Chloë Mayer

Chłopiec ze śniegu

Chłopiec ze śniegu autorstwa Chloë Mayer to przewrotna powieść, w której nic nie można wziąć za pewnik. Opis wydawcy przykuwa uwagę, i czyni ją interesującą, zanim jeszcze po nią sięgniemy. Często tak bywa, że faktycznie powieść nie ma z tym opisem  wiele wspólnego. Zdarza się że czytelnik jest rozczarowany, gdyż zachęcony owym krótkim streszczeniem, spodziewał się czegoś zupełnie innego. Bywa też tak, że lektura bardzo pozytywnie nas zaskakuje. Okazuje się być taka, jak ją mieliśmy odebrać w założeniach autora i wydawcy, a nawet czymś więcej. Tak właśnie jest z Chłopcem ze śniegu.

Pierwsze rozdziały powieści wcale jednak na to nie wskazują. Ot dobrze napisana historia kobiety, cierpiącej na głęboką depresję, przez to bardzo wycofanej, jej synka, głównego powodu choroby matki, oraz mężczyzny, niemieckiego jeńca, z którym losy tej dwójki zwiążą się bardzo mocno. Dla kobiety, Annabel, Hans będzie kochankiem, ale też lekarstwem na jej chorobę, wskrzeszeniem dla obumarłych już niemal całkowicie uczuć. Jak transfuzja krwi, wtłacza w nią życie i radość. Dla chłopca, równie wycofanego jak jego matka, zamkniętego we własnym świecie fantazji, obficie podlewanych przez czytane mu baśnie, Hans – drwal, jest zmaterializowaną częścią jego wyobraźni.

Wraz z rozwojem akcji, zmienia się też melodia powieści. Z melancholijnej, podszytej romantyzmem w stylu Nicolasa Sparksa, stopniowo przechodzi w mroczniejsze i złowrogie tony, których nikt się nie spodziewał . Żadne z fabularnych rozwiązań, przychodzących na myśl czytelnikowi, nie mają miejsca. A te, które wyszły spod pióra autorki, naprawdę zaskakują.

O czym faktycznie opowiada Chloë Mayer? Trochę o wojnie, która jest obecna przez większą część powieści. O wojnie widzianej z zaplecza, ale także o wojnie toczonej przez pozostawione w domach kobiety, dzieci i mężczyzn nienadających się do tego, by ich powołać do armii. Nie to jest jednak głównym tematem Chłopca ze śniegu. Nie jest nim także romans pomiędzy angielką a niemieckim jeńcem, choć miłość właśnie stanowi sedno tej powieści. A właściwie jej brak.

Ów brak miłości przybiera tak samo różnorodne formy i kolory, jak miłość. Przede wszystkim jest to brak miłości w życiu, i jego potężna, niszczycielska siła, oraz wynikające z tego niewrażliwość  i niezrozumienie dla drugiego człowieka. Strach przed tym co obce, nieznane. Brak miłości matki do własnego dziecka, i żony do męża. Nieumiejętność pokochania siebie samego, a także bezsilność, prowadząca często do  nienawiści i złości, jakie rodzą się, gdy zabraknie tego kogoś, kogo kochaliśmy. Wniosek płynie z tego taki, że bez miłości nic nie ma prawa się udać. Bez jej życiodajnej esencji, w każdym może zalęgnąć się potwór.

Chloë Mayer pisze o miłości, jej braku i tęsknocie za nią, chłodno i rzeczowo, niczym Królowa Śniegu, albo Biała Czarownica. Brak tu wzruszeń i rozdzierających scen, choć znajdziemy kilka mrożących krew w żyłach. Styl autorki ożywa jedynie wtedy gdy pojawia się strach, i inne negatywne emocje. Dobrze przemyślany twórczy zabieg, idealnie oddający stan ducha bohaterów.

Mimo zimna i smutku, jakie biją ze stron powieści, czyta się ją lekko, i o dziwo z rosnącą przyjemnością. Jeśliby szukać w niej czegoś, do czego można by się przyczepić, to umieszczenie jej w „Szmaragdowej serii”, która sugeruje że jest to rzewny, historyczny romans, ewentualnie powieść obyczajowa z silnym wątkiem uczuciowym, co dla samej książki, jak i autorki, jest krzywdzące. Niech nikogo zatem nie zraża ta harlequinowa łatka.

Wydawnictwo Czarna Owca, 2017

Książkę znajdziesz tutaj.

 


(Visited 113 times, 1 visits today)