Giedra Radvilavičiūtė

Dzisiaj śpię od ściany

Mało znana polskiemu czytelnikowi litewska pisarka Giedra Radvilavičiūtė, jest mistrzynią przekraczania granic. Nie chodzi tu o te wytyczane na mapach, do przekraczania których potrzebujemy dokumentów, choć i one są obecne w Dzisiaj śpię od ściany, a o te niematerialne, niewidoczne, często nieuświadomione.

W tekstach Giedry Radvilavičiūtė zaciera się granica między literacką fikcją a czymś bardziej przypominającym któryś z gatunków dziennikarskich. Te felietonowe opowiadania zebrane w tomie Dzisiaj śpię od ściany, są bardzo osobiste. Autorka pisze o swojej córce, przyjaciołach, znajomych i sąsiadach, a także o sobie samej, o nadciągającej starości i niechęci do bycia światową i multi. Ile w tym prawdy a ile fikcji, trudno określić.

Giedra wielokrotnie przekracza także te najbardziej niebezpieczną dla pisarza granicę. Tę oddzielającą jawę od snu, rzeczywistość od fantazji. Zrównuje ją z ziemią, niczym czołg miażdży szlabany i słupki graniczne, aż nie pozostaje z niej prawie żaden ślad, po czym rozsiada się wygodnie, trochę po jednej, trochę po drugiej stronie linii rozdzielającej do niedawna te dwa światy.

W utworach większości pisarzy, zwłaszcza tych współczesnych, realizm magiczny jest najczęściej przesadnie eksponowany. Jest go zbyt dużo, męczy i irytuje czytelnika. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że jest on zwyczajną zapchaj dziurą, ułatwieniem dla piszącego, gdy okazuje się, że przelana na papier wizja nie do końca układa się tak, jak powinna. Giedra Radvilavičiūtė zdecydowanie nie zalicza się do grona tych twórców. Przede wszystkim stosuje go z umiarem i zdecydowanie nie jest on wypełniaczem luk, a jedynie dodatkiem.

W jej wykonaniu realizm magiczny jest jak drobna broszka, przypięta do bluzki. Skromna, nierzucająca się w oczy, ale dodająca blasku. Tak jak nieżyjąca babcia, wykonująca swój jedyny telefon z Nieba, drzwi mieszkania, które sprawiają, że wychodzący nimi ludzie znikają na zawsze, czy znikająca z dnia na dzień kancelaria radcy prawnego. Urocze to, intrygujące i nienachalne.

Dzisiaj śpię od ściany balansuje pomiędzy smutkiem i specyficznym poczuciem humoru. Świat rzeczywisty, nowoczesność wyraźnie denerwują Radvilavičiūtė. Na tyle, na ile to możliwe, odpycha od siebie to, co najbardziej jej przeszkadza w byciu sobą, a resztę poddaje krytyce. Autorce udaje się zachować równowagę pomiędzy tym, co duchowe i cielesne, między przeszłością a teraźniejszością. Akceptuje siebie i innych ze wszystkimi wadami i ułomnościami, a przede wszystkim, jest pogodzona ze światem.

Jeszcze jedną, chyba najbardziej oczywistą i widoczną granicą, którą Giedra Radvilavičiūtė demontuje, jest granica między życiem a literaturą. Często przytacza cytaty z innych utworów literackich albo poprzez grę słów nie wprost nawiązuje do konkretnego wiersza czy fragmentu prozy. Literatura przenika jej życie, stając się jego częścią, a życie staje się literaturą. Bohaterowie literaccy opuszczają swoje bezpieczne schronienia między kartkami książek, wędrują ulicami, stoją za tobą w kolejce lub siedzą obok ciebie w samolocie do Wiednia.

KEW, 2020

(Visited 580 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.