Małgorzata Rejmer

Bukareszt. Kurz i krew

Książka Małgorzaty Rejmer jest fenomenalnym portretem miasta. Obrazem zaskakującym, różnorodnym i stale się zmieniającym, przez co przypomina bardziej widoczki, które mogliśmy oglądać w zabawkowych kalejdoskopach.

Rejmer stojąc trochę z boku, opisuje brzydotę i piękno Bukaresztu, pozwalając, by czytelnik unosił się na falach zachwytu i niechęci jak na falach Dunaju. Sama przy tym z rzadka tylko zdradza własne odczucia, pozostawiając nas w przeświadczeniu, że jeśli wybierzemy się do stolicy Rumunii, to wyjedziemy z niej wstrząśnięci, może zniesmaczeni, ale momentalnie za nią zatęsknimy.

Autorka nie skupiła się tylko i wyłącznie na najciemniejszym okresie najnowszych dziejów Rumunii, czyli na dyktaturze Nicolae Ceauşescu. Wykracza poza te ramy, tak atrakcyjne dla pisarza, chcącego napisać reportaż, który dobrze się sprzeda. Opisuje dzisiejszy Bukareszt, jak i ten sprzed II wojny światowej, a także wspomina o wcześniejszych losach narodu rumuńskiego. Małgorzata Rejmer sprostała niełatwemu zadaniu, opowiedzenia o mieście innym niż wszystkie, mieście, które wiele przeszło w przeciągu ostatnich kilku wieków. Było to o tyle trudniejsze, że Bukareszt Kurz i Krew jest objętościowo skromną książką, a Rejmer cofa się w przeszłości rumuńskiego narodu dosyć daleko. Siłą rzeczy musiały pojawić się pewne skróty, ale po lekturze książki nie czuje się niedosytu.

Melancholia, liryka, piękno i naturalizm, wielkomiejskość i przaśność, otwartość i wrogość, to cegiełki, z których zbudowany jest Bukareszt oraz cały kraj. Rejmer korzystała z tego samego budulca, pisząc Bukareszt Kurz i krew. Lektura jest momentami przygnębiająca, zwłaszcza gdy czytamy o rezygnacji, smutku i braku tożsamości Rumunów. Grozę wzbudzają wciąż dotykające społeczeństwo konsekwencje rządów Nicolae, a także ciepłe i pochwalne opinie na temat zmarłego, wyrażane przez współczesnych Rumunów. Momentami Bukareszt przywodzi na myśl głośny serial Królestwo, zwłaszcza gdy razem z autorką obserwujemy zniszczoną staruszkę, wędrującą nocą, ubraną tylko w nocną koszulę i w całkowicie odmiennym stanie świadomości.

Niech jednak nikogo to nie zwiedzie. Bukareszt Kurz i krew nie jest lekturą depresyjną. Na tę mozaikę składają się także elementy wesołe, humorystyczne. Jest to książka wyjątkowa również pod tym względem, że w trakcie czytania chce się ją odłożyć na bok, mając dosyć tego wszechobecnego chaosu, ale gdy już się ją przeczyta, chce się do niej wracać. Poznać jeszcze lepiej ten fascynujący kraj i jego stolicę.

Wydawnictwo Czarne, 2013


(Visited 49 times, 1 visits today)