Dorit Rabinyan

Żywopłot

Niektóre książki mają w sobie coś takiego, że już sam widok okładki przyciąga, i nie odpuszcza dopóki po nią nie sięgniemy. Tak też właśnie było z Żywopłotem. Choć czasem zew okładki bywa zwodniczy jak śpiew syren, to w przypadku wydawnictwa Smak Słowa jakość jest gwarantowana. Przekonałem się o tym już po raz trzeci.

Książka Dorit Rabinyan to kilka odrębnych powieści, przykrytych płaszczykiem opowieści o miłości. Przede wszystkim autorka opowiada nam o barierach odgradzających ludzi od siebie. Barierach które tworzymy sami, które wynikają z naszej natury. Taką barierą jest właśnie tytułowy żywopłot, który na kartach powieści pojawia się  w dwóch postaciach. Jest nim ten prawdziwy płot, mur budowany przez państwo Izrael, w wyobraźni Liat widziany właśnie jako typowy żywopłot, kolczaste ogrodzenie, które podzieliło i tak skłócony już region. A także jako ten faktycznie żywy, poruszający się, myślący i czujący płot, składający się z ludzi, rodziny, przodków, przyjaciół. Ludzi o konkretnych przekonaniach, poglądach i spojrzeniu na świat. To oni ukształtowali bohaterów, tworząc między nimi granicę nie do przejścia. Jest to mur znacznie trwalszy, trudniejszy do skruszenia, niż ten kamienny, bo zbudowany w ich głowach i sercach. Jesteśmy dziećmi swojej kultury, ograniczają nas tradycje i wierzenia. Nasiąkamy nią w naturalny sposób przez całe życie. Odwrócenie się od tego, porzucenie swoich korzeni jest niezwykle trudne, czasem wręcz niemożliwe. Tak jest i będzie, bez względu na to czy się z tym zgadzamy czy nie.

Żywopłot jest również opowieścią o konflikcie. W powieści czytamy o konkretnym, Izraelsko-Palestyńskim, ale w zasadzie odnosi się to do wszelkich waśni, w których często przeciwko sobie stają bracia, sąsiedzi, przyjaciele. Dorit nie wybiela Izraelskiej strony konfliktu. Wręcz przeciwnie, ukazuje Liat w niezbyt przychylnym świetle, jako zamkniętą w swoim światopoglądzie, sfrustrowaną, bazującą na dawnych krzywdach, nieodrodną córkę swojego narodu. Krytyczne spojrzenie pisarki pada również na Palestyńczyków, także mocno osiadłych w narodowej martyrologi. Żadna ze stron nie jest w stanie pójść na kompromis.

Znajdziemy w Żywopłocie również wątek tęsknoty za ojczyzną, swoim naturalnym środowiskiem, za dzieciństwem, niewinnością i beztroską. Za tym wyjątkowym okresem w życiu, kiedy to, mimo podziałów zauważalnych nawet wśród najmłodszych, wszystko było jeszcze możliwe, a świat był prosty, bezpieczny i piękny.

Powieść Dorit Rabinyan to „Łuk Triumfalny” XXI wieku. Hilmi i Liat, tak jak bohaterowie powieści Remarqua, przeżywają trudną miłość. Plączą się i miotają w ograniczających ich więzach, raniąc siebie samych i swoich ukochanych. Jest to opowieść o miłości, chyba. Z pewnością o wielkim zauroczeniu. Prawdziwa miłość jest bowiem w stanie pokonać wszelkie przeszkody, a w tym przypadku, zwłaszcza w postawie Liat, nie widać nawet prób rozwiązania problemu. Autorka oczarowuje nas relacją Hilmiego i Liat od pierwszego czytania. Sprawia że czytelnik wpada jak przysłowiowa śliwka w kompot, i również chce się zakochać, nawet nie w konkretnej osobie, ale w tym zakochaniu bohaterów. Jest ono, mimo wiszącego nad nim od samego początku niepowodzenia, ciągłych kłótni i nieporozumień, seksowne, uroczo intymne, romantyczne, ale tak prawdziwie, życiowo. Z czasem jednak termin ważności Żywopłotu pojawia się na horyzoncie, i bardzo szybko go przekraczamy. Ciągłe sprzeczki między kochankami i sielankowe niemal obrazki z życia pary, stają się nużące. Oczekujemy jakiejś zmiany, choćby nawet szybkiego, gwałtownego i ostatecznego rozstania. Autorka po niewczasie orientuje się że trochę przeholowała. Wraca na dobrą ścieżkę, pokazując nam że życie ma wobec nas swoje własne plany, często nie licząc się z tym jak sobie je wyobrażamy.

Proza Dorit Rabinyan jest bardzo plastyczna, pełna drobnych szczególików i niuansów. Autorka zwraca uwagę czytelnika na momenty trudne do uchwycenia, ulotne chwile jak odbicie w sklepowej witrynie, czy pierwsze skrzyżowanie się spojrzeń. Gdy czytamy o bezgłośnie padającym śniegu, ciszy zwielokrotnionej przez to padanie, i ogłuszający ryk muzyki, pozostający za nami, dokładnie czuje się to zimowe odrealnienie, specyficzną lekkość płynnie przechodzącą w ociężałość, i na odwrót. Rabinyan jest świetną obserwatorką. Z wprawą przenosi na papier  emocje, nastroje, nieporadność i zakłopotanie pierwszych chwil znajomości, zauroczenie wygrywające z nieśmiałością i lekkim zawstydzeniem faktem że nie do końca się jeszcze rozumie tę drugą osobę, złość, furię, bezsilność, smutek i rozpacz. Wszystko to wyraża nie wprost, między słowami, pytaniami będącymi pozornie bez związku z rozmową, uśmiechami, gestami. Ileż podobnych momentów ma każdy z nas we wspomnieniach? Żywopłot to pięknie udekorowane ciasteczko, co prawda z odrobiną zakalcu, ale wciąż pyszne.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:

(Visited 14 times, 1 visits today)