Łukasz Orbitowski

Exodus

Słowo Exodus pochodzi z Septuaginty, czyli pierwszego tłumaczenia Starego Testamentu na grekę, i jest określeniem biblijnej Księgi Wyjścia. Tym słowem opisuje się również opuszczenie Egiptu przez plemiona hebrajskie, a dziś masową wędrówkę ludów, czyli coś, czego doświadczamy w Europie od kilku lat. Najnowsza powieść Łukasza Orbitowskiego, choć opowiada o wędrówce, to z prawdziwym exodusem niewiele ma wspólnego.

Orbitowski opowiada o wędrówce jednego tylko człowieka, swojego głównego bohatera i narratora, Janka. Co prawda w powieści pojawiają się przybysze z Syrii, odgrywają nawet dość istotną rolę, ale są bardziej dekoracją, rekwizytem, niż prawdziwym bohaterem. Sam autor odbiera im człowieczeństwo, pisząc o nich zbiorowo, o osobach, nie ludziach.

A więc bohaterem Exodusu jest Janek, trzydziestokilkuletni, dobrze sytuowany mężczyzna, który nagle postanawia zniknąć. Wymazać się z życia innych, i swojego własnego. Opróżnia konto oszczędnościowe, niszczy dokumenty i telefon, po czym wyrusza w podróż do Berlina. Wiadomo jedynie że spotkała go jakaś tragedia, która to pchnęła go do tego czynu. Początkowo wiemy niewiele, autor zdradza szczegóły kawałeczek po kawałeczku, ale na długo przez połową powieści, nie znając jeszcze wszystkich faktów, można już się domyślić co się wydarzyło.

Podróż Janka podzielona jest na cztery części, które właściwie mogłyby być osobnymi mini powieściami. Sam początek tej wędrówki bohatera, wskazuje na to że będziemy mieli do czynienia z klasyczną powieścią drogi. Janek wyjeżdża z Warszawy, i już w pociągu do Berlina znajduje się w centrum nieco bardziej niezwykłych wydarzeń. Jego pobyt w stolicy Niemiec, dość szokujący i obfitujący w zwroty akcji, przynosi jako taką zamianę w bohaterze. Tutaj niestety następuje przeskok, i w kolejnym rozdziale Janek znajduje się już gdzieś indziej, w obozie dla uchodźców gdzieś na terenie Słowenii.  Brakuje tego co było pomiędzy. O tym jak się tam znalazł, co się wydarzyło po drodze, jaki to miało wpływ na Janka, a miało, bo jego postawa jest już zauważalnie zmieniona, nie wiemy nic, i nie dowiemy się tego do końca powieści. Jak również tego w jaki sposób trafił do Lublany, a potem na zapomnianą przez świat, grecką wysepkę. W każdym z tych miejsc Janek jest zupełnie innym człowiekiem, i gdyby nie kilkukrotne przypomnienia autora, o tym co wydarzyło się wcześniej, można by sądzić że to alternatywna wersja opowieści o Janku i jego traumie.

Sama postać Janka, najlepiej zbudowana i napisana, jest mało sympatyczna, wręcz denerwująca. Poznajemy go bardzo dobrze, bowiem zmaganiom Janka z samym sobą i swoją drogą, towarzyszą retrospekcje, w którym widzimy go jako człowieka o dobrych intencjach, ale miękkiego, mało asertywnego, tchórzliwego i wygodnickiego, niezdolnego do samodzielnego życia. Z pozostałymi bohaterami nie jest lepiej. Poza idealizowaną Julią, żoną Janka, karty powieści Łukasza Orbitowskiego zaludniają ludzie bezwzględni, źli,  wykolejeni, zniszczeni przez nieszczęśliwe wydarzenia, zadufani w sobie, chorzy na umyśle, zakłamani. Z trudem brnie się przez ten świat, aczkolwiek napisać że źle się czyta Exodus, byłoby kłamstwem.

Orbitowski ma dar pisania, o czym można się przekonać czytując jego comiesięczne felietony w „Nowej Fantastyce”, i z rzadka opowiadania, w tym samym czasopiśmie. Porównując je z Exodusem, zauważamy że autor zdecydowanie lepiej wypada w krótkich formach. Do Exodusu wkradł się na przykład absurdalny wręcz zbieg okoliczności. W kolejnych, bardzo odległych od siebie miejscach, Janek spotyka ludzi, którzy mieli coś wspólnego z bohaterami poprzednich etapów jego wędrówki. Ewidentny brak pomysłu na to, jak powiązać ze sobą kolejne odsłony tragedii. Kompletnym, kosmicznym wręcz absurdem jest finał powieści, który nadchodzi zbyt wcześnie, pozostawiając czytelnika w niepewności, z mnóstwem pytań. Potem jest coś jeszcze, ale już bez emocji, słabo, wstydliwie, jak po przedwczesnej ejakulacji.

Exodus to prawdziwa droga krzyżowa. Bohater cierpi, wręcz szuka tego cierpienia, odkupienia i oczyszczenia. Jest  to powieść ciekawa, wciągającą, miejscami nawet bardzo. Dobra obyczajowa historia, z elementami przygody i kryminału. Łukasz Orbitowski jest świetnie obeznany we współczesności. Jej ślady, nawiązania do filmów, książek, wydarzeń z życia publicznego są w powieści bardzo wyraźne. Stanowią jednak tylko przykrywkę dla faktu, że poza historią Janka, Exodus nie niesie  ze sobą nic więcej.

Wydawnictwo SQN, 2017

Za możliwość  przeczytania książki dziękuję: