Sabri Louatah

Dzikusy Tom I

Obecność w naszej codzienności uchodźców pochodzenia arabskiego jest faktem.  Wzbudza to ogromne emocje, którym często blisko nawet do wojny domowej. Pojawienie się tego tematu w dziełach literackich, czy filmowych, było kwestią czasu. I nie jest to już żadną nowością. Tak jak i piastowanie przez uchodźców i ich potomków coraz wyższych stanowisk w aparacie sprawowania władzy. To już się dzieje. Sięgając po powieść Sabriego Louataha oczekujemy czegoś nowego, oryginalnego, świeżego spojrzenia na sprawę.

Już na wstępie zostajemy pozbawieni złudzeń. Powieść Dzikusy nie wniesie niczego nowego w temacie uchodźstwa, a wręcz przeciwnie, potwierdza i utrwala wiele stereotypów na ten temat. Sabri przedstawia swoich bohaterów, algierską rodzinę mieszkającą we Francji, jako nie do końca zasymilowaną, a w niektórych przypadkach wręcz w ogóle, mimo iż większość z nich urodziła się już w nowej ojczyźnie.  Autor pisze też o nietolerancji i rasizmie, choć jest tego dużo mniej, niż można by się spodziewać. Ofiarami rasizmu padają członkowie rodziny Narrusz, ale też i oni są nosicielami rasowej nienawiści, którą najdobitniej widać  podczas odbywającego się wesela, w kontaktach z rodziną panny młodej. Louatah nie oczernia swoich rodaków, arabów i innych przedstawicieli mniejszości narodowych, religijnych, choć w praktyce, podobnie jak w „Arab Jazz”, to nie są już mniejszości w dosłownym tego słowa znaczeniu.  Autor również nikogo nie wybiela, w końcu to oni, jego rodacy, stoją za zamachem na pierwszego arabskiego kandydata na prezydenta Republiki Francuskiej.

Niemal cała akcja powieści rozgrywa się jednego wieczora, kiedy to ma miejsce ślub i wesele. Pobiera się dwoje młodych ludzi, przedstawicieli różnych kultur, choć pochodzących z tego samego kraju, z Algierii. Niezadowolenie z faktu połączenia tych dwóch rodzin, jest z trudem skrywane przez członków obydwu familii. Jak gdyby tego było mało, pan młody skrywa fakt że jest gejem.  Gdyby Louatah skupił się na tym wątku, Dzikusy byłyby naprawdę świetną powieścią. Autor wykorzystał ten motyw tylko jako fundament do zbudowania innego wątku, terroryzmu i islamskich bojówek, który do jego książki przyciągnie więcej czytelników. Nie wiedzieć czemu, z tego fundamentu zrobiła się niemal cała książka. Przez wiele stron ciągną się sceny rodem z telenowel, albo francuskiego kina artystycznego, gdzie bohaterowie snują się, rozmawiają, czasem na siebie pokrzyczą, gdzieś pójdą, pojadą, coś zrobią, ale nic z tego nie wynika. Dopiero po mniej więcej trzech czwartych powieści, coś w Dzikusach zaczyna się dziać. Pojawiają się emocje, nie tylko na kartach książki, ale przede wszystkim u czytelników, bohaterowie nabierają kolorów i stają się trójwymiarowi. Zaraz potem książka się kończy, pozostawiając czytelnika z nadzieją na dużo lepszy dalszy ciąg historii.

Z lektury Dzikusów nie dowiemy się co powodowało bohaterami. Dlaczego Slim poślubił Kenzę, decydując się na ukrywanie swojej orientacji. Co sprawiło że Karim, z życzliwego, kochającego muzykę dziecka, stał się gwałtownym, agresywnym nastolatkiem. Jakimi ścieżkami podążał Nazir. Każda z postaci Louataha jest pozbawiona historii. Być może to zabieg celowy, i o wszystkim dowiemy się w kolejnych tomach, a może to zwyczajny błąd w sztuce pisarskiej.

Sabri Louatah ma talent.  Jest on jeszcze jak nieoszlifowany diament, albo zabrudzony bursztyn, ale też na tyle wyraźny, że to dzięki niemu czytelnik nie odkłada Dzikusów przed ich zakończeniem. Louatah pisze lekko, dzięki czemu nawet wspomniane dłużyzny da się łatwo strawić. W prosty sposób, zaledwie w kilku słowach, góra kilku zdaniach, opisuje otoczenie czy też bohaterów, umożliwiając czytelnikowi zobaczenie  tego, co widział autor podczas pracy nad książką. Największym darem, przynajmniej najlepiej widocznym na tym etapie jego twórczości, jest zmysł obserwacji, i umiejętność  oddania słowami drobiazgów rzeczywistości. Znowuż w warstwie fabularnej przytrafiło się kilka luk, jak chociażby podróż Karima do Paryża, z zakrwawionymi dłońmi, na które zwraca uwagę dopiero Aurelie, gdy ten staje pod jej drzwiami. Louatah musi popracować nad łataniem tych dziur, a także nad zwięzłością swoich książek, a będzie naprawdę dobrze.

Wydawnictwo W.A.B. 2017

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 14 times, 1 visits today)