Jelena Kostiuczenko

Przyszło nam tu żyć. Reportaże z rosji

Dziennikarstwo Jeleny Kostiuczenko to najwyższa i najczystsza forma tej sztuki. Reporterka nie poddaje wartościowaniu opowiadanych historii, nie ocenia też bohaterów swoich tekstów, sytuacji, w których się znaleźli, prywatne opinie zachowując dla siebie.

Kostiuczenko wchodzi w światy ludzi, o których opowiada, stając się ich częścią. O ich dramatach i ponurej rzeczywistości pisze niemalże od środka, przeżywając prawie dokładnie to, co oni. W reportażach o rosyjskich policjantach Jelena wcieliła się w stażystkę w stu procentach, przyjmując na siebie wszystko, co z tym związane. W kolejnych tekstach pozostała jednak reporterką, tym samym przyjmując pozycję odrobinę z boku wydarzeń. Przy tematyce, jaką obrała Kostiuczenko, pełne wcielenie nie byłoby możliwe bez nieodwracalnych zmian w niej samej.

Niemniej jednak autorka zbioru reportaży Przyszło nam tu żyć, osiągnęła w literaturze faktu więcej, niż niejeden przedstawiciel szumnej, tak zwanej Polskiej Szkoły Reportażu. Z trudem przyszłoby wskazanie kogoś, równie świetnego w tym, co robi Jelena Kostiuczenko. Jedyna osoba, która przychodzi na myśl, to Barbara Włodarczyk. Głównie dlatego, że obie Panie pokazują prawdziwą twarz współczesnej Rosji.

A jest to kraj przedziwny, przerażający i odpychający. Bardzo dziki wschód, tak można opisać to, co w swoich reportażach opisuje Jelena Kostiuczenko. Przede wszystkim czytelnika uderza to, jak niewielkie, praktycznie zerowe, znaczenie ma człowiek, pojedynczy obywatel. Dla państwa, reprezentowanego przez funkcjonariuszy różnych szczebli i służb, dla wielkich koncernów i oligarchów, posiadających niczym nieograniczoną władzę, są jedynie elementami układanki, które można dowolnie przesuwać i usuwać, gdy są zbędne.

Strach, utrwalany w genach od wielu pokoleń, osiągnął już tak wysoki poziom, że większość Rosjan nie zdaje sobie nawet z tego sprawy, ale wszelkie ich działania są pod jego dyktando. Samowolka, powszechne łamanie prawa i udawanie, że się tego nie widzi. Bezradność, poczucie bezsilności, a często nawet nieświadomość, że mogłoby być inaczej to codzienność dzisiejszej Rosji.

Jelena Kostiuczenko nie skupia się wyłącznie na problemach związanych z życiem w dużych miastach, przy trasach przelotowych szybkich pociągów, ale też przypomina największe tragedie, które dotknęły ten ogromny kraj w dwudziestym pierwszym wieku. W Biesłanie wciąż nie cichną echa masakry, którą ci, co ocaleli i bliscy tych, którzy zginęli, przeżywają wciąż od nowa. Młodzi mężczyźni i chłopcy giną w kamaszach, choć oficjalnie ich ojczyzna nie prowadzi żadnej wojny.

Reporterce należy się wielki szacunek, przede wszystkim za odwagę pisania o sprawach niewygodnych. W tym kraju przecież to norma, że ludzie znikają bezpowrotnie, ulegają wypadkom, albo padają ofiarą zbrojnej przestępczości. Brawa należą się również za sposób, w jaki przedstawia te historie. One opowiadają się właściwie same, bez jej udziału, słowami bohaterów. I takie właśnie powinno być prawdziwe dziennikarstwo.

Wydawnictwo Czarne, 2020


(Visited 126 times, 1 visits today)