Delia Owens

Gdzie śpiewają raki

Gdzie śpiewają raki, jest jedną z tych powieści, które zapowiadają się ciekawie, ale po przeczytaniu kilkudziesięciu stron szalenie rozczarowuje. Połączenie Pocahontas z młodzieżowym romansem i kryminałem mogłoby być interesujące, ale nie w wykonaniu Delii Owens.

Główną bohaterką jest Kya. Po tym, jak kolejni krewni opuszczali ją, uciekając przed ojcem tyranem lub znikając bez śladu, mając ledwie siedem lat, zostaje sama w chacie na bagnach. Musi sobie radzić z codziennością, ale też i zewnętrznym światem, który zagląda do jej pustelni i próbuje zasymilować. Gdyby poprzestać na tym, opowiadając o dorastaniu dziewczynki i życiu w bliskości z przyrodą, byłaby to ciekawa i oryginalna powieść.

Piękne opisy przyrody towarzyszą lekturze powieści cały czas. Widać w nich ogromną wrażliwość i szacunek wobec natury. Bardzo plastycznie przedstawione bagna, na których mieszka główna bohaterka, spotykane przez nią zwierzęta, albo prace domowe czy sprawdzanie poziomu benzyny w łodzi motorowej, świadczą o tym, że autorka przygotowała się do pisania powieści. Są to najciekawsze fragmenty całej książki i w zasadzie jedyne, które trzymają się kupy.

W tę przyrodniczo-krajoznawczą szatę Delia Owens ubrała mało interesującą i dosyć naiwną opowieść o młodzieńczych uczuciach, miłości i pożądaniu. Nie byłaby amerykańską pisarką, gdyby akcji tego romansu nie umieściła na południu, w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych minionego wieku, dodając do tego obowiązkowo odrobinę małomiasteczkowych uprzedzeń i rasizmu.

Dziewczynka dorasta i pojawiają się w jej życiu chłopcy. Im starsza Kya, tym mniej prawdziwa się staje, a cała historia, mimo wplecionego w nią, zupełnie niepotrzebnie zresztą, kryminalnego wątku, staje się zbyt cukierkowa. Momentami dotyka wręcz kiczu. Śledzenie kolejnych westchnień i spotkań z adoratorami, pierwszych doświadczeń seksualnych, niewątpliwie ciekawe i pociągające dla nastolatków, starszych czytelników przyprawi o ziewanie i kpiące uśmiechy.

Tych uśmieszków będzie więcej, gdy przeczytamy o świadomości ekologicznej wśród mieszkańców, krótko mówiąc, amerykańskiego zadupia w połowie dwudziestego wieku. Gdy Kya biega po lesie modnie ubrana, w nieskazitelnie białej bluzce. I w jeszcze kilku przypadkach, o których nie warto nawet wspominać.

Najgorzej jednak wypada wątek kryminalny. Nie przeszkadza w nim aż tak bardzo brak logiki, obecny zresztą w całej książce, ale fakt, że jest on po prostu tragicznie napisany. Sztuczny, przewidywalny i zbudowanych z samych stereotypów.

Gdzie śpiewają raki, jest przykładem tego, iż biegłość warsztatowa nie wystarcza. Powieść jest sprawnie napisana i przetłumaczona, ale autorce brakuje umiejętności snucia opowieści. Zdecydowane nie jest to zachwycająca literatura i zdumiewa fakt, iż niemal rok spędziła na szczycie listy bestelllerów. Nie jest to także wyjątkowo zła powieść, po którą warto sięgnąć, by przekonać się, jak nie powinno się pisać. Nie istnieje żaden powód, dla którego warto przeczytać Gdzie śpiewają raki.

Świat Książki, 2019


(Visited 106 times, 3 visits today)