Colson Whitehead

Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki

Nie ma na tej planecie miejsca, nawet skrawka ziemi, który nie skrywałby jakiejś straszliwej historii związanej z uciskiem jednej grupy ludzi, przez inną grupę ludzi. Europa skażona jest pogromami Żydów i holokaustem. W Australii prześladowania Aborygenów. Afryka to porwania i handel żywym towarem, oraz dzisiejsza przemoc, między innymi na tle religijnym. Ameryka to oczywiście niewolnictwo.

Wydawałoby się że na ten temat wiemy wszystko. Przecież czytaliśmy, albo oglądaliśmy „Przeminęło z wiatrem”, „Chatę wuja Toma”, czy „Kolor purpury”. Otóż, jak z większością rzeczy, tylko się nam wydaje. Zmienić to spróbował Colson Withead, pisząc Kolej podziemną Czarną krew Ameryki. Udało mu się to, chociaż nie w stu procentach. Colson odkrywa przed czytelnikami, przynajmniej dla większości, nieznane fakty dotyczące niewolnictwa i abolicjonizmu. To nie tylko sama kolej podziemna, ale także ruchy na rzecz wyzwolenia murzynów w Karolinie Południowej i innych stanach. Prawdziwe intencje, jakie za tym się kryły. Nienawiść do kolorowych i ich przyjaciół, która przerosła o wiele długości to, co znamy chociażby z „Północ Południe”. A także niewyobrażalnie wielka przepaść, jaka dzieliła uciekinierów i wyzwoleńców, od tych którzy urodzili się wolni.

Autor opisuje wszystkie możliwe płaszczyzny prześladowania murzynów przez rasę białą. Poczynając od życia na farmie,  zinstytucjonalizowaną pomoc, przez białych przyjaciół, których wsparcie miało tak naprawdę tylko jeden cel, pomóc im samym poczuć się dobrze i wyjątkowo, na nocnych rzeziach dokonywanych przez białych na czarnych sąsiadach. To wszystko znajdziemy na kartach Kolei podziemnej, ale w zestawieniu z głównym wątkiem, czyli ucieczką Cory, co gorsza mocno spartaczonym, wszystko blednie.

Trudno stwierdzić czy dziewczyna ma straszliwego pecha, czy też może wielkie szczęście. Podczas swojej ucieczki z niewoli czterokrotnie zostaje odnaleziona, i czterokrotnie udaje jej się w ostatniej chwili uciec. Ściga ją okrutny, niezwykle skuteczny i bezwzględny Ridgeway. Początkowo czytelnik drży z niepokoju o to, co stanie się z biedną dziewczyną, ale już przy pierwszym odnalezieniu Cory i Caesara przez łowcę niewolników, obawa ta znika bezpowrotnie, a postać Ridgeway staje się żałosna. Łowca jest ewidentnym nieudacznikiem, któremu nie przyjdzie na myśl otworzyć właz piwniczny w domu człowieka oskarżonego o pomoc zbiegom.

Fabularnych wpadek, nie mających nic wspólnego z logiką, ani tym bardziej z historią, jest więcej. Kolej podziemna w rzeczywistości nie był koleją. Był to tylko symboliczna nazwa dla sieci dróg, którymi wędrowali uciekinierzy, i miejsc, w których się ukrywali, zwanych stacjami. Ludzie zaangażowani w ucieczki niewolników z plantacji, mówili o sobie agenci i konduktorzy, a o swoich podopiecznych pasażerowie, by zmylić pogoń. Jeśli owi pasażerowie przemieszczali się pociągami, to bardzo rzadko, i na powierzchni ziemi, a nie tunelami wydrążonymi pod ziemią. Byłoby to niemożliwe, by w tamtych czasach, bez dzisiejszej techniki, działając po kryjomu, często w pojedynkę, wydrążyć pod ziemią takie tunele, położyć tory, wejść w posiadanie lokomotywy i węgla. Jeżdżący pod ziemią pociąg, i to dosyć płytko, gdyż inaczej Cora nie przeżyłaby tylu dni, uwięziona na jednej ze stacji, wywoływałby zauważalne na powierzchni drgania. Kolej podziemna w takiej postaci, jak opisuje ją autor, nie przetrwałaby długo.

Można uznać że w ten sposób Whitehead chciał uatrakcyjnić swoją powieść, i przymknąć oko na taki przejaw bujnej wyobraźni, gdyby nie dalsza dziejowa konfabulacja. Akcja powieści rozgrywa się w nie do końca określonym czasie, ale z pewnością jest to wiek dziewiętnasty, jeszcze przed Wojną Secesyjną. Casear w Karolinie Południowej podejmuje pracę w fabryce, w której działa już taśma produkcyjna. Nie mogło mieć to miejsca, gdyż po raz pierwszy zastosował je w swoich fabrykach pan Ford, kilka dekad później. Jeden z czarnoskórych bohaterów, od urodzenia wolny człowiek, otrzymuje „niewolniczą przepustkę” na uczelnię wyższą, którą jako jedyny czarny kończy z wyróżnieniem i szacunkiem kolegów studentów. Aż nie chce się wierzyć że takie precedensy miały miejsce w XIX Stanach Zjednoczonych. Zadziwia też całkowity barak umiejętności uczenia się na własnych błędach, jaki widzimy u Cory, która dwukrotnie popełnia ten sam błąd, przerywając ucieczkę w pierwszym miejscu, w którym poczuła się bezpieczniej.

Kolej podziemna miała potencjał na bardzo dobrą powieść. Porusza, wstrząsa, zmusza do niewesołych refleksji nad białą rasą. Niestety owe historyczne i fabularne wpadki, czynią z niej kolejnego kolosa na papierowych nogach. Czytelnik spodziewa się czegoś wyjątkowego, a otrzymuje znów przetrawioną i zmodyfikowaną papkę, typową bardziej dla kina, niż cenionego, nagradzanego pisarza i dziennikarza.

Wydawnictwo Albatros, 2017


(Visited 59 times, 1 visits today)