Kallia Papadaki

Dendryty

Dendryt to w naukach biologicznych cylindryczna wypustka, będąca przedłużeniem ciała komórki nerwowej. W Krystalografii zaś jest nim zbiorowisko drobnych kryształków, na przykład płatek śniegu. Choć wiele je różni, mają jedną wspólną cechę. Występują licznie, łącząc się w tak zwane dendryczne drzewa czy krzewy

Tacy są też bohaterowie powieści Dendryty, greccy i włoscy imigranci, próbujący zacząć nowe życie w Stanach Zjednoczonych. Początkowo starają się wtopić w nowe otoczenie i zerwać z przeszłością, z ziomkami i krajanami, jak Adonis Kabanis, ale nie bardzo im to wychodzi. Nie jest to zadanie łatwe. Amerykanie, choć wszyscy są potomkami osadników i emigrantów, są nieufni i zamknięci na nowych.

Chcąc nie chcąc przybysze muszą więc ograniczać się do własnego środowiska i funkcjonować dokładnie jak te wypustki nerwowe. Niby są częścią społeczeństwa, ale nie całkiem. Żyją na jego obrzeżach. Trochę jak u Reamrqa w Na ziemi obiecanej, choć zdecydowanie nie tak dramatycznie i dekadencko.

Akcja powieści Kalli Papadaki toczy się dwutorowo. Najpierw poznajemy wspomnianego już Adonisa Kabanisa, który na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku, jako młodzieniec przybywa do Ameryki. Śledzimy jego pierwsze nieporadne kroki na nowej ziemi, które prowadzą go wprost w objęcia lokalnej mafijnej rodzinki. Opisy poczynań raczkujących włoskich mafiozów handlujących grappą, nietuzinkowe, oryginalne postacie z obowiązkowym katolickim duchownym, wyznającym zasadę Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek, to prawdziwy crème de la crème powieści.

Wszystko to przedstawione jest z lekkim przymrużeniem oka. Choć wiemy, czym parają się bohaterowie, na co wskazuje wiele niedopowiedzeń, nie sposób ich nie lubić. Wyczuwalny jest tu delikatny bałkański duch. Niczym u Kusturicy, groteska i wysmakowane poczucie humoru towarzyszą poważnym i zupełnie niewesołym wydarzeniom. Trochę jak na starych filmach, gdzie każdy ruch aktora, nawet w najbardziej poruszającej scenie, był zniekształcony, przyspieszony, przez co dziś wydaje się nam komiczny i karykaturalny.

Druga część powieści rozgrywa się w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Syn Adonisa jest już dorosły. Tkwi w nieudanym związku z Susan, wychowując wspólnie z nią jej córkę Leto. Dziewczyna jest uparta i trudna. Przysparza rodzicom wiele problemów i zmartwień, jakby nie mieli ich na co dzień dosyć. Camden, w którym mieszkają, powoli upada. Restauracja Basila Kabanisa powoli dogorywa jak większość  biznesów w okolicy. Ta część Dendrytów jest już znacznie poważniejsza, momentami wręcz przygnębiająca. Prowadzi bohaterów ku niepewnej przyszłości, po której można spodziewać się wszystkiego.

Dendryty czyta się znakomicie, choć nie bez pewnych trudności, ale o tym za chwilę. Kallia Papadaki pisze bardzo ciekawie i plastycznie, ale też oszczędnie. Dba o szczegóły, takie jak na przykład gołąbki podawane w polskim barze nazywanym 44, gdzie na ścianie namalowano portret Mickiewicza, ale nie przesadza z ich ilością. Pozwala czytelnikowi bawić się jej tekstem, a w zabawie tej ograniczeniem jest tylko wyobraźnia czytającego.

Jest to także barwny obraz dwudziestowiecznej Ameryki, ale nie tej będącej centrum głównego, wartkiego nurtu zdarzeń. Autorka zawarła w swojej książce dużą dawkę mało znanej historii USA, i to tej najciekawszej, widzianej oczami zwyczajnego człowieka, dzień w dzień pracującego na swój kawałek podłogi i chleba.

Papadaki zmusza do uważnego czytania. Buduje długie, wielokrotnie złożone zdania, w których często zmienia się kontekst. Tym samym mówi nie współczesnemu, płytkiemu, bezrefleksyjnemu czytelnictwu. Nie da się prześlizgiwać po tekście, do czego przyzwyczaiła nas dzisiejsza literatura. Trzeba czytać powoli, z uwagą, zachwycać się wyraźnie słyszalną melodią i rytmem prozy Kalli Papadaki.

Wydawnictwo Wyszukane, 2020

(Visited 355 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.