Idealne spotkanie autorskie

Idealne spotkanie autorskie? Czy takowe w ogóle jest możliwe? Ponieważ idealne spotkanie z twórcą, spełniłoby oczekiwania wszystkich przybyłych, nie jest możliwym przeprowadzenie takiego. Zawsze komuś coś będzie przeszkadzało, czegoś będzie za mało, za dużo, albo coś nie zadziała technicznie i przeszkodzi w odbiorze. Są jednak pewne rzeczy, nad którymi można popracować, przygotowując się do rozmowy z autorem, tak by, jak najbardziej zbliżyć ją do ideału.

Nie chcę pisać o spotkaniach autorskich jako specjalista w tej dziedzinie. Z niespełna dziesięcioma wieczorami autorskimi na karku, zdecydowanie nim nie jestem. Moja opinia jest opinią uczestnika, a w tej roli mam dużo większe doświadczenie i świadomie to napiszę: WIEM CO ZROBIĆ, BY WIDZ WYSZEDŁ ZADOWOLONY.


Spotkanie autorskie jest jak spektakl i jego powodzenie zależy przede wszystkim od dobrej obsady. Zatem najistotniejszą sprawą, jest wybór moderatora. W większości przypadków są to osoby kompletnie się do tego nienadające. Są nie przygotowani merytorycznie, zadają banalne, sztampowe pytania, czasem nawet nie słuchając odpowiedzi, tylko idąc dalej według przygotowanej wcześniej listy pytań. Oczywiście nie wychodząc poza nią.


Przy kiepskim gospodarzu równie nieciekawie wypada zaproszony pisarz. Tak było między innymi z Jakubem Małeckim. Już wcześniej wiedziałem, że jest bardzo otwartym, sympatycznym i rozmownym człowiekiem. Tymczasem podczas pierwszego spotkania autorskiego z jego udziałem, w którym uczestniczyłem, wydał się nieśmiały, spięty i lekko nieogarniający tego, co chce powiedzieć. Natomiast podczas tegorocznego Barav Festiwal z autorem Dygotu rozmawiała Anna Wanik, a Jakub brylował, uśmiechnięty i wyluzowany.


Moderator musi potrafić także zapanować nad czasem, tak by rozmowa nie trwała zbyt długo, by słuchacze mogli sami o coś zapytać i zdobyć autograf, ale też nie może być zbyt krótkie. Takie tendencje mają moderatorzy spotkań organizowanych w Empiku. Przynajmniej tym wrocławskim, na ostatnim piętrze Renomy. Bywa, że jadę półtorej godziny na spotkanie, które nie trwa nawet trzydziestu minut. Empikowe spotkania w Renomie czasem prowadzi Emo młodzieniec, który ma problem z dykcją i barwą głosu. Tak jak nie każdy nadaje się do pracy w radio, tak nie każdemu jest pisanie prowadzenie spotkań autorskich.


Bywa, że wybór moderatora jest prawdopodobnie ważniejszy od zaproszonego gościa. Na przykład podczas Miesiąca Spotkań Autorskich bardzo często zapraszani są autorzy nieznani, których twórczości nie będzie dane nam poznać, chyba że biegle czytamy w ich ojczystym języku, ale także polscy pisarze, o których wcześniej się nie słyszało. Nierzadko te spotkania okazują się równie ciekawe, jak rozmowy z wielkimi literackimi gwiazdami. A to właśnie zasługa moderatora, który potrafi improwizować, wyłuskać z tego, co mówi autor jakiś szczególik i na nim zbudować na poczekaniu kolejne pytania.


Taki dobry moderator wie też, co zabrzmi trochę brzydko, gdzie jest jego miejsce. Osobą, która ma lśnić i błyszczeć jest pisarz, a nie prowadzący. Niestety niektórzy o tym zapominają. Jest co najmniej dwóch moderatorów, którzy w promowaniu siebie nie znają umiaru. To Michał Nogaś i Ireneusz Grin. Gdy pojawiają się w pojedynkę, jeszcze jakoś to wygląda, choć od czasów dobrej zmiany były redaktor radiowej trójki lubuje się w przypominaniu wszystkim, jak to stał się ofiarą. Niestety, gdy przyjdzie im przepytywać autorów we dwóch, to oni przejmują scenę. Zachowują się niczym gwiazdy stand up, przerzucając się dowcipami, słodząc sobie nawzajem i nieustannie nawiązując do bieżącej sytuacji politycznej, choć najczęściej nie mają te nawiązania nic wspólnego z tematem spotkania. W tym czasie bohater spotkania zostaje z boku, z uśmiechem przyklejonym do twarzy. A potem, gdy przychodzi czas na prywatną rozmowę z pisarzem i podpisywanie książek, Małgorzata Szejnert zostaje otoczona ledwie przez garstkę czytelników, których zdecydowana większość staje w kolejce po podpis Nogasia.


Nie twierdzę, że dobry prowadzący powinien być tłem. Musi w jakimś stopniu zaznaczyć swoją obecność i osobowość, ale powinien znać umiar. Wśród widzów znajdą się ludzie różnego pokroju, o odmiennych poglądach i upodobaniach, i im również należy się szacunek ze strony moderatora. Prawdziwą klasę w tej materii prezentuje Magdalena Piekarska i Leszek Pułka, którzy świetnie panują nad wszystkim, łącznie z krnąbrną nieraz publicznością, nigdy nie dając odczuć, że ktoś spośród nich jest gorszy, ponieważ ma odmienne poglądy. Szacunku braknie czasem także samym autorom, zarówno w stosunku do publiczności, jak i moderatora, ale to już zupełnie inna historia.


Gdy ogarnięta zostanie sprawa obsady w roli moderatora, organizator spotkania ma już osiemdziesiąt procent pewności, że osiągnie sukces. Musi jeszcze zadbać o promocję, odpowiednie nagłośnienie i miejsce, tak by sala nie świeciła pustymi miejscami, gdy pojawi się mało osób, ale być też przygotowanym na najazd Hunów. To jednak nie jest już tak istotne, bo jeśli wszystko się słyszy, a spotkanie jest naprawdę ciekawe, to można siedzieć na schodach, albo podhodować trochę żylaków.


(Visited 171 times, 1 visits today)