Ela Sidi

Czcij ojca swego

Ela Sidi napisała powieść która kontynuuje temat zapoczątkowany przed laty przez Kuczoka w „Gnoju”, czy przez Krzysztofa Krauze w „Placu Zbawiciela”. Przemoc domowa. Z tym że w Czcij ojca swego, w przeciwieństwie do starszych tytułów, ta przemoc nie jest najistotniejsza. Tutaj na plan pierwszy wysuwa się nieumiejętność dostosowania się do nowych warunków, co wydobywa w ludziach najgorsze cechy, w efekcie prowadząc właśnie do przemocy domowej. Przemoc nie tylko fizyczna, ale i psychiczna, brak miłości, nieumiejętność okazywania uczuć, brak czasu dla siebie, dziedziczone z pokolenia na pokolenie są już nie do powstrzymania, prowadzą do tragedii.

 Postać Leszka, tytułowego ojca, nie jest jednoznacznie zła. Karty powieści zaludniają ludzie znacznie gorsi, podli, zawistni i okrutni dla samego okrucieństwa. Leszek, potomek zubożałej, inteligenckiej rodziny, bardzo wcześnie przeżył brutalne zderzenie z rzeczywistością. Była to bardzo bolesna  kraksa dla niego, jak i jego krewnych. Z czwórki rodzeństwa tylko jego siostra wyszła na ludzi. Uciekła jednak, odcięła się i z rodziną utrzymuje jedynie listowne kontakty. Takie wyrwanie z przedwojennej sielanki, u osoby o słabym charakterze musiało zaowocować życiowym wykolejeniem.

Przetrwanie w takiej sytuacji wymaga silnej osobowości, mocnych więzi rodzinnych, z twardą, ale czułą ręką czuwającą nad szczęśliwym dzieciństwem. Jak możemy domyślić się z relacji Anki, jednego i drugiego zabrakło w rodzinie jej ojca. Dziadek, niesympatyczny, apodyktyczny człowiek wzbudzał tylko strach. Babcia, kobieta słaba, chwiejna, skupiona na swoich potrzebach, również nie poradziła sobie ze strąceniem z piedestału. Jej relacje z synami dominują sprzeczki, awantury, wzajemne pretensje i podejrzenia. Jednocześnie kobieta nieustannie ulega swoim synom, co zapewne miało miejsce i w przeszłości, i w efekcie pogłębia się tylko brak samodzielności u Leszka i jego rodzeństwa.. Leszek zdaje sobie z tego sprawę. Bezskutecznie próbuje uporać się z tym problem, co budzi w nim frustrację i gniew. Buzujące, negatywne emocje wydostają się na zewnątrz, raniąc i niszcząc nie tylko jego samego, ale również bliskie mu osoby.

Anka sama nie do końca jest w stanie potępić swojego ojca. Między straszne obrazy patologii, których wraz z rozwojem choroby alkoholowej jest coraz więcej, dziewczyna wplata  typowe sceny z życia dziecka w czasach gdy nie było jeszcze zjadaczy czasu. Zabawy na podwórku, odwiedziny w domach, poważne narady i zwykłe podrywy na trzepaku. W tych ciepłych wspomnieniach znajdują swoje miejsce również nieliczne szczęśliwe chwile spędzone z ojcem i starszym bratem, oraz te najcenniejsze, skarby, wspomnienia związane z mamą. To właśnie dzięki nim Ania jest w stanie wciąż kochać ojca. Jest do niego przywiązana, jak również do ich mieszkania, świadka wszystkich rodzinnych dramatów i koszmarów. Tam jest jej miejsce na ziemi, i tam wraca, mimo natarczywych myśli o ucieczce.

Sprawdza się tu powiedzenie, niedaleko pada jabłko od jabłoni. Anna wielokrotnie słyszy, że mając takiego ojca , zapewne nie wyrośnie na wartościowego człowieka. Podkopana w ten sposób pewność siebie, oraz traumatyczne przeżycia sprawiają że Anka, tak jak ojciec, nie potrafi zapanować nad gniewem, a jako dorosła, młoda kobieta niebezpiecznie zbliża się do tej samej drogi, którą wybrał jej ojciec. Czy kolejne pokolenie zazna goryczy, upokorzeń i strachu? Tu autorka pozostawia nam drzwi otwarte. To od nas zależy jak ułoży się życie Ani, Adama, ich ojca i rodzeństwa.

Akcja powieści rozgrywa się na przełomie lat 70-ych i 80-ych, w jednym z wielu trudnych momentów w naszej najnowszej historii. Nie ma tutaj jednak mowy o polityce, manifestach czy rozliczaniu się z gadającymi w telewizji głowami. Anna ma swój własny stan wojenny, który trwa niemal przez całe jej życie. Sidi nie zapomniała jednak o tym by co nieco wspomnieć o ówczesnych realiach. Nie ma tego zbyt dużo, ale wystarczy by co poniektórzy otworzyli oczy ze zdumienia, że kiedyś tak było, że Polska leżała kiedyś na innej planecie, że godzinami stano w kolejkach do sklepu. Rozmowy, żarty, a potem bezpardonowa walka o to kto pierwszy dopcha się do lady i zgarnie najlepsze kąski. Radość z samego tylko obcowania z zapachem wędliny, czy też wonią zachodu, luksusu w Pewexie. Chaos na dworcach. Ludzie walący drzwiami i oknami, tratujący słabszych. Wyścig po miejsce do siedzenia, często zakończony wielogodzinną jazdą na stojąco w zatłoczonym przejściu. Chwała jej za to, bo młodym, zagonionym, lifestylowym japoszonom ciągle trzeba o tym przypominać.

Ela Sidi pokazuje nam że Majka Jeżowska nie ma racji, i nie „wszystkie dzieci nasze są”. Czasem są cudze, nawet jeśli wyszły z naszych lędźwi, i są tylko problem, który trzeba obejść. Czcij ojca swego to dobra, mocna powieść, ale coś jest z nią nie tak. Brakuje w niej czegoś, albo jest wręcz za dużo. Pozostawia pewien niedosyt i lekki niesmak. Niestety powieść nie porusza tak jak chociażby wspomniany już „Plac Zbawiciela”.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję:

(Visited 92 times, 1 visits today)