwanie nie pozostawia odpowiadającemu na pytania pola do popisu. Ostatnio czytałem czyjąś spowiedź na blogu. Na pytanie czy autorka bloga wolałaby pracować w księgarni czy w bibliotece, odpowiedziała że w bibliotece bo jest tam tyle książek które można przeczytać, a w księgarni to wszystkie nówki nie ruszane. Otóż pracowałem i w bibliotece i w księgarni. W bibliotece zazwyczaj nie ma czasu na czytanie, a w księgarni często wręcz przeciwnie. Jeśli się nie zniszczy i nie zostawi śladów można czytać te nieśmigane nówki. I tu i tu musisz wiedzieć o czym są książki, by móc pomóc klientowi. No smuteczek i tyle.
 2. Stosik
Bardzo wielu blogerów, a właściwie blogerek, bo ich jest w tej tematyce więcej, przechwala się na portalach społecznościowych i na swoich blogach o zakupionych, otrzymanych książkach, które w najbliższym czasie zostaną przeczytane i zrecenzowane. Nie ma w tym nic złego, sam tak robię. Śmieszna jest natomiast forma w jakiej to się odbywa. Wielu spośród tych wielu tytułuje owe posty „stosikami”, „zapraszam na stosik”. Brzmi to strasznie głupio i infantylnie, zwłaszcza gdy pisze to trzydziestoparoletnia kobieta, żona i matka. Świadczy też o braku inwencji, która do prowadzenia bloga jest niezbędna.
3. Podsumowania miesiąca
Jaki jest ich sens, poza tym że sztucznie nabija się liczbę postów i odwiedzin na blogu? Przecież dopiero co, autorzy pisali dokładnie o tym samym, a czytelnik, ten wierny, odwiedzający bloga regularnie, zna już wasze opinie na temat książek,  i nie musi czytać ich ponownie. Ten który nie czyta go regularnie, raczej nie przeczyta też tego podsumowania. Odpuściłbym to sobie, i poprzestał tylko na rocznym podsumowaniu, które może przypomnieć ciekawy wpis sprzed 12 miesięcy, faktycznie już zapomniany przez czytelników.
4. Serduszka, prywata i miszmasz
Umówmy się. Blogi literackie i recenzenckie, to miejsca w sieci poświęcone literaturze. Pięknej czy popularnej, ale literaturze. Serduszka, słitaśne słówka, minki i inne duperelki to nie są odpowiednie elementy bloga książkowego. Niestety takie zaśmiecanie jest na porządku dziennym, i przytrafia się również tym dobrym blogerom, ciekawie piszącym. Inna sprawa to poruszanie na blogach czy też funpage spraw nie związanych tematycznie z literaturą. Tutaj biję się w pierś, gdyż samemu mi się to zdarzyło. Wiem już jednak że to wtopa, fox pax, jak beknięcie podczas toastu rozpoczynającego wesele. Niby nic takiego, ale psuje całość i pozostawia niesmak.

Wiadomo jednak że każdy jest inny i lubi co innego. Dzięki ci Boże za tę różnorodność, i jeśli ktoś lubi czytać takie zaserduszkowane opisy książkowych wyzwań, i co ważniejsze czuje potrzebę wyrażania się w ten sposób, niech czyni to dalej. W nowym roku życzę Wam (i sobie również), wielu  literackich zachwytów, świetnych, powalających tekstów, zadowolenia i frajdy z tego co robicie, i przeogromnych pokładów miłości, bo to przecież jest najważniejsze. Reszta jest względna. Do zobaczenia w 2016 !!!!


(Visited 45 times, 1 visits today)