Anna Bolavá

W ciemność

Niemal przez cały czas lekturze W ciemność towarzyszył pewien niepokój. Wywołało go niepozwalające się zignorować skojarzenie z pewną polską pisarką i jej niedawno zekranizowaną powieścią. Chodzi o Olgę Tokarczuk i „Prowadź swój pług, przez kości umarłych”. Klimat obu powieści, i niektóre rozwiązania fabularne, jak chociażby utrata świadomości przez Anne, prawdopodobnie popełniona przez nią zbrodnia, są niemal identyczne. Różnica polega na tym że u Tokarczuk bohaterka większą atencją darzy zwierzęta, a u Bolavy rośliny, że o zbrodni w pierwszym przypadku dowiadujemy się na samym końcu, a W ciemność, pojawia się już na początku powieści, od razu z sugestią że winna jest bohaterka.

Tak. Anna jest chora. Bardzo chora. W pierwszej kolejności widzimy chorobę ciała. Siniejące członki, wymioty, brak apetytu, wypadające włosy. Dopiero z czasem przekonujemy się że to nie tylko choroba ciała, ale i duszy. Z każdym mijającym dniem, kolejnym uszczerbkiem zdrowia, koroduje także jej osobowość. Wszystko inne, poza zrywaniem kolejnych liści, przestaje być ważne.

Zielarka dość mocno skrzywdzona przez ludzi, odsuwa się od świata. Zamiast z istotami swojego gatunku, woli być blisko z przyrodą. Kilkakrotnie wypowiada nawet słowa że chciała by stać się jakąś rośliną, albo rybą. Mniej lub bardziej świadomie Anna dąży do samounicestwienia. Czy kod autodestrukcji był wpisany w jej geny od urodzenia, czy też nabyła go z czasem? Co dokładnie się wydarzyło, nie wiemy. Mogło to być coś naprawdę strasznego, ale równie dobrze mogła to być najzwyklejsza błahostka.  Nie trudno naruszyć delikatną, kruchą, ususzoną konstrukcję nerwową Anny. Nieliczne retrospekcje we wspomnieniach bohaterki, z okresu dzieciństwa, wieku nastoletniego, pierwszych romantycznych porywów serca,  ukazujące zupełnie inne oblicze kobiety, dowodzą że ta alienacja, to bardziej wybór rozsądku, niż faktyczna potrzeba. Alienacja pogłębia się, gdy już nawet jej ukochane rośliny zaczynają ją odpychać od siebie.

Na pierwszy rzut oka, W Ciemność główną rolę odgrywają zioła wszelkiego rodzaju i zastosowania. Faktycznie większa część powieści jest im poświęcona, choć potencjalny przyszły zielarz nie dowie się z niej jak się z nimi obchodzić. To jednak tylko pozory. Faktycznie Bolava opowiada o różnych odcieniach samotności i wyobcowaniu. Każdy z bohaterów jest w jakiś sposób wybrakowany. Czegoś mu brakuje, lub czegoś ma za dużo. Czy to nieśmiały mechanik rowerowy Tonda, wścibska, pełna fobii, zakompleksiona kuzynka-sąsiadka, kochliwy lekarz z misją zbawienia świata do wykonania, ciotka która boi się nowoczesności…

Wielkiego nieszczęścia tutaj nie znajdziemy, ale też żaden z bohaterów nie zawędrował nawet w pobliże szczęścia. Zawsze jednak musi być jakiś kozioł ofiarny. Tym razem padło na Annę.  To ona jest TĄ wariatką. Ale już za chwilę, prawdopodobnie będzie to ktoś inny. Być może ta zdradzona, porzucona, uciekająca na bosaka, przez płot, kobieta. A może ta dziewczynka, która z torbami ziół po raz pierwszy przyszła do skupu, i po raz pierwszy spotkał ją zawód.

W ciemność jest jak mięta, bazylia, tymianek, jak każda, niepozorna roślinka, rodząca aromatyczne listki, często o nadspodziewanych właściwościach. Z pozoru wydaje się że opowiada banalną historię, o kobiecie która, zapewne wbrew intencjom autorki, nie wzbudza sympatii.  Aby jednak w pełni zrozumieć powieść, dotrzeć do ukrytych głęboko w żyłach jej liści znaczeń, musi minąć troszkę czasu. Wrażenia muszą okrzepnąć, ususzyć się, a wtedy z pewnością każdy odkryje w niej coś innego.

Książkowe Klimaty, 2017

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję: