Biblioteka to przeżytek, mówią w Strefie Czytacza

Miałem wątpliwą przyjemność wysłuchać dość męczącego odcinka podcastu Strefy Czytacza. W odcinku tym jego twórcy zastanawiają się nad tym, czy biblioteki są przeżytkiem i popełniają wiele, elementarnych błędów. Po pierwsze, porywają się z motyką na słońce, mówiąc o bibliotekach tylko z własnego punktu widzenia, umieszczonego na kanapie. Nie chciało im się nawet zbadać sprawy, o której mentorskim tonem opowiadają. A wystarczyłoby tylko kilka kliknięć na klawiaturze komputera.

Idąc dalej, małżeństwo Czytaczy popełnia wszelkie możliwe błędy nowicjusza, przecząc sobie co chwila. Pani Czytaczowa przyznaje, że nie chodzi do biblioteki i od dawna tam nie była, ale jednocześnie twierdzi, że w bibliotekach nie ma nowości, nie ma czytelników i nic się nie dzieje. Potem zaś wspomina, że w bibliotekach dzieje siębardzo dużo, spotkania autoskie, ewenty i projekty. Pan Czytacz, choć opowiada, że jeździ po bibliotekach ze spotkaniami, faktycznie nie był w tym przybydku kultury jeszcze dłużej, niż szanowna małżonka.

Gdyby ci państwo faktycznie choć raz odwiedzili bibliotekę, wiedzieliby, że w bibliotekach nierzadko spotykamy kolejki. Średnio 500 osób dziennie to raczej nie jest nikt. Wiedzieliby, że każdy czytelnik ma wpływ na kształt księgozbioru, podając propozycje tytułów, które powinny się znaleźć na półkach, a także wspierając finansowo, oddając nawet kilka złotych na fundusz biblioteczny. Widzieliby ciężkie kartony z książkami, dźwigane codziennie przez kurierów. Kartony zawierające kolejne zamówienia dla kolejnych bibliotek, których zawartość piętrzy się potem na biurkach pań i panów opracowujących nowe zbiory, by mogły trafić do właściwej biblioteki i w ręce spragnionego czytelnika. Tu nie trzeba nawet wyjść z domu, bo jak mogliśmy usłyszeć w podcaście, Państwo Czytacze mają z tym problem. Wystarczy zajrzeć do katalogu on-line, pierwszej lepszej biblioteki, by przekonać się jakie nowości trafiły właśnie na półki.

Kolejny argument, który według Czytaczy przemawia za tym, iż biblioteki są przeżytkiem, to fakt, iż następne, po naszym, pokolenia nie będą korzystać z bibliotek. Będą czytać na ekranach swoich urządzeń, telefonów, tabletów, czytników. I tu też się Państwo szanowni mylą. O tym, że biblioteki i w ogóle książki umrą, mówiło się przy każdym kolejnym wynalazku. Czy to był wynalazek druku, radia, telewizji, internetu, czy teraz e-papieru i czytników. Książka, jak i biblioteki trwają jednak od tysięcy lat i, choć ulegają zmianie, będą trwać nadal.

Wbrew temu, co mówią Czytacze, czytelników przybywa w różnych przedziałach wiekowych, zwłaszcza wśród tych najmłodszych. Dzieci i młodzież znów coraz chętniej sięgają po książki papierowe, a ich rodzice wolą przyjść po nie do biblioteki, niż kupować, ryzykując, że za tydzień Jaś nie będzie już interesować się dinozaurami. Czteroosobowa rodzina wypożycza jednorazowo 20 książek, z tego około 16 dla swoich pociech. Po tygodniu, najdalej dwóch, wracając po wymianę na nowe.

Przytaczane przez booktuberów, jak o sobie mówią, fakty z przeszłości, o strasznych bibliotekarkach, przeganiających dzieci z wypożyczalni dla dorosłych, krzyczących, krytykujących czytelnicze wybory i w ogóle robiących wszystko źle, to powielanie oklepanych stereotypów. Nasuwa to pewną refleksję, czy przypadkiem Czytacze nigdy nie byli w bibliotece, żadnej bibliotece, tylko wyszukali kilka opowiastek w internecie i na tej podstawie zbudowali swoją wypowiedź. Świadczy o tym również powoływanie się na statystyki czytelnicze w Polsce, które nijak się mają do statystyk w bibliotekach (polecam zajrzeć do GUSU). Być może Pan Czytacz odwiedza biblioteki tylko na swojej prowincji, gdzie faktycznie może być jeszcze tak, jak opowiada, ewentualnie w Warszawie, gdzie biblioteki publiczne są słabej kondycji.

