Paul Auster

4 3 2 1

4 3 2 1 jest całkowicie pozbawiona magii i niezwykłości, specyficznego klimatu, nieco sennego i niepokojącego, trochę podobnego do filmów Davida Lyncha, które znamy z poprzednich powieści Paula Austera.  To świetnie, jeśli pisarz potrafi stworzyć coś tak bardzo odmiennego od swoich dotychczasowych książek, pod warunkiem że jest to coś dobrego.  Niestety w przypadku najnowszej powieści Paula Austera tak nie jest.

Życie bywa nijakie, i to dosyć często. Jeśli nawet zdarzają się w nim jakieś momenty zwrotne, burze, kataklizmy , tragedie i cuda, to pomiędzy tymi zdarzeniami najczęściej jest zwyczajnie płaskie, żeby nie powiedzieć nudne, i ciągnie się w nieskończoność. Nie bez powodu mówi się „proza życia”, myśląc o monotonnej i przewidywalnej egzystencji. Takie też jest życie Archiego Fergusona.

Choć poprzetykane jest ono wydarzeniami, które co jakiś czas wstrząsają jego światem, to  jest ono dosyć przeciętne. Szkoła, sex, sport, jeszcze trochę sportu, i polityka, potem życie dorosłego człowieka, i ścieżki prowadzące go w takie miejsca, do których nigdy by nie spodziewał się dotrzeć. Jest to zaskoczeniem jedynie dla bohatera powieści, gdyż czytelnik większość wątków domyśla się na długo przed tym, zanim się pojawią. Efekt zastosowania przez Paula Austera dość ograniczonego schematu amerykańskiej rodziny, i skromnego wachlarza trapiących ją przeciwności losu.

Sport, w postaci oczywiści baseball, futbolu i na końcu koszykówki, oraz polityka są w 4 3 2 1 bardzo mocno obecne.  Całe strony, na których czytamy o rzucaniu piłką i odbijaniu jej kijem, albo wsadzaniu piłki do kosza,  wywołują w czytelniku jeden, bardzo zdrowy odruch, chęć odwrócenia strony, i pominięcia tych dłużyzn, które niczego nie wnoszą do fabuły. Nie inaczej jest gdy na kartach powieści pojawia się polityka. Bohaterowie Austera, niemal jak jeden mąż, znajdują się po tej właściwiej stronie barykady. Protestują przeciwko nierównościom rasowym, zachwycają się przemową Kinga, i płaczą nad murzyńskimi dziewczynkami, które zginęły w zamachu. Skoro wszyscy są tacy wspaniali, to skąd ten amerykański rasizm? To zarzut nie tylko do Paula Austera, ale do większości współczesnych amerykańskich pisarzy, którzy swoimi bohaterami czynią przeważnie właśnie takich prawych ludzi.

Należy też zastanowić się nad tym, co autor chciał osiągnąć, tworząc cztery, wcale nie tak bardzo różne, żywoty Archiego Fergusona. Czy to tylko tani zabieg, mający na celu przyciągnąć uwagę wydawców i czytelników? Jedni i drudzy z zachwytem chwycą wszystko co Auster wystuka na swojej klawiaturze, więc było to zbędne. Czy w ten sposób autor chciał nam coś przekazać? Na przykład, jak niewiele potrzeba, by życie całkowicie się odmieniło? Mało to odkrywcze, i niezbyt udane, gdyż, jak już wspomniałem, te cztery wersje życia Archiego Fergusona różnią się tylko detalami. Być może Auster chciał trochę dokuczyć swoim czytelnikom, pisząc książkę, która z racji swojej konstrukcji i możliwości czytania jej na kilka sposobów, utrudnia im lekturę. To ostatnie udało mu się wręcz genialnie.

Jest zatem sport, polityka, nieśmiertelny mit pucybuta stającego się milionerem, wielki amerykański sukces, trochę problemów na tle rasowym,  i najciekawsze w powieści, obraz zmieniającej się Ameryki, od początków XX wieku, do lat siedemdziesiątych. Zapewne dla wielu Amerykanów jest to niezwykła opowieść o nich samych, o ich przodkach i codzienności. Dla czytelników spoza tego kręgu kulturowego, będzie to jednak jedynie jaskrawa laurka, w dodatku wtórna. Powielona czterokrotnie nie tylko w tej powieści, ale znana bardzo dobrze z wielu innych książek i filmów. Pozbawiona onirycznej  aury, proza Paula Austera okazuje się być bardzo przeciętną. Dobrą dla debiutanta, ale nie dla pisarza, uznawanego za jednego z największych, amerykańskich twórców.

Wydawnictwo Zanak, 2018

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 219 times, 1 visits today)