Roy Jacobsen

Białe morze

Białe morze Roya Jacobsena, jako część druga znakomitej powieści Niewidzialni, wypada blado. Choć akcja książki rozgrywa się w najczarniejszym okresie dwudziestego wieku, podczas II wojny światowej, autor nie wykorzystał potencjału, jaki dała mu historia.

Bohaterowie, z którymi w pierwszym tomie rozstaliśmy się we względnym dobrostanie, już nie żyją, albo opuścili wyspę, a dzieci dorosły i również wyjechały. Pojawiają się dopiero pod koniec powieści. Wszyscy na raz, hurtem, z żonami i dziećmi, co stwarza pewne problemy w zorientowaniu się, kto jest kim.

Ta nieobecność kładzie się cieniem na Ingrid, która pozostała sama na scenie i nie radzi sobie z tą samotnością. Przez większą część powieści mamy do czynienia głównie z nią, kobietą zbliżającą się do wieku średniego i brak pozostałych elementów układanki, jaką była jej rodzina, sprawił, że autor nie do końca wiedział co począć z główną bohaterką.

Trudy życia na wyspie i koszmar wojny oraz niemieckiej okupacji, które dotarły także do tego zakątka świata, powodują, iż kobieta niemal popada w obłęd. Ingrid przytrafia się też miłość życia, która jednak bardzo szybko znika, pozostawiając po sobie oczywisty, jakże przewidywalny ślad. Dochodzi także do pewnego brutalnego incydentu z udziałem niemieckiego oficera i lokalnego kolaboranta, ale Jacobsen pozostawia go niewyjaśnionym, przysłoniętym oparami amnezji, wywołanej szokiem.

Ingrid miota się zarówno po wyspie, jak i w życiu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Walczy ze swoimi demonami. Cierpi, płacze, krzyczy, próbuje uciec. Wszystko to jednak jest jakieś miałkie, rozmyte w niekończących się opisach wykonywanych przez nią czynności gospodarczych. Dorosła Ingrid jest mdła i bezbarwna, a jej postępowanie jest nie do końca jasne. Nie tego można było się spodziewać po lekturze Niewidzialnych.

Momentami Białe morze przywodzi na myśl inną popularną skandynawską sagę, którą rozpoczyna Księga Diny. Powieść Roya Jacobsena, nie jest tak przygnębiająca i odpychająca, jak to, co wyszło spod pióra Herbjørg Wassmo, a sama Ingrid jest aniołem w porównaniu z Diną. Jednakże Białe morze pozostawia czytelnika smutnym i otępiałym, zniechęcając do śledzenia dalszych losów Ingrid. A przecież o smutku można pisać pięknie i porywająco.

Wydawnictwo Poznańskie, 2019


(Visited 101 times, 1 visits today)