Błażeja dziwne przypadki #5

Podczas spaceru z Moniką, Błażej staje się świadkiem dziwnego zjawiska, a jego towarzyszka pada nieprzytomna, zmożona snem. Oto co wydarzyło się dalej.

– Ty! – jeden z chłopców zauważył mnie i właśnie próbował zwrócić uwagę swojego towarzysza. Skutecznie – Jakiś typ się nam przygląda.
Kotłujące się wielkie koty momentalnie odskoczyły od siebie. Zamrugałem oczami, w miejscu, w którym jeszcze przed sekundą stały puma i tygrys, teraz widziałem ławkę i kosz na śmieci. Wciąż oszołomiony przeniosłem wzrok na nieznajomych. Wyglądali jak typowi nastolatkowie. Bajeranckie bluzy z kapturem, dżinsy i markowe adidasy. Na twarzy trochę pryszczy, a u tego, który zobaczył mnie jako pierwszy, zaczynał sypać się wąs. Z pewnością jednak żaden z nich nie był zwykłym dzieciakiem. Właśnie dotarło do mnie, czego byłem świadkiem.
– Cholera! – krzyknął drugi chłopak – Już tu są! Mówiłem, żeby tego nie robić!
Dosłownie wykrzyczał to w twarz kompanowi, po czym zwrócił się w moją stronę. Podniósł rękę i wycelował we mnie palec. Zaczął coś mówić, ale kolega przerwał mu dosyć gwałtownie.
– Zdurniałeś? Mamy już magiczny pojedynek na koncie. Chcesz jeszcze odpowiadać za rzucanie zaklęć na funkcjonariusza?
– I jeszcze ta baba – dodał drugi, opuszczając rękę – Mamy przesrane.
Monika pochrapywała, leżąc na ławce, a chłopcy stali bez ruchu, patrząc na mnie z rezygnacją i oczekiwaniem.
– No, aresztujesz nas czy nie?- zirytował się w końcu ten wąsikiem.
– Nie jestem żadnym funkcjonariuszem – odezwałem się cicho – Właściwie to jestem tak jakby bezrobotny.
– Serio?
Potwierdziłem skinieniem głowy. Chłopcy wyraźnie się rozluźnili i odetchnęli z ulgą.
– No to spadamy – zrobili kilka niepewnych kroków w tył, odwrócili się i w te pędy pobiegli tam, skąd przyszli. Nie odbiegli zbyt daleko, może kilka metrów, gdy wpadli na niewidzialną barierę i wylądowali na ziemi.
– Kurwa mać! – zaklął jeden z nich. Nie zwracałem już na nich uwag. Z ciemności gromadzącej się ostentacyjnie tuż poza oświetlonymi alejami, wyszło dwóch ludzi. Choć tego, czy faktycznie nimi byli, nie byłem już taki pewien. Wyglądali jak dwaj tajniacy na służbie. Dosyć stereotypowo, jeden wysoki i chudy, drugi niski i korpulentny. Ubrani tak, jak mają to w zwyczaju operacyjni, za wszelką cenę starający się ukryć swoją zawodową przynależność. Z tajniakami jest jak z kanarami, zawsze ich rozpoznasz, jeśli masz w głowie choć odrobinę oleju.
– W imieniu Straży Magicznej – zaczął ten niższy – Aresztuję Was za udział w nielegalnym pojedynku magicznym.- był wyraźnie znudzony. Spostrzegł śpiąca Monikę i dodał – Oraz za wykorzystanie magii przeciwko nieobudzonym cywilom. Marek! – zwrócił się do partnera – Wezwij kogoś. Niech się nią zajmą.
Chłopcy siedzieli z przygnębionymi minami. Nie poruszyli się nawet wtedy, gdy mężczyzna o imieniu Marek podszedł i założył im najzwyklejsze kajdanki. Winowajcy zaczęli stawać się przezroczyści, by po chwili zniknąć całkowicie. Ach, czyli kajdanki nie były jednak zwyczajne.
– Przepraszam – zwróciłem się do jak sądziłem, dowodzącego w tym patrolu.
– A Pan tu czego? – zirytował się – Świadek? Jest Pan świadkiem?
– Tak, można tak powiedzieć.
– Jasna cholera! Jeszcze więcej papierkowej roboty. Marek, wezwij jeszcze ekipę po świadka, niech zabiorą Pana do biura.
– Co jej się stało? – wskazałem na Monikę – To coś poważnego?
Mężczyzna popatrzył na mnie jakby miał przed sobą totalnie ciężkiego idiotę albo jakąś inną odrażającą istotę, która powinna wstydzić się tego, że istnieje.
– Nieudolne użycie zaklęcia otumaniającego. Magiczna śpiączka – pstryknął palcami. Kubeł na śmieci zniknął, a ławka wróciła na swoje dawne miejsce – Ma szczęście. Kilka zaklęć leczniczych, parę godzin pod opieką Babki i będzie cała i zdrowa. No może jakiś ból głowy, który jednak szybko przejdzie.
– To moja dziewczyna – zaniepokoiłem się nie na żarty. Ktoś mi ją zaczarował i spała jak tak Śnieżka, czy inna królewna. Cezary mówił przecież, że każda baśń jest mniej lub bardziej prawdziwa. Czyli, że Monikę można odczarować pocałunkiem. Niepotrzebne dodatkowe czary. Musiałem spróbować – Mogę pojechać najpierw z nią do…. tam, gdzie ją zawieziecie, a zaraz potem przyjadę złożyć zeznania?

ZDECYDUJ CO DALEJ

Błażej towarzyszy Monice

CZY

Błażej składa zeznani, potem odnajduje Monikę.


(Visited 77 times, 1 visits today)