Christoph Ransmayr

Cesarski zegarmistrz

Podróż do Chin i zwiedzenie Zakazanego Miasta to wyprawa, która znajduje się na liście marzeń do zrealizowania wielu z nas. Choć dosyć kosztowne to marzenie, jest całkiem realne. Zobaczyć Zakazane Miasto takim, jakim było w czasach cesarstwa, nie uda się nikomu. Chyba że ktoś z powodzeniem skonstruuje wehikuł czasu. Na razie muszą nam wystarczyć literackie podróże w przeszłość.

Na taką wycieczkę, w powieści Cesarski zegarmistrz zaprasza Christoph Ransmayr, austriacki pisarz, jeden z autorów nominowanych do The Man Booker Internationa Prize 2018. Akcja Zegarmistrza rozgrywa się w dziewiętnastowiecznych Chinach, dokąd, na zaproszenie Cesarza, przybywa Alister Cox, słynny angielski zegarmistrz i konstruktor automatów, oraz jego trzech współpracowników. Ich zadaniem będzie zbudowanie dla Qianlong, ówczesnego władcy Państwa Środka, trzech zegarów, które będą pokazywać różne sposoby postrzegania czasu i jego upływ.

Oglądamy Chiny oczami Anglików. Są świadkami wielu niezrozumiałych rytuałów, potwornego okrucieństwa, kultu władcy i bezwzględnego posłuszeństwa, a także umiłowania piękna. Zachwycający i jednocześnie przerażający to świat. Wprawia on bohaterów w konsternację. Są niepewni jutra, kaprysów władcy i losu, jaki może ich spotkać.
Cox i pozostali rzemieślnicy wytrwale pracują nad kolejnymi modelami, spełniając wszelkie życzenia Cesarza, pozostając pod nieustającą obserwacją urzędników i żołnierzy. Podróżują do Wielkiego Muru, by jak najwierniej odwzorować go w swoich projektach, a także wraz z wielotysięcznym dworem do letniej rezydencji władcy. Poza tym wiele więcej się nie dzieje. Wydarzenia te, osobiste spotkanie z Cesarzem i innymi dworskimi dostojnikami, stanowią jedynie tło. Istotne dla tej powieści jest zetkniecie się zachodniej i wschodniej cywilizacji, w czasach gdy jeszcze bardzo dużo je różniło.

Cesarski zegarmistrz jest powieścią historyczną, chociaż opowiada nie o prawdziwych, a jedynie bardzo prawdopodobnych wydarzeniach. To bardzo spokojna, stonowana narracja, w której nie znajdziemy fabularnych fajerwerków. Ransmayr pisze bardzo potoczyście, wręcz malując słowem obrazy. Kolejne rozdziały prezentują się niczym grafiki największych wschodnich mistrzów malarstwa. Stanowi to także pewne utrudnienie dla czytającego. Wymaga bowiem maksimum skupienia. Wystarczy chwila, by zgubić się w tekście i zawiłościach długich, wielokrotnie złożonych zdań. Prawdziwa gimnastyka dla umysłu, przyzwyczajonego do prostego, współczesnego pisarstwa. Zakwasy będą z pewnością, ale i satysfakcja.

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2018


(Visited 257 times, 2 visits today)