„Chyłka” na równi pochyłej

Czego można było się spodziewać po ekranizacji książki wyrobnika polskich kryminałów, Remigiusza Mroza? Raczej nie dobrego. Niestety tym razem oczekiwania się sprawdziły.

Pierwsze co odrzuca od TVN-owskiej Chyłki, to odtwórczyni głównej roli. Magdalena Cielecka od lat gra tak samo i z taką samą miną. Jakby nie do końca wiedziała, co robi na planie. Trochę wkurzona, mocno stremowana, co sprawia, że jej gra jest drewniana. Podobnie rozczarowuje Katarzyna Warnke, która niby gra inaczej niż w Kobietach mafii, ale w zasadzie jest taka sama. Fryzura tylko inna, a w scenariuszu widniała informacja graj poważnie”. I aktorka próbuje, tylko nie bardzo to wychodzi.

Drętwe i mało wiarygodne dialogi. Sposób, w jaki Cielecka je wypowiada, jak karabin maszynowy, miał zapewne pokazywać jej zaangażowanie w sprawę, poziom wkurzenia, ale też jak twardą kobietą jest. Nic z tego,  aktorkę trudno zrozumieć. Zastanawia też fakt, że w serialu kryminalnym, wszystkie przekleństwa są wykropkowane. Nie usłyszymy kurwa tylko k…wa”.

Dorzućmy do tego jeszcze nieprawdopodobne zwroty akcji, w stylu najpierw obijam ci mordę, a za chwilę jesteśmy kumplami i działamy wspólnie, a dojdziemy do pewnego wniosku. Seria książek o Chyłce jest tak słaba, że musiałby ją ktoś inny niż Mróz napisać od nowa, by jej ekranizacja mogła być oglądalna, nawet z Cielecką w głównej roli.


(Visited 263 times, 1 visits today)