Philip K. Dick

Człowiek z Wysokiego Zamku

Z legendarnymi książkami jest tak, że cały ten bagaż, który nazbierał się przez lata ich istnienia, odstrasza potencjalnego czytelnika. Dobrze jest znać głośne tytuły, ale też nie chce się po nie sięgnąć, gdyż często ta cała „legendarność” jest na wyrost, efekt dobrej kampanii marketingowej, sprawka recenzentów, którzy za mamonę napiszą wszystko o wszystkim. Należę do tych osób, które reagują na to alergicznie, nie raz i nie dwa zniszczony przez taki ponadczasowy „bestseller”.

Proza Philipa K. Dicka to coś niecodziennego. Tak mówią. Człowiek z Wysokiego Zamku jest moim pierwszym spotkaniem z pisarstwem Amerykanina, które wcześniej znałem tylko z adaptacji filmowych. Zachęcony obrazami takimi jak „Łowca androidów”, a w szczególności trailerem serialu bazującego na Człowieku z Wysokiego Zamku, dałem się porwać mitowi, towarzyszącemu tej powieści.

Philip K. Dick przedstawia bardzo oryginalną, alternatywną wizję historii dwudziestego wieku. Drugą Wojnę Światową wygrali Niemcy, wspólnie z Japończykami i Włochami. To do czego dążyli Naziści, zostało w większości wykonane. Słowianie zostali zredukowani do kilku plemion, żyjących w rezerwatach, gdzieś na bliskim wschodzie, Żydzi niemal doszczętnie wyeliminowani, a Stany Zjednoczone Ameryki podpite, podzielone i okupowane przez Niemców i Japończyków. Akcja powieści rozgrywa się kilkanaście lat po zakończeniu konfliktu, w strefie podległej Japończykom, i toczy się kilkoma równoległymi torami. Jest tu młody cwaniaczek, ukrywający się Żyd, jego już prawie była żona, chytry sprzedawca amerykańskich antyków, niemiecki konsul, szef japońskiej kompani handlowej, i jeszcze kilka postaci, pełniących raczej rolę tła, niż faktycznie uczestniczących w wydarzeniach.

Świat wykreowany przez DickaCzłowieku z Wysokiego Zamku jest fantastycznie przerażający. Wszystko o czym czytamy w książce, jest bardzo realistyczne. Nawet podbój kosmosu, realizowany przez Nazistów, i żarty o Marsjanach, którzy nie mogąc udowodnić aryjskiego pochodzenia, zostali uznani za Żydów.  Niewiele się tu dzieje. Jest spisek, szykowany przez Goebbelsa i jego podwładnych, który doprowadzi do kolejnej globalnej wojny, ale dowiadujemy się o nim dopiero pod koniec powieści. Większość opisywanych wydarzeń przypomina bardziej zbeletryzowany reportaż, opowiadający o życiu białych, niemal całkowicie zdominowanych i podległych Cesarstwu Japońskiemu. Reportaż napisany przez młodego, niedoświadczonego jeszcze reportera, który temat potraktował po łebkach. Z własnej, nie tak odległej historii, pamiętamy że w każdym kto znajduje się pod czyimś butem, buzują emocje. Od apatii i poddania się, przez zrezygnowaną niechęć, do jawnej nienawiści. W bohaterach książki znajdziemy ledwie zalążki tych emocji. To zrozumiałe. Dick, którego ojczyzna nigdy nie była okupowana, nie miała swojego Wielkiego Brata,  nie był wstanie wiarygodnie oddać nastrojów towarzyszących narodowi podbitemu. A może pisarz świadomie tak to przedstawił, wiedząc że jego rodacy nie potrafiliby się zmobilizować, stworzyć ruchu oporu.

Znacznie bardziej ciekawe są te fragmenty, w których bohaterowie Dicka rozmyślają o zaistniałej sytuacji politycznej. Umiera kolejny po Hitlerze Furer, a dywagacje na temat potencjalnych następców kończą się stwierdzeniem że z tym będzie tak, z tamtym siak, a ów to nas wszystkich wymorduje. Takie wtłoczenie największego dwudziestowiecznego koszmaru w zwykłą codzienność, która nikogo już nie porusza, to najmocniejszy element Człowieka z Wysokiego Zamku.

Wątek międzynarodowego spisku ożywia nieco powieść, ale wraz z jego rozwojem  otrzymujemy sporą dawkę „mowy trawy”, żeby nie napisać bełkotu. Pan Tagomi, szef kompanii handlowej, pozostając w szoku po dokonanej zbrodni, w napadzie ni to obłędu ni to objawienia, próbuje odnaleźć sens dalszego życia w małej, srebrnej błyskotce. Trudna do przebrnięcia dłużyzna, nijak przystająca do reszty książki. Pozostałe wątki, których stałym elementem autor uczynił, całkowicie niepotrzebnie, Księgę Przemian, nagle zostają urwane, nie osiągając nawet momentu zwrotnego.

Podsumowując, Człowiek z Wysokiego Zamku jest zaledwie letnią powieścią, z ogromnym, niewykorzystanym potencjałem.  Najbardziej rozczarowuje  świetnie zapowiadający się główny wątek tytułowego Człowieka z Wysokiego Zamku, autora przewrotnej powieści opowiadającej swoją własną historię dwudziestego wieku, który to pojawia się dopiero w ostatnim rozdziale, niczego nie wnosi i nie wyjaśnia. Jedyne na co warto zwrócić uwagę w powieści, oprócz już wspomnianego sprowadzenia masowego ludobójstwa do codziennych bolączek, jest moralny wydźwięk książki. W wojnie nie ma zwycięzców, bo biorąc w niej udział wszystkie strony są na swój sposób przegrane. Historia ludzkości to historia wyborów między mniejszym i większym złem, bratnia się z wrogiem, wbijania noża w plecy przyjaciela.


(Visited 107 times, 1 visits today)