Gdyby faktycznie był zapraszany do różnych bibliotek w kraju, wiedziałby, że jest Gdyńska Biblioteka z Pasją, gdzie młodzież przesiaduje całymi dniami, czytając i wspierając bibliotekarzy w działaniach. Odwiedziłby Bibliotekę Mnhattan w Gdańsku, gdzie nieraz ciężko szpilkę wbić. Znałby Bibliotekę Komiksowo czy bibliotekę miejską z Wrocławia, jedną z przodowniczek w gamifikacji.

Trudno też oprzeć się wrażeniu, iż ten konkretny odcinek podcastu miał ukrytych sponsorów w postaci Legimi i Empik Go, tak często padają te nazwy. Twórcy podcastu uważają też, że w kwestii poszukiwania ciekawej literatury, lepiej korzystać z portali takich jak lubimy czytać, niż zapytać bibliotekarza, który nie będzie chciał polecić nic, albo nie będzie się znał, albo jego opinia nie będzie wiarygodna. W tego typu portalach, często bez ładu i składu piszą dzieciaki, kradną recenzje z innych portali i miejsc w sieci. I to ma być wiarygodne polecenie lektury? Pani Czytacz, po raz kolejny informując słuchaczy o tym, że nie chodzi do biblioteki, przyznaje się, że musiałaby tam spędzić dużo czasu, szukając czegoś dla siebie (czyli jednak sporo jest tych książek w bibliotekach) i w dodatku jeszcze poczytać coś o nich, na przykład opis na okładce czy kilka fragmentów. O zgrozo! Musiałaby czytać!

Jedyny sensowny argument, choć też nie do końca, który pada w trakcie tych dwudziestu minut podcastu, to higiena. Czytacz brzydzi się brać książki z biblioteki, bo nie wie co się z nimi wcześniej działo, kto ich dotykał i co na nich zostawił. Jest w tym racja. Czytacz krytykuje też obkładanie książek papierem, praktykowane dwie dekady temu. A to było czynione właśnie po to, żebyś się Pan, Panie Czytacz nie brzydził dotykać książki po kimś, choć też z higieną niewiele miało wspólnego.

Ogólnie rzecz biorąc, po przesłuchaniu tego podcastu, jedno jest wiadome, ta dwójka na siłę się promuje, przemycając do audycji prywatę, siląc się na luz i nonkonformizm, plotąc farmazony na tematy, o których nie mają zielonego pojęcia. Może to i dobrze, że nie chodzą do bibliotek, bo nie potrzeba nam w nich takich person.


(Visited 523 times, 1 visits today)

13 osób skomentowało “Biblioteka to przeżytek, mówią w Strefie Czytacza

  1. Strefa Czytacza mówi :

    Skoro jest wezwanie (na Facebooku), wypada odpowiedzieć. A zatem odpowiadam.

    Cenię merytoryczną polemikę i nie będę ukrywał, że ten podcast miał być solą w oku dla bibliotekarzy i miłośników bibliotek. Powód jest prosty: odnoszę wrażenie, że to grupa silnie niedoceniana i pomijana, czego niechlubnym dowodem jest choćby fakt, że wielkie targi książek przyznają bibliotekarzom darmowe wejściówki jedynie na dni branżowe, zamiast docenić ich wkład w szerzenie czytelnictwa i zaprosić na wszystkie dni, podczas gdy my, blogerzy/vlogerzy dostajemy takie wejściówki od ręki (o tym zresztą kiedyś pisałem na Facebooku).

