Ciemna strona bloga. O wadach prowadzenia bloga książkowego

Każdy medal ma dwie strony, a kij dwa końce. Wiadomo. Nie inaczej jest z prowadzeniem własnej strony internetowej, bloga, czy sklepu internetowego, lub innej działalności, która wymaga od nas tylko komputera i miejsca na biurku. Blog z recenzjami książek, niewinne, przyjemne zajęcie, nie powinno dostarczać jego twórcy problemów. Niestety tak nie jest. Zbliżają się czwarte urodziny bloga i owych negatywów jest coraz więcej, choć całe szczęście nie przysłaniają one pozytywów.

Pisząc bloga o książkach, recenzując je na swojej stronie, nie ma się problemu z dostępem do nich. Prędzej czy później, bez względu na to, czy umiemy pisać i krytycznie podchodzić do książki, bo jedno nie zawsze idzie w parze z drugim, odezwą się do nas wydawcy albo ich przedstawiciele, z propozycjami tytułów. A jeśli nie, to zawsze przecież pozostają biblioteki. Problemem nie jest tu nadmiar książek albo ich brak, a przesyt nimi. Im więcej czytasz, a jeśli prowadzisz rzetelnie swoją stronę, piszesz szczere recenzje, tym więcej czytasz. Liczba przeczytanych książek będzie rosła i rosła z roku na rok, a przyjemność z ich lektury będzie spadać i spadać z roku na rok. Im więcej się czyta, tym bardziej wybrednym czytelnikiem się staje, i coraz mniej książek zachwyca tak jak kiedyś, gdy było się jeszcze po jasnej stronie mocy. Stajesz się bardziej wyczulony na wtórność i słabe strony książek. Po czteroletnim intensywnym maratonie czytelniczym widzę po sobie, że pełen zachwyt jest w dwóch przypadkach na dziesięć. Całkowicie negatywnych opinii również jest mało. Najczęściej trafiają się książki, co do których pozostaję neutralnym. A może to syndrom naszych czasów i połowa tego, co teraz się pisze i wydaje, to takie tylko ślizganie się po temacie?

Zapchana skrzynka mailowa to problem każdego, kto prowadzi własny biznes, stronę, czy działa w jakikolwiek inny sposób, oferując jakąś usługę czy towar. To bardzo miły widok, zwłaszcza na początku. Później już nie cieszy tak bardzo, bo przecież na każdą wiadomość trzeba odpisać. Czasem się zapomina i gdy nadawca się przypomina, jest trochę wstyd. To jest jednak tylko pikuś, jeśli chodzi o kontakty drogą mailową. O szczebel wyżej są wysyłane masowo maile, których autorzy nie zwracają uwagi na to, czy trafili w odpowiedni kontent, ani jaka jest płeć adresata, o jego imieniu już nie wspominając. Kolejny szczebel wyżej to maile dziwnej treści. Począwszy o propozycji randek od osób obojga płci, przez podejrzane propozycje współpracy z pominięciem umów (bo kogo interesuje jak zarabiasz na życie?), na dziwnych mailach żebraczych, z prośbą o przesłanie takiej czy innej książki, skończywszy. Zadziwiające są te ostatnie. Ich autorzy potrafią podejść do sprawy naprawdę twórczo, wymyślając niestworzone historie, dlaczegóż to powinienem im wysłać masę książek, najlepiej na swój koszt. Przecież jestem blogerem, więc śpię na pieniądzach, a niedługo zacznę nimi palić w kominku.

Bloger książkowy, ale zapewne też i każdy inny, musi się liczyć z tym, że będzie wzbudzać skrajne emocje. Tak, nałogowi czytacze, piszący o tym w Internecie także mogą wywołać emocjonalną zawieruchę i słowną pyskówkę. Wystarczy napisać coś krytycznego na temat ukochanego autora albo ubóstwianej powieści, by znalazł się jej obrońca. Niestety zazwyczaj jest tak, że zamiast dyskutować na temat książki i autora, przedstawiać swoje zdanie, swój punkt widzenia, obraża autora niepozytywnej recenzji. Mało tego, dochodzi do stalkingu, gdy zbulwersowany fan przez kolejne dni i tygodnie komentuje złośliwie wszystkie twoje posty Jedyna rada na takich delikwentów, to całkowite ignorowanie. Po jakimś czasie się znudzą.

Problem najbardziej dotkliwym, dającym w kość i w nogi, jest dostawa książek wysyłanych przez wydawców. Poczta Polska działa jak chce. Właściwsze byłoby stwierdzenie, że nie działa. Książki wysyłane tą drogą, jak i wszystkie inne przesyłki, często docierają do mnie po kilku tygodniach, a bywa, że giną gdzieś po drodze. Trochę lepiej jest z kurierem, ale tylko trochę. Często kurier nie informuje o terminie i godzinie wizyty, i siłą rzeczy w ciągu dnia, w środku tygodnia, nie zastaje nikogo w domu. Zamiast spróbować doręczyć przesyłkę osobiście raz jeszcze, wypisuje awizo, i migiem odwozi przesyłkę do punktu odbioru. Gimnastykuj się później, by zdążyć przed lub po pracy odebrać przesyłkę, bo nikt za Ciebie tego nie zrobi w dobie RODO. A jeśli kurier nawet zadzwoni, czy wyśle sms, to zazwyczaj nie da się z nim ustalić innej godziny czy miejsca dostarczenia. W tej relacji to on jest panem, a nie klient i nie raz nie dwa potrafi odburknąć, usadzić adresata przesyłki w miejscu. On ma twoją przesyłkę, on ma władzę.

Notoryczny brak czasu to bolączka nas wszystkich, bez względu na to, jaki wykonujemy zawód. Osiem godzin, plus minimum dwie przeznaczone na dojazdy, to spory kawałek dnia. Zakupy, dzieci, lekcje, wywiadówki również zabierają sporo czasu. Gdy wreszcie znajdziemy chwilę dla siebie, pojawia się dylemat, czy poświęcić ją na lekturę, czy może na coś innego, na rozmowę i spotkanie z bliskimi, obejrzenie ciekawego filmu, a może kontemplację pięknej, złotej jesieni, lub inne zainteresowania. Chciałoby się wszystkiego po trochu, ale tak się nie da. Nie należę do osób, które bardziej lubią książki niż ludzi. Jeśli mam do wyboru spotkanie ze znajomymi, rodziną albo sam na sam z książką, wybiorę to pierwsze. Gdy w grę wchodzą pozostałe warianty spędzania czasu wolnego, nie jest już tak łatwo podjąć decyzję.

Jesteśmy przemęczeni, a to prowadzi często do sytuacji, gdy nic nam się nie chce. Zwłaszcza wysiłek intelektualny wydaje się ponad nasze siły. Oczy chciałyby czytać, a głowa odmawia przyjmowania kolejnej porcji danych. Ta sama strona czytana po raz piętnasty jest sygnałem, że powinniśmy na trochę odpuścić. Zmęczenie prowadzi też do tego, że robimy głupie błędy, że brakuje pomysłów, że się po prostu już nie chce pisać tego bloga. Potem jednak wydarza się coś, jakaś fantastyczna interakcja z czytelnikami, która działa jak napój energetyczny. Znów się chce, znów się pisze i czyta. Dla Was, ale i dla siebie.


(Visited 337 times, 1 visits today)