Czarodziejka z wyspy Księcia Edwarda

Przyznaję się bez bicia, a co tam. W dzieciństwie uwielbiałem tę czarodziejkę z wyspy Księcia Edwarda. I wcale się nie wstydzę faktu iż to literatura zaszufladkowana tylko i wyłącznie dla dziewcząt. Czytając kolejne powieści i tomy opowiadań, marzyłem że jestem jednym z jej bohaterów, mieszkam na pięknej farmie i przeżywam fantastyczne przygody. Cniło mi się idealne, dzieciństwo. Dzisiaj już wiem że takie właśnie miałem, a to co opisywała Montgomery to nic innego jak jej niespełnione marzenia i oczekiwania przeniesione na papier. Widzę też że szara rzeczywistość, która nie oszczędziła Maud, jest obecna niemal w każdej jej książce. Dobrze ukryta za pięknymi zadaniami i na zawsze utrwalonymi chwilami, ale jest. Sierota Ania, która przez całe lata błąkała się po ludziach jak niechciany mebel albo pies, jej opiekunka Maryla, która zmarnowała swoją szansę na miłość, kolejna sierota Emilka, liczne stare i zdziwaczałe panny, późniejsze obawy przed wojną, śmierć bliskich osób, a w ostatniej, wydanej kilka lat temu w Polsce powieści Ania z wyspy Księcia Edwarda, także otwarta niechęć wobec uwielbianych przez miliony czytelników postaci.

Lucy Maud Montgomery nie miała łatwego życia. Gdy miała kilka lat zmarła jej matka. Bardzo szybko ojciec ożenił się ponownie, a macocha, spodziewająca się dziecka, nie chciała widzieć małej Lucy. Odesłano ją do dziadków, pary zgorzkniałych, oschłych i niesympatycznych ludzi. Kolejne lata, opisywane przez przyszłą pisarkę w dzienniku, przepełnione są tęsknotą za ojcem, ale jednocześnie bardzo przypominają jej prozę. Mała dziewczynka, potem panienka aż wreszcie młoda kobieta uciekała w świat fantazji, znajomych, spotkań towarzyskich, do siostry swojej matki Annie Macneill Campbell. Oddawała się też namiętnościom, w tym również tym szczególnym. Zaręczona z kuzynem, wdała się w romans z miłością swego życia, prostym farmerze Hermanie Leard. Była o krok od porzucenia dla niego wszystkiego. Niestety śmierć dziadka i rodzinne obowiązki sprawiły że nigdy więcej nie spotkała ukochanego, a zaręczyny z kuzynem zerwała. Po kilkunastu latach wyszła za mąż, bardziej z rozsądku niż z miłości, za pastora Evana MacDonalda, któremu urodziła trzech synów. Mało kto wie że przez większą część życia pisarka cierpiała na ciężką i przewlekłą depresję. Wpływ na to miały przeżycia z dzieciństwa, śmierć synka, tęsknota za rodzinną wyspą i zapewne nie do końca udane małżeństwo.

Po więcej szczegółów z życia pisarki zapraszam do lektury Maud z wyspy Księcia Edwarda autorstwa Mollie Gillen i po pamiętniki pisarki


(Visited 21 times, 1 visits today)