    Nie będę ukrywał, że liczyłem w tym przypadku na bardziej merytoryczną polemikę (czy wręcz sprzeciw), która nie będzie musiała uciekać się do nieprawdy, uproszczeń czy bezpodstawnych zarzutów. Zacznę od samego tytułu artykułu. Nie „twierdzi Strefa Czytacza” tylko pyta. Tytuł podcastu brzmi „Czy biblioteki to przeżytek?”. Idąc dalej w tym kierunku: zarzut o dzielenie się historiami zaczytanymi w sieci. W jednym przypadku bardzo łatwo to sprawdzić – proszę napisać do dyrekcji biblioteki w Łodygowicach, gdzie mieszkaliśmy swego czasu i zapytać panią dyrektor (o ile od 2013 nie zmieniło się kierownictwo) o jej stosunek do „Harry’ego Pottera”. Przypadku biblioteki z Dąbrowy Górniczej nie mogę potwierdzić, ponieważ ta filia od lat już nie działa. Druga kwestia: nigdy nie ukrywaliśmy na czym zarabiamy pieniądze prowadząc kanał. Na recenzjach. Subiektywnych, dodam (a jeśli i tu rodzą się wątpliwości, można sprawdzić recenzję choćby „Zamku” czy „Cienia” – przykłady negatywnych recenzji za które nam zapłacono). Powiem więcej, w przypadku lokowania produktu (nie recenzji) ZAWSZE wyświetla się komunikat, że materiał zawiera płatną promocję. Do czego zmierzam? W zasadzie tylko do tego, że ani empik ani legimi nam nie płaci za promocję. Co więcej, jako że są to firmy oferujące ściśle konkurencyjne usługi, czy naprawdę sądzi Pan, że którakolwiek zgodziłaby się, by w materiale sponsorowanym padła nazwa drugiej? Tyle w kwestii nieprawdy. Choć nie, pozostaje ostatnia kwestia: czy „mentorski ton” i „zaprzeczanie sobie” nie wykluczają się wzajemnie?

    Teraz odpowiadając na merytoryczną, uargumentowaną część: tak, wypowiadamy się z perspektywy kanapy, jako przykład naszego pokolenia, które przywykło do takiego, a nie innego obrazu biblioteki. Za dzieciaka mieszkałem w Dąbrowie Górniczej, więc trudno nazwać to miasto „prowincją”. Byłem zapisany do biblioteki, która jest niechlubnym bohaterem historii o wygonieniu mnie z części dla dorosłych. Filia, która ją zastąpiła była spory kawałek dalej i pamiętam z niej tylko tyle, że każde moje pytanie na temat książek było zbywane zmęczonym i znudzonym spojrzeniem. Idąc dalej: chciałbym wierzyć, że wszystkie biblioteki przypominają genialną Mediatekę z Piotrkowa Trybunalskiego, która łączy ponadczasowość biblioteki z nowoczesnością. I chciałbym wierzyć, że uprzedzenia nie skreślą starań kolejnych bibliotek i bibliotekarzy.

    Aktualnie mieszkamy pod Bydgoszczą, swego czasu byliśmy stałymi bywalcami biblioteki w Solcu Kujawskim. Ładny, odnowiony budynek, spory wybór książek, ALE… bibliotekarze mieli obawy, co MOGĄ zamówić do bibliotek. „Simon oraz inni homo sapiens” Becky Albertalli? Nie, bo to o gejach i wpadną rodzice, zrobią burdę… Jako „Czytacz” trafiłem do kilku różnych bibliotek, gdzie zawsze w luźnej rozmowie z dyrekcją czy pracownikami padało pytanie: „Co dzisiaj czyta młodzież?”. Nie jestem znawcą tematu, mogę jedynie opierać się na popularności poszczególnych cykli YA, dlatego wskazywałem co popularniejsze tytuły, które nie będą leżeć i się kurzyć. I tu pojawia się paradoks „Szklanego tronu” Sary J. Maas. W jednej z bibliotek – jako książka dla DZIECI. Cykl, w której są bardzo szczegółowe opisy erotyczne zakwalifikowano jako książkę dla dzieci. Z kolei w innej pani stwierdziła, że to „gówno i ona raczej tych książek nie eksponuje, bo woli żeby dzieciaki czytały Bahdaja”. Kwestia pieniędzy za spotkania – to też nie jest wymysł. Mam swoją stawkę, za wyjątkiem spotkań lokalnych, które robię za darmo, bo nawet na paliwo nie biorę – tymczasem do tej pory otrzymałem dwa razy wyższe honoraria, przy czym raz z tłumaczeniem, że „muszą te pieniądze wydać, bo za rok nie dostaną tyle”.

