Błażeja dziwne przypadki #3

Zdecydowaliście. Błażej po powrocie ze szpitala i ponownym spotkaniu z dziwadłem, nie ucieka. Zostaje by porozmawiać z nieproszonym gościem.

Przez chwilę biłem się z myślami. To przecież niemożliwe! Tu nikogo nie ma! Nikogo nie widzę i nie słyszę!. Najbardziej racjonalne z tego, co kotłowało się w mojej głowie, ustępowało miejsca pragnieniu, by potworny ucisk na mojej ręce zelżał.

– Ok – powiedziałem i momentalnie odczułem ulgę, choć dziwadło w dalszym ciągu mnie trzymało. Poprowadził mnie do salonu, posadził na kanapie i dopiero wtedy uwolnił moje ramię. Popatrzył na mnie z politowaniem i przemówił.
– Chyba powinienem zacząć od początku, czyli wyjaśnić Ci, jak naprawdę wygląda ten świat – mówiąc to, usiadł obok mnie – Musisz wiedzieć, że wszystkie baśnie, które poznałeś w dzieciństwie, a to tylko niewielki ułamek tego, co jeszcze przed tobą, mówią prawdę. Oczywiście niestuprocentową. Historie te spisywali ludzie i nie wiedzieć czemu, wiele w nich pozmieniali, powymyślali.

Dziwadło mówiło i mówiło, a ja nie mogąc się skupić, poczułem, że odpływam myślami, zatapiając się we wspomnieniach. Przed oczami stanęły mi znów moje pierwsze wakacje z Renatą, moją byłą żoną. Wspaniałe dwa tygodnie spędzone w Orłowie, w drugiej połowie września. Spacery po plaży, romantyczne kolacje w Sopocie, intymne wieczory….

– Słuchasz mnie?! – z zamyślenia wyrwał mnie podniesiony głos – Próbuję Ci powiedzieć, że wszystkie te stworzenia, smoki, czarownice, elfy i tak dalej istnieją, i żyją wśród ludzi.

Mimowolnie rozejrzałem się po pokoju, szukając wzrokiem nie wiem czego. Potwierdzenia tego, co mówiło dziwadło? Nie umknęło to jego uwadze.

– Szukasz krasnoludków co? – z trudem powstrzymał śmiech – Jak większość obudzonych. Nie ma ich tu, całe szczęście. Odczułbyś ich obecność. Są jak mafia. Wpuścisz je za drzwi, a nie dadzą Ci spokoju. Będą oczekiwać kolejnych podarków, coraz większych i większych, a gdy nie spełnisz ich oczekiwań, zrobią ci w domu kipisz, albo jeszcze coś gorszego.
Wstał i zrobił kilka kroków w stronę okna.
– A ty kim jesteś ? – odważyłem się zapytać.
– Jestem jednym z nich – odparł, wyglądając na parking przed blokiem – To znaczy nie jednym z krasnoludków. Jestem czymś więcej. Różnie o nas mówią. Niektórzy nazywają nas Aniołami. Inni mówią o nas strażnicy. Czasem mylą nas z Driadami albo wyzywają od Demonów. Nie mamy jednak nic wspólnego z leśnymi duchami ani tym bardziej Bożymi wysłannikami. Bliżej nam do was, ludzi – odwrócił się w moją stronę – Ja lubię myśleć o sobie, jako o opiekunie.

Westchnął i wrócił na swoje miejsce obok mnie.

– Opiekujemy się obudzonymi – kontynuował swoją opowieść – Ludzie przeważnie nas nie widzą i nie słyszą. Nie potrafią. Przynajmniej tak było do czasu. Pewna kobieta, czarownica, związała się z mężczyzną, bardzo złym człowiekiem. Spłodzili dwoje dzieci. Chłopca, który odziedziczy po matce odrobinę zdolności, a po ojcu wredną naturę, i dziewczynkę, która była równie zdolną czarownicą, jak matka. Chłopiec został wysokim dostojnikiem kościelnym, czyniąc wiele zła wszystkim żywym istotom, w szczególności magicznym. Zawzięcie tępił swoich współbraci, ukrywając w ten sposób swoje pochodzenie. Spalił na stosie swoją własną siostrę. Niektórym, gdy godzili się na współpracę z nim, okazywał łaskę. Korzystał więc ze swojego daru, wplatając magię w polityczne rozgrywki.
W pokoju nagle zrobiło się jasno. Zmrużyłem oczy, od tego niespodziewanego rozbłysku. To lampa pod sufitem włączyła się sama z siebie. Za oknem było już ciemno. Zegar na ścianie informował, że do północy pozostał tylko kwadrans. Nawet nie zauważyłem, kiedy minęło tyle czasu.

