Błażeja dziwne przypadki #1

Przed Wami pierwszy odcinek powieści urban fantasy. Zadałem Wam pytanie, o to, jaki powinien być jej tytuł. Padło kilka propozycji, ale słusznie zauważono, że trudno jest wybierać tytuł, gdy nie wiadomo o czym będzie książka. Tak się składa, że nie wiem tego sam. Będziemy ją pisać razem. Na zakończenie każdego odcinka to Wy będziecie decydować o tym, jak dalej potoczą się losy bohaterów, wybierając jeden z kilku dostępnych wariantów. Swoje typy wpisujcie w komentarzah. Kolejny odcinek napiszę zgodnie z Waszym wyborem.

Wszystko zaczęło się w dniu, w którym zostawiła mnie żona. Początek tej historii był najbardziej banalny jak to tylko możliwe. Któregoś dnia, gdy wróciłem z pracy, czekała na mnie w salonie. Obok kanapy, na której siedziała, kanapy, którą wspólnie wybieraliśmy przez dwa miesiące, stały dwie walizki. Jak na kobietę bardzo dbającą o swój wygląd, będącą zawsze na bieżąco ze wszystkimi modowymi trendami, miała zadziwiająco mało rzeczy. Jak się później okazało, w tych dwóch bagażach zmieściły się wszystko, co należało do niej. W mieszkaniu nie pozostał żaden ślad, zanikający zapach perfum, czy nawet włos. Tak jakby wymazała się całkowicie z mojego życia.

Poznała kogoś na Tinderze. Seks ze mną jej nie wystarczał. Byłem za mało namiętny. I właśnie to najbardziej mnie zabolało. Fakt, że w tak prostacki sposób, przez aplikację randkową, szukała lepszego modelu, który spełni wszystkie jej seksualne fantazje. Jak długo to trwało? Czy wszystkie wspólne, szczęśliwe i romantyczne chwile naszego pożycia były kłamstwem? Powiedziała, że nie. Zaczęło się kilka miesięcy temu. Miały to być sporadyczne przygody, takie jej hobby, ale zakochała się.

Ciężko to przeżyłem. Zamknąłem się w sobie. Przestałem wychodzić z domu, myć się, golić. Bardzo schudłem i gdyby nie moja mama, która dbała o to bym jednak coś jadł, nie wiem, jak by się to wszystko skończyło. Co gorsza, straciłem pracę. Nic dziwnego, skoro przestałem się w niej pojawiać i nie odbierałem telefonów od coraz bardziej wściekłego szefa. Moja wymarzona posada, specjalisty od spraw promocji i marketingu w jednym z rosnących w siłę wydawnictw, przepadła. W dodatku Marcin, mój były szef, wystawił mi wilczy bilet. Drzwi do wszystkich wydawnictw i agencji PR zatrzasnęły się przede mną.

Było ze mną coraz gorzej. Zacząłem słyszeć głosy. Dokładnie jeden. Najpierw łagodnie perswadował, mówiąc, że powinienem się wziąć w garść. Gdy to nie pomogło, zmienił strategię. Teraz obrzucał mnie najgorszymi, najwymyślniejszymi inwektywami, utyskując i marudząc. Jak ty wyglądasz! Żyjesz w chlewie! Nie pisałem się na to! Gdyby to widziała moja babcia, dopiero dałaby ci popalić”. Nie mogłem tego znieść, więc zacząłem pić na umór, wydając ostatnie oszczędności.

Wtedy znów zainterweniowała mama. Przyjechała bez zapowiedzi razem z ojcem. Tata przygotował swoją tajną miksturę na kaca, która każdego błyskawicznie stawiała na nogi. Tak też było ze mną. Gdy zobaczyłem się w lustrze, przeżyłem szok. Patrzył na mnie Gollum, tyle ze zarośnięty. Pomięte i brudne ubranie dosłownie na mnie wisiało. No! Może teraz coś zatrybi w tej durnej łepetynie! usłyszałem znów ten głos.

Aby go zagłuszyć, poszedłem do łazienki i wziąłem gorący, bardzo długi prysznic. Wraz ze spływającą wodą poczułem ulgę i odprężyłem się po raz pierwszy od dawna. Przez szum prysznica dobiegały do mnie przyjemne dźwięki towarzyszące krzątaniu się po domu, sprzątaniu i  gotowaniu. Uparty głos w mojej głowie, wyraźnie spokojniejszy i zadowolony powiedział Może byś się ogolił i ostrzygł?”. Tak też zrobiłem. Niestety, a może stety, wychodząc z zaparowanej łazienki, poślizgnąłem się na świeżo umytej podłodze w przedpokoju i wyrznąłem jak długi, tracąc przytomność.

Nie wiem, jak długo mnie nie było, ale chyba nie minęło dużo czasu, gdyż plama słońca na ścianie przesunęła się tylko nieznacznie. Ocknąłem się na kanapie, z potwornym bólem głowy i niewielkim, krwawiącym rozcięciem w okolicach potylicy. Wpatrywały się we mnie trzy pary zaniepokojonych oczu. Mama, odmawiająca różaniec, tata, bezskutecznie próbujący dodzwonić się na pogotowie, i On.

– A! – wyrwało mi się na jego widok. Był mniej więcej mojego wzrostu. Pucołowaty, ubrany w nieskazitelny garnitur i krawat zawiązany ciasno pod szyją. Przypominał trochę pierdołowatego Otho z Soku z żuka, ale w rysach jego twarzy było coś nieludzkiego, choć w tym momencie nie byłem w stanie stwierdzić co to takiego.

– Całe szczęście – odezwał się tym samym głosem, który od kilku tygodni nie dawał mi spokoju – Już myślałem, że wykorkowałeś. Wiesz, jaką miałbym potem opinię?

Byłem w takim szoku, że nie zanegowałem. Zresztą rodzice nie dali mi na to czasu. Mama rzuciła się na mnie, ściskając, całując i płacząc. Tata odciągnął ją i zadał kilka standardowych pytań o ilość palców i tym podobne. Gdy potwierdziło się, że jestem w pełni świadom i mogę wstać, oraz samodzielnie przejść się po pokoju, zadecydowano, że pojedziemy na ostry dyżur. Nieznajomy, którego rodzice zdawali się nie zauważać, gadał jak najęty, coś o swoim ciężkim losie i niesprawiedliwości. Miałem ochotę zostać sam, w ciszy i spokoju, poczekać aż ból głowy przejdzie, ale nasilające się halucynacje skłaniały mnie jednak ku wizycie w szpitalu.

 

ZDECYDUJ SAM:

Główny bohater pojedzie na ostry dyżur

albo

Główny bohater zostanie w domu


(Visited 193 times, 1 visits today)