    Do czego zmierzam? Strasznie cenię pracę zaangażowanych bibliotekarzy, życzyłbym sobie bardzo, żeby biblioteki przetrwały próbę czasu, ale strasznie psują obraz sytuacji miejsca, które utknęły w mentalności PRL-u. Przeciętny zjadacz chleba nie będzie klikał i doszukiwał się, co takiego ciekawego dzieje się w bibliotekach.

    Cenię różnicę zdań, ale zakończenie Pańskiego wywodu idealnie pokazuje, że biblioteki same dążą do autodestrukcji: „nie potrzeba w nich takich person”. Racja, liczy się wyższa kultura czytania, elita i erudycja, która, za przeproszeniem – sra na tych, którzy czytają dla rozrywki, bo liczy się tylko LITERATURA. Proszę spojrzeć na swój tekst – polemikę z podcastem, z którym Pan się nie zgadza. Ile w tym jest niechęci, obrazy i gówniarskiego zadęcia? I po co?

    A co do autopromocji – mamy kanał, na którym jest prawie 40 tys. ludzi. Nie wrzuciliśmy tego podcastu tam. Wrzuciliśmy go na dużo mniejszy kanał, wręcz kameralny. Proszę mi wierzyć, gdybym chciał się promować na tym materiale, nie robiłbym tego w formie podcastu. Tym bardziej, że na podcastach nie zarabiamy ani grosza za reklamy. A co się tyczy autopromocji – czy to nie Pan napisał artykuł odnosząc się w tytule do innego twórcy i jeszcze oznaczył go na Facebooku, licząc na to, że ktoś „kliknie” nie dlatego, że będzie ciekaw argumentów, a tego co mówi Pan o Strefie Czytacza? Z pewnością uznałby Pan taki zarzut za bezpodstawny i wręcz niewłaściwy. A jednak z takiego poziomu wychodzi Pan w swojej polemice – bo można się nie zgadzać, ale warto okazać szacunek nawet największemu wrogowi.

    Pozdrawiam, Daniel Muniowski / Strefa Czytacza

    • Oczytany Facet mówi :

      Ani razu nie wspomniałem o tym, że HP to coś złego, albo że potępiam czytające go osoby. Nie oceniam też osób czytających mniej ambitną literaturę. Jeżeli coś takiego wyczytał Pan między wierszami, to już tylko wlasna nadinterpretacja. W bibliotekach nie potrzeba nam ludzi z takim, jak pańskie podejście, że to syf, kiła i mogiła, niekompetentni i niesympatyczni ludzie. Bo to jest generalizowanie i to gigantyczne. Nie wspominałem także nic o Pana zarobkach związanych ze spotkaniami. Natomiast, jeśli Pański podcast miał skłonić do dyskusji, zwłaszcza faktycznie niedocenianych bibliotekarzy, był bez sensu, bo zdajemy sobie z tego sprawę, a mówienie o tym że biblioteki są przeżytkiem sytuacji nie poprawi.

      • Strefa Czytacza mówi :

        1. O „Harrym Potterze” pisałem w kontekście rzekomo wyczytanej w internecie i powtarzanej przez nas historyjki. Dałem konkretny przykład do sprawdzenia, skoro ma Pan wątpliwości. To odniesienie do zarzutów, że nasze doświadczenia są wyssane z palca. Przytoczenie przykładu HP nie ma żadnego związku z podziałem na lepszą czy gorszą literaturę czy czytelników.

        2. O jakim generalizowaniu Pan pisze? Wg Pana przytoczenie konkretnych przykładów to generalizowanie. Moim zdaniem to wskazanie niekompetencji niektórych osób, które mogą mieć zły wpływ na tych, którzy do bibliotek chodzą. Jeżeli oboje z żoną zaznaczamy jak rzadkimi bywalcami bibliotek jesteśmy, dodając do tego, że sam uczestniczę rocznie przynajmniej w kilku spotkaniach w różnych bibliotekach w Polsce, zwraca to uwagę na bardzo istotną rzecz: coś musi gdzieś nie grać. Niestety, idąc czystą statystyką – za dużo tych kiepskich doświadczeń.