– Był też bardzo namiętnym kochankiem- kontynuował – Spłodził wielu potomków, przekazując im cząstkę swojego daru. Całe szczęście nie wszyscy zostali zgładzeni i nie wszyscy zgodzili się na współpracę. Musieliśmy zacząć się ukrywać, ale nie siedzieliśmy bezczynnie. Odkryliśmy sposób, w jaki można pokonać tego potwora. Odnaleźć jego potomków, przekazać tę historię i pomóc zobaczyć prawdziwy świat. Początkowo wszystko szło dobrze. Zaczęliśmy zdobywać przewagę. Nazwaliście ten okres Oświeceniem. Potem jednak coś poszło nie tak. Dała o sobie znać wasza ułomna natura. Jeden z obudzonych okazał się równie podły, jak jego przodek. Kłamał, oszukiwał, mordował, byle tylko ugrać jak najwięcej dla siebie. Co gorsza, sam zaczął wybudzać ludzi, zdobywając rzesze sprzymierzeńców. Od tamtej pory trwa nieustająca walka między nami. Szala zwycięstwa przechyla się to na jedną, to na drugą stronę. I chyba nigdy się to nie skończy. No, nagadałem się, aż mi zaschło w gardle. Może podałbyś coś do picia?

Posłusznie wstałem z kanapy. Na regale z książkami, znalazłem ukrytą butelkę wódki. Ostatnią, która ostała się po porządkach mamy. Z kuchni przyniosłem paczkę kabanosów na zagrychę. Dziwadło uśmiechnęło się z aprobatą.

– Ale czemu ja? – zapytałem – Przecież ja nie mam żadnych mocy i nie znam się na niczym poza książkami. Na nic Wam się nie przydam.
– Też tak sądzę – powiedziało dziwadło, wychylając kieliszek – Byłeś obserwowany od dawana, i nie zamierzaliśmy Cię budzić. Miałeś żyć sobie dalej w spokoju, a jedynym twoim zadaniem miało być spłodzenie dziecka, które mogłoby okazać się w przyszłości przydatne – ostatnie słowa były trochę niewyraźne. Dziwadło przegryzało kabanosa – Niestety w wyniku działań przeciwników, odeszła twoja żona, i sytuacja uległa zmianie.
– Jak to, Renata też jest w to zamieszana? – ziarnko nadziei zakiełkowało. Skoro zostawiła mnie pod wpływem magii, to można to będzie odwrócić.
– Nie bezpośrednio. Jest tylko pionkiem w grze. I wiem, co Ci teraz chodzi po głowie. Nie odzyskasz jej. Zaklęcie można zbić tylko zaklęciem. Ty nie potrafisz ich rzucać, a nikt kto to potrafi, nie odważy się na magiczny pojedynek, których Związek Czarownic i Magów Polskich surowo zakazuje.
– To co mam zrobić? – euforia w jednej chwili wyparowała
– Musisz znaleźć sobie kogoś nowego i poszukać pracy. Bezrobotni ze skłonnością do alkoholu są bardzo łakomym kąskiem dla tamtych – dziwadło sięgnęło po butelkę i rozlało resztę wódki.
– Zaraz, zaraz. A jaką mam pewność, że jesteś z tych jasnych, a nie ciemnych?
– Nie używaj takich głupich określeń – uśmiechnął się – Nie masz innego wyjścia, jak zaufać.

Podał mi moją komórkę. Z ekranu puszczała do mnie oczko jakaś dziewczyna. Nad zdjęciem czerwienił się znienawidzony przeze mnie znak, przypominający płomyk. Tinder.

– Chyba żartujesz? – oburzyłem się.
– Nie. Nowa dziewczyna czy nowa praca. Wybieraj co najpierw, bo załatwić musisz obie sprawy.

ZDECYDUJ

Błażej poszuka nowej dziewczyny za pośrednictwem Tindera

LUB

Błażej poszuka nowej pracy

A MOŻE

Błażej nie zaufa dziwadłu i będzie grać na zwłokę szukając jakiegoś rozwiązania


(Visited 126 times, 1 visits today)