Hari Kunzru

Białe łzy

Białe łzy są jak muzyka. Jak ona mogą porwać czytelnika, pod warunkiem, że lubi się brzmienia psychodeliczne. Termin psychodelia najlepiej opisuje powieść brytyjskiego pisarza, Hari Kunzru.

Główny bohater powieści, Seth, biedny chłopak z prowincji, rozpoczyna studia. Poza zmianą miejsca zamieszkania, nic więcej w jego życiu się nie odmienia. Wciąż pozostaje tak samo bez znaczenia, dla niektórych niewidzialny. Ma jednak swój własny świat muzyki i talent do konstruowania urządzeń rejestrujących dźwięki. Pewnego dnia zostaje przyłapany przez najpopularniejszego chłopaka na uczelni, dziedzica wielkiej fortuny, kolekcjonera unikatowych płyt winylowych, Cartera, na podsłuchiwaniu za pomocą swojego wynalazku. Spotkanie to rodzi więź między młodymi mężczyznami, która odmieni ich życie.

Relacja Cartera i Setha, choć budzi pewne skojarzenia z Utalentowanym Panem Ripleyem, i początkowo można mieć pewne wątpliwości co do jej natury, nie jest nawet w ułamku homoseksualna. Seth żywi do bogatego kolegi wielkie uczucie, ale jest to przyjaźń połączona z wdzięcznością, jaką odczuwa pies wzięty ze schroniska. Seth jest wdzięczny za to, że został zauważony i przygarnięty, i nie opuszcza swojego Pana, wiodąc fajny żywot dzięki jego pieniądzom. Między nimi często dochodzi  do spięć, które każdemu normalnemu człowiekowi w końcu dałyby do zrozumienia, że od Cartera trzeba się trzymać z dala.

Białe łzy nie są jednak kolejną opowieścią o tym, jak to chłopak z nizin za wszelką cenę stara się dostać do świata wyższych sfer. Seth ma takie ambicje, ale Hari Kunzru skupia się na czymś zupełnie innym, na nienawiści, która w powieści ma wiele twarzy. Po pierwsze rasizm, nienawiść do ludzi innej rasy, o innym niż nasz kolorze skóry. Po drugie nierówności społeczne i wynikająca z nich niechęć tych wyżej stojących, wobec maluczkich, pozbawionych środków i możliwości, by stawić im czoła. Źródłem nienawiści jest też zazdrość, zawiść, niespełnione, chore ambicje, poczucie bezsilności, a także przekonanie o własnej bezkarności.

Autor poświęca też wiele miejsca muzyce, która jest dla głównego bohatera bardzo ważna. Muzyka nie byle jaka, pierwotny, brudny blues, narodzony z rozpaczy czarnych niewolników. Gdy pojawia się w życiu Setha i Cartera, powoli przejmuje nad nimi kontrolę, prowadząc do obłędu i schizofrenii. Poznając tragiczną historię kolorowego muzyka, którego kariera zostaje brutalnie przetrącona już na samym początku, Seth przeżywa to tak bardzo, że staje się nim, a także zafascynowanym owym wokalistą kolekcjonerem winyli sprzed kilku dekad.

Powieść Białe łzy jest dosyć nierówna i może nieco zbyt oryginalna, a z pewnością zbyt ciężka dla przeciętnego czytelnika. Najpierw mamy długie, bardzo długie, zajmujące ponad połowę książki, wprowadzenie do głównego wątku. Poznajemy Setha i Cartera, obserwujemy ich barwne i wybuchowe życie. Odwiedzamy rodzinną rezydencję Cartera i przyjęcie na cześć jego brata. Seth czuje się coraz bardziej obco, a czytelnik powoli zaczyna się nudzić. I nagle bum. Dzieje się coś, co przywraca powieści życie, wywraca wszystko do góry nogami. Zaczyna się hard core, w którym tak jak u Davida Lyncha, trudno się odnaleźć. Chwilowe ożywienie szybko przeradza się w zmęczenie. Czytamy dalej tylko po to, by dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło, a i to nie jest nam dane w pełni. Na skali satysfakcji strzałka zbliża się do rozczarowania.


(Visited 85 times, 1 visits today)