        3. Uważam, że biblioteki rozwijają się (lub zaczynają rozwijać) w bardzo dobrym kierunku. Dlaczego powstał podcast i dlaczego chcieliśmy podrażnić bibliotekarzy? Żeby zaczęli mówić. Komentować, odnosić się do tego. Jeżeli ktoś nie był w bibliotece od 20 lat, nie pójdzie do niej dziś. Bo może i budynek będzie ładniejszy, ale człowiek potrzebuje wiedzy, że coś się zmieniło. Biblioteki podejmują szereg świetnych inicjatyw, ale mam usilne wrażenie, że często siada komunikacja. Podcast miał sprawić tylko tyle, żeby jeden czy drugi bibliotekarz powiedział: „Hola, hola, ale sytuacja w bibliotekach się zmieniła! Teraz to wygląda tak i tak. Jest lepiej!”. Pan zaczął o tym mówić w swoim tekście. I to było super. Fajnie widzieć zaangażowanego człowieka. Ale spalił Pan to wszystko w momencie, kiedy do argumentów wdarły się brednie i fałszywego zarzuty, czy wreszcie zakończenie, które ma mega negatywny wydźwięk, żeby nie powiedzieć, że jest środkowym palcem bibliotekarza skierowanym do czytelnika.

        4. O pieniądzach mówiłem w jednym kontekście: żeby uzmysłowić na czym my zarabiamy i w jaki sposób to robimy. Twierdząc, że mamy „ukrytych sponsorów”. Nie wiem, na ile ma Pan wiedzę w kwestii marketingu i promocji w internecie, ale takie działania są niezgodne z prawem i skutkują bardzo poważnymi konsekwencjami choćby na YouTube. Zarzucił nam Pan nieuczciwość, znowuż nie bazując na żadnej wiedzy czy dowodach.

        Dyskusja może prowadzić do fajnych rzeczy, do ścierania poglądów i kształtowania nowych. Po co więc te wszystkie „ozdobniki” mające na celu zdyskredytowanie nas, nie jako specjalistów, bo nimi nie jesteśmy, ale jako uczciwych ludzi, którzy po prostu mówią, co myślą?

        • Oczytany Facet mówi :

          Oczywiście każdy ma prawo się wypowiadać. Jednak gdy nie ma się pełnego wglądu w temat, o ktorym się chce dyskutować, trzeba się rozejrzeć, doczytać, doinformować. Wystarczyłby niewielki rekonesans w sieci, odwiedziny u innych blogerów książkowych, na stronach bibiliotek, na ich facebookowych i instagramowych profilach, by przekonać się jak funkcjonuje dziś ta branża. Sam bookstagram pokazuje, że częściej sięga się po papierową książkę, nawet jeśli tylko do zrobienia ładnego zdjęcia. Więc proszę się nie irytować, jeśli ktoś Panu mówi, że nie jest Pan na bieżąco, tylko się doinformować.

          • Strefa Czytacza mówi :

            Pisze Pan o tym, że należy zrobić rekonesans, rozeznać się w temacie, zanim się wypowie. Jaki Pan zrobił rekonesans, jeśli wypisał Pan na nasz temat stek bzdur, który wskazałem w pierwszym komentarzu? To się nazywa hipokryzja, proszę Pana. I nie irytują mnie argumenty, co też już napisałem w pierwszym komentarzu. Irytują mnie oszczerstwa i usilna próba dyskredytacji.

  2. Oczytany Facet mówi :

    Przyznaję, nie sprawdziłem czy bywa Pan na spotkaniach w bibliotekach, czy nie. Reszty nie muszę sprawdzać, bo znam to z autopsji. Wyjątki, o których Pan pisze, nie dotyczą całej branży bibliotecznej. I to właśnie Panu wytykam.

    • Strefa Czytacza mówi :

      Tyle, że nigdy nie powiedzieliśmy, że to dotyczy całej branży. Powiedzieliśmy o sytuacjach, jakie zdarzyły się w naszym życiu. Odnosząc tylko do własnych doświadczeń. Z drugiej strony, jeśli jestem tak rzadkim bywalcem bibliotek, a miałem do czynienia z tyloma wyjątkami, śmiem wątpić, że to naprawdę wyjątki.

