Graham Moore

Ostatnie dni mroku

Czy ktoś potrafi sobie wyobrazić życie bez elektryczności? Na wakacjach, pod namiotem, przez tydzień, dwa, góra trzy, owszem, ale na co dzień nie przeszkadza to chyba tylko hardkorowym globtroterom. A były takie czasy, i to całkiem niedawno, bo czymże jest te 130 lat, kiedy prąd i żarówka były zjawiskiem, które dosłownie elektryzowały społeczeństwo. Były to jednak czasy, kiedy to jeszcze potrafiliśmy się zachwycać, nie dowierzać, i tworzyć, jak mówi jeden z bohaterów Ostatnich dni mroku. Dziś już tylko udoskonalamy to co jest. Epoka cudów dawno się skończyła.

O jej schyłku opowiada Graham MooreOstatnich dniach mroku. Akcja tej historycznej powieści rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych pod koniec XIX wieku, głównie w Nowym Jorku, który stał się areną batalii pomiędzy dwoma wynalazcami i biznesmenami, Thomasem Edisonem oraz Georgem Westinghousem, zwanej „wojną prądów”. Obaj panowie poczuwali się do tego, by przypisywać sobie wynalezienie elektrycznej lampy. O ile Edison faktycznie tego dokonał, to Westinghous udoskonalił jego produkt. Sednem nieporozumienia stały się prawa patentowe, i jeden z głośniejszych w historii procesów sądowych w związku z nimi. W całą aferę zamieszanych jest jeszcze kilka innych osobistości dziewiętnastowiecznej nauki i techniki, Nicola Tesla, Alexander Graham Bell, a także kilku finansowych potentatów, jak J.P. Morgan.

Historię sporu wynalazców,  a także historię powstania legendarnej już firmy General Electric, śledzimy oczami młodego prawnika, Paula Cravatha, również postaci historycznej, który został zatrudniony przez Westinghousa do prowadzenia spraw przeciwko Edisonowi. Prawnik bardzo szybko popada w tarapaty. Głównie ze względu na swój brak doświadczenia i naiwność, ale także w wyniku sztuczek, i nieetycznych zagrań prawniczych i biznesowych  starych wyjadaczy.  Wbrew tytułowi powieści,  z biegiem wydarzeń robi się coraz bardziej mroczno i niebezpiecznie. Działania na granicy prawa, zastraszanie, próby zabójstwa, pożary, ale także piękna, tajemnicza kobieta, i uczucie, któremu nie po drodze z życiem.

Moore jest świetnym literackim rzemieślnikiem. Jego powieść jest oparta na faktach. Niektóre poprzestawiał chronologicznie, lub przypisał innym osobom,  niż w rzeczywistości. O wszystkim informuje czytelnika, i przedstawia właściwą kolejność zdarzeń na końcu książki. Jego styl wyraźnie nawiązuje do kina. To właśnie pisaniem scenariuszy zyskał uznanie, i dzięki nim stał się sławny. Na powieść składa się kilkadziesiąt krótkich rozdziałów, skonstruowanych dokładnie tak, jak mogłyby wyglądać poszczególne sceny w filmie. Niemal każdy z rozdziałów urywa się w najciekawszym momencie, w jednym z tych punktów, które popychają akcję do przodu, niekoniecznie w tym kierunku, którego byśmy się spodziewali.  Nie zabrakło też pewnych fabularnych konstrukcji, które dla czytelników, wbrew zamierzeniom pisarza, są zbyt czytelne i przewidywalne. Do nich należy między innymi podpalenie laboratorium Tesli, i fakt kto za tym stoi.

Są też takie fragmenty Ostatnich dni mroku, które mogą zmęczyć czytelnika, ale jest ich naprawdę niewiele. Graham Moore zamieścił w książce trochę rozważań na temat nauki, techniki, wynalazczości, a przede wszystkim przemysłu produkcyjnego i związanego z tym wielkiego biznesu, wielkich fortun. To co w powieści dopiero zaczyna mieć miejsce, brudne gierki prawników i milionerów, oszczerstwa i kłamstwa na łamach gazet, jest dziś na porządku dziennym i pochłania kolejne sfery życia publicznego. Post-prawda  wcale nie jest wynalazkiem naszych czasów.

Ostatnie dni mroku to ciekawe połączenie powieści historycznej, niebanalnej sensacji i literatury obyczajowej. Nie brakuje w niej drastycznych scen, a także romantycznych uniesień, ale Moore nie epatuje ani makabrą, ani nie zasypuje czytelnika serduszkami. Idealna, trzymająca w napięciu,  lektura na zimowe wieczory.

 

Wydawnictwo WAM, 2017

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 77 times, 1 visits today)