Alena Mornštajnová

Hana

Alena Mornštajnová o holokauście opowiada w sposób niezwykły. Jej powieść Hana, rozgrywająca się  tuż przed wojną, przez lata okupacji i wreszcie w czasach powojennej odbudowy i powrotu do normalnego życia jest dość nietypowym świadectwem obozowego koszmaru i antysemickich uprzedzeń. Obozowa rzeczywistość oczywiście jest obecna na kartach książki, ale autorka pisze o tym bardzo powściągliwie. We wspomnieniach tytułowej Hany pojawiają się tylko nieliczne przebłyski życia w getcie, a potem pobytu w obozie koncentracyjnym. Choć bardzo ważne, nie można o tym zapominać, nie one są jednak najważniejsze w tej historii.

O niewyobrażalnych potwornościach, jakich doznawali więźniowie niemieckich obozów śmierci, napisano i powiedziano już wiele słów i równie dużo ich jeszcze padnie. Lecz mało kto pochyla się nad innym problem związanym nie tylko z obozową machiną zagłady, ale też prześladowaniem i wykluczeniem. Odczłowieczenie i utrata samego siebie. W przypadku Hany, jej ciało, okaleczone, schorowane i wyniszczone, przetrwało, ale ona umarła, odeszła.
Mornštajnová pisząc historię Hany, młodej Żydówki, która przetrwała obóz, skupiła się właśnie na tym. Możemy zaobserwować jak niczym niewyróżniająca się Hana i jej bliscy, powoli, później coraz szybciej, niemal z dnia na dzień, stają się wyrzutkami. Bez powodu lub z obawy o własne bezpieczeństwo i przyszłość, opuszczają ich niemal wszyscy. Więzi i relacje zostają przecięte, a wokół coraz słabszych Heleróv gromadzą się hieny, gotowe rozszarpać im gardła i wyszarpać dla siebie jak najwięcej z ciepłych jeszcze trucheł.
Jednak i to nie jest w powieści najważniejsze. Najwięcej uwagi poświęcono problemowi dziś już praktycznie niezauważanemu, nieobecnemu w zbiorowej świadomości ludzi, których albo bezpośrednio nie dotknęła wojna, albo urodzili się już po tym, jak dobiegła ona końca. Wydaje nam się, że ci, którzy doczekali za kolczastym drutem końca swojego koszmaru, pozostawili go  za sobą, między pustymi już barakami i krematoriami. Tymczasem towarzyszył im on przez kolejne lata, nieraz nawet całe życie.
Hana powraca w rodzinne strony, co stanowi dodatkowe źródło traumy, dla jej i tak zniszczonej już psychiki. Jest wrakiem człowieka, a jej wygląd jednoznacznie wskazuje na to, skąd przybywa. W oczach innych ludzi, przechodniów na ulicy, współpasażerów w pociągu, sąsiadów, jest wielkim, chodzącym wyrzutem sumienia, który nieustannie przypomina im o ich słabości, tchórzostwie czy wręcz złu, jakie uczynili. Świadomie lub nie obarczają ją i jej podobnych, winą za to co ich spotkało. W takich warunkach, gdy wszędzie na około widać gruzy dawnego życia, gdy czuje się zbędnym, niepotrzebnym nikomu, wręcz niepożądanym, trudno jest odzyskać człowieczeństwo.
W powieści pojawia się jeszcze jeden wątek, siostrzenicy Hany, przedstawicielki pierwszego powojennego pokolenia. Dziewczynka przychodzi na świat pod koniec wojny i gdy ją poznajemy w wieku dziewięciu lat, niewiele wie o niedawnych wydarzeniach. Nie ma pojęcia, czemu jej tata, choć jeszcze nie stary, ma siwe włosy. Czemu ciotka, ledwie kilka lat starsza od mamy, wygląda jak kilkudziesięcioletnia staruszka. Czemu tak dziwnie się zachowuje i tak bardzo nie lubią się z jej ojcem. Dość długo ukrywana przed nią prawda, także o jej pochodzeniu, nie ułatwia dziewczynie nawiązania relacji z ciotką. Autorka przestrzega przed takim postępowaniem, bardzo subtelnie sugerując, iż demon prześladowania żywi się zapomnieniem i przemilczeniem. Choć teraz śpi, to sen jego jest płytki.
Hana jest napisana z delikatnością. Wyraźnie wyczuwalny jest osobisty stosunek Aleny Mornštajnovej do tego tematu. Dużo tu smutku, żalu i strachu, ale też i pozytywnych nut. By pozostać człowiekiem, potrzebujemy najbardziej podstawowego fundamentu, choć jest on jednocześnie bardzo kruchy. Drugiego człowieka. Takie przesłanie niesie ze sobą powieść Aleny Mornštajnovej.
Amaltea 2019
(Visited 157 times, 1 visits today)

2 osoby skomentowały “„Hana” Alena Mornštajnová – recenzja

  1. Swego czasu często sięgałam po książki związane z wojną i tematyką obozową. Jednak im starsza się robię, tym trudniej czyta mi się takie książki. Jednak z tego co napisałeś o tej historii myślę, że mogłaby trafić w moją wrażliwość, chociaż nie byłaby dla mnie łatwa. Myślę, że jak w końcu będę się czuła na siłach to po nią sięgnę.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.