  3. Strefa Czytacza, mimo swojego wkładu w popularyzację niektórych tytułów książkowych, ma jedną wadę – dość aroganckie podejście do wszystkiego, co im nie pasuje. Nagrody IBBY były be, jak pamiętam, choć nawet nie raczyli zapoznać się z nagrodzonymi w nich pozycjami, biblioteki be, książki stare be, bo język przestarzały, używane be, bo jak to po kimś dotykać książek, to be, tamto be itp itd. Oczywiście to ich opinia i mają do tego prawo, zapominają jednakże, że prowadzą bloga w celu bycia influencerami, jak to się teraz mówi, w końcu na tym zarabiają , co oznacza, że wiele młodych, nieukształtowanych jeszcze ludzi, może ulec ich wpływom. Takie mamy czasy, niestety, że wysokie ego i odrobina parcia na szkło zastępują jakiekolwiek kwalifikacje. Przykre, że kilka rzuconych słów, zwłaszcza popartych paroma niecenzuralnymi (ach, jakie to modne, rzucić k.. na antenie, jakie odświeżające, jakie młodzieżowe) potrafi w kilka chwil zniszczyć pracę wielu ludzi, którzy robią swoje codziennie, nie chwaląc się tym na fejsbukach, potrafi zniechęcić młodych, którzy już teraz na pewno nie zajrzą do ich biblioteki, bo skoro pan Czytacz powiedział… Rozumiem, że ktoś może być ignorantem, pełno takich osób jest, nikt nie musi znać się na wszystkim, jakieś takie jednak dziwne czasy nastały, że chwalenie się swoją ignorancją stało się cnotą, a w im bardziej arogancki sposób to się robi, tym więcej lajków się zbiera. Być może jest to jakiś sposób, być może kilka więcej osób zacznie czytać, ale jeśli te kilka osób dzięki takim osobom jak pan Czytacz stanie się równie aroganckimi dupkami, to rzeczywiście może wcale to nie jest nic dobrego. I rozumiem, co Oczytany Facet miał na myśli mówiąc, że takich osób w bibliotekach nie trzeba. I nie tylko w bibliotekach.

  4. Trafiłam kiedyś w Internecie na Strefę Czytacza i już wtedy poczułam, że nie będzie mi z nimi po drodze. Arogancja i brak kultury połączone z poczuciem humoru najniższych lotów… ech… szkoda gadać. Szanuję inicjatywę promowania czytelnictwa, ale nie w ten sposób. A to, co powiedzieli na temat bibliotek to w moim odczuciu totalne bzdury.

    Często bywam w bibliotece i widzę, jak wielkim cieszy się zainteresowaniem. Aż miło patrzeć na całe rodziny przychodzące po książki, na dzieci, które najchętniej wzięłyby ze sobą do domu cały regał, bo wybór jest tak duży, że ciężko ograniczyć się do dozwolonych 5 książek 😉 Biblioteka, do której chodzę jest świetnie zaopatrzona – pracownicy biorą sobie do serca propozycje czytelników, inwestują w nowości, ale dbają również o miłośników klasyki. Ponadto zawsze można liczyć na to, że podpowiedzą, co warto przeczytać. Są o wiele skuteczniejsi od algorytmów na Good Reads 🙂 Dlatego od jakiegoś czasu nie kupuję książek – opieram się na tych, które znajdę w bibliotece (a zawsze znajduję to, czego chcę), albo pobieram kod Legimi (też z biblioteki) i śmigam na czytniku, tak jak teraz, gdy wszystko jest zamknięte ze względu na koronawirusa.

    Pozdrawiam 🙂

  5. Mieszkam w Bydgoszczy – z tego co kojarzę, to okolica Czytaczy – i korzystam z lokalnych bibliotek. Biblioteka wojewódzka organizuje wiele ciekawych akcji, w Fabuli, czyli czytelni „wolnodostępowej”, zawsze są nowości, a jak nie ma, to można zaproponować zakup przez formularz na stronie – ja tak robię i naprawdę działa, chyba nie zdarzyło się, żeby jakąś propozycję biblioteka odrzuciła, więc myślę, że jak się tylko chce, to można mieć z bibliotekami bardzo miłe relacje. 😉

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.