Lars Saabye Christensen

Beatlesi

Beatlesi są jedną z tych powieści, w których potencjał opowiadanej historii został zmarnowany. Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte ubiegłego wieku. Dzieci kwiaty, szalony rock’n’rol, to grunt, na którym można zbudować wspaniałe dzieło literackie. Aż serce się kraje, gdy czytamy, jak Lars Saabye Christensen zrobił z tego telenowelę.

Z pewnością nie jest to powieść, którą można by zaliczyć do gatunku bildungsroman. Co prawda bohaterowie Christensena dorastają, porzucają dziecinne rozrywki na rzecz tych dorosłych, niekoniecznie odpowiednich, ale żaden z nich faktycznie się nie rozwija, nie dojrzewa. Są nieprzygotowani do dorosłego życia. Zmieniają poglądy i zainteresowania jak rękawiczki, popadają w nałogi i narkotyczne cugi, by wyjść z tego cało i zdrowo, a potem rozpocząć nowe życie. Trąci to trochę telenowelą. Chłopcy jednak w jakiś sposób układają sobie życie, znajdują w nim jakiś punkt zaczepienia, o czym wspomina jeden z bohaterów, wytykając Kimowi jego brak. Sami jednak dorosłe obowiązki, skutek swojego postępowania, jak w przypadku Olego, traktują jako przykrą konieczność. Trudno więc nazwać to stabilizacją.

Najbardziej niepozbierany jest Kim, narrator tej opowieści, borykający się z chorobą psychiczną, wiecznie coś udający i przed czymś uciekający, niezdecydowany, nawet nie wie, czego mógłby chcieć od życia. Z czasem zaczyna wierzyć w swoje kłamstwa, miotając się między dwiema dziewczynami. Raczej nie budzi sympatii ani tym bardziej współczucia. Prędzej irytacje, chęć potrząśnięcia nim i krzyknięcia „Opamiętaj się! Weź się w Garść! Zrób coś ze swoim życiem!”.

Autor jest ewidentnie negatywnie nastawiony do dorosłości. Rozdziały, w których jego bohaterowie są jeszcze chłopcami, uczniami szkoły podstawowej, potem realnej, są niemal sielskie. Kim i spółka nie mają większych problemów jak znalezienie brakującego w kolekcji znaczka samochodowego, czy prezenty na konfirmacje. Planują podbić świat, zakładając zespół muzyczny. Są po dziecięcemu oderwani od rzeczywistości, która jednak nie pozwala im pozostać w tym stanie zbyt długo. Pojawiają się pierwsze zauroczenia, pierwsze tragedie i śmierć. Powoli zaczynają odkrywać tę brzydką stronę życia. Narracja z czasem robi się cięższa i przygnębiająca, a niechęć wobec dorosłości Lars skrywa w niewinnych z pozoru zdaniach, tak jak, wtedy gdy po konfirmacji ojciec Kima pyta go „Jak to jest być wreszcie dorosłym”, a on, zamiast odpowiedzieć, ucieka do łazienki i wymiotuje.

ChristensenBeatlesach opowiada nie tylko historię czworga przyjaciół, którzy dorastają na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych minionego wieku. Drobiazgowo oddaje realia i norweską rzeczywistość tamtych lat, delikatnie wychodząc poza granice kraju, napomyka tylko o tym, co działo się równolegle we Francji, Danii czy na Islandii albo w Czechosłowacji. Beatlesi są więc powieścią o całym pokoleniu. Bardzo ciekawą, jednak pozbawioną tego czegoś, nazwijmy to nerwem, który czyni utwór literacki niezapomnianym. Czyta się dobrze, aczkolwiek z pewnym znużeniem, a po zakończeniu lektury nie pozostaje nic poza odrobiną nostalgii za własnym, minionym dzieciństwem.

Wydawnictwo Literackie, 2016

 


(Visited 144 times, 1 visits today)