Ildefonso Falcones

Katedra w Barcelonie

„Największy hiszpański bestseler ostatnich lat”. Takie hasło zachęca do lektury na okładce powieści Ildefonso Falcones. Od lat odkładałem tę książkę na później, bo było coś innego do przeczytania, bo zawsze przecież zdążę. W końcu jednak musiałem się za nią zabrać. Pisarz będzie gościem Miesiąca Spotkań Autorskich, i chociażby dla tego trzeba przeczytać jego najbardziej znaną powieść. Udało się. Przeczytałem Katedrę w Barcelonie, chociaż łatwo nie było.

Akcja powieści rozgrywa się w czternastowiecznej Katalonii. Przez kilkadziesiąt lat śledzimy losy Arnaua Estanyola, syna zbiegłego chłopa pańszczyźnianego. Wraz z ojcem chłopiec klepie biedę, znosi liczne upokorzenia i przeciwności losu. W sercach ich obu tkwi jednak nadzieja. Wierzą w to że gdy odczekają przepisowy rok i jeden dzień, staną się wolnymi ludźmi, a wszystkie nieszczęścia odejdą w niepamięć. Arnau dorasta. Zostaje tragarzem, potem bankierem, wreszcie baronem, ale cień który wisi nad jego głową od pierwszych chwil jego życia, nie opuszcza go ani na moment. Biedak, urodzony jako syn pańszczyźnianego chłopa, z biegiem lat staje się bogatym i wpływowym człowiekiem. Do tego momentu od Katedry dosłownie nie można się oderwać. Wraz z kolejnymi zwrotami akcji powieść zaczyna nużyć, ale też rozczarowuje mało oryginalnymi rozwiązaniami. Dzięki swojej szlachetności, odwadze i dobremu sercu, Arnau zyskuje zamożnych sprzymierzeńców, oraz przyjaciela w osobie inteligentnego i sprytnego niewolnika. Wraz z nim pomaga biednym i mści się na swoich prześladowcach. Pod opiekę mężczyzny trafia też osierocona córeczka zmarłego przyjaciela. Czyż nie brzmi to znajomo? Czytając ma się wrażenie że „Nędznicy” oraz „Hrabia Monte Christo” zostali poszatkowania, przerobieni i połączeni w jedną całość, pod nowym tytułem.

Powieść przepełniona jest emocjami i uczuciami, ale najczęściej tymi negatywnymi. Jeśli mowa jest o przyjaźni i braterskiej miłości, jaka pojawiała się pomiędzy Arnauem i jego przybranym bratem Joana, początkowo szczerej i niewinnej, z czasem nasiąka zazdrością i zawiścią. Miłość między kobietą i mężczyzną zostaje zbrukana już na pierwszych stronach powieści, gdy możny pan dochodzi swoich bezwzględnych praw podczas nocy poślubnej Bernata i Franceski, rodziców Arnaua. Potem szczęście naszego bohatera burzy Aledis, kobieta namiętna i samolubna. Poza pożądaniem silnego, przystojnego tragarza nie jest w stanie żywić innych uczuć, niszcząc w ten sposób jego małżeństwo z Marią. Falcones kreuje kobiece postacie jako wyrachowane, żądne femme fatale. Oprócz Aledis, Arnau na swojej drodze spotyka jeszcze dwie inne okrutne kobiety,  drugą żonę swojego wuja, i wychowanicę króla, z którą został wyswatany. Są to kobiety bezwzględne, okrutne i diabelnie inteligentne w zadawaniu cierpienia. W świecie opisywanym przez Ildefonso Falcones jedynie Maria i Mar, pierwsza żona i wychowanka, ratują cały kobiecy rodzaj przed potępieniem. Są dobre, wrażliwe i kochające, choć w przypadku Marii niezbyt inteligentne. Przez kilka lat małżeństwa, mając widoczne i namacalne dowody,  nie zorientowała się że jest zdradzaną. Mężczyźni według pisarza są znacznie bardziej szlachetni, chociaż i wśród nich znajdują się szumowiny najgorszego rodzaju. Siła fizyczna przegrywa jednak z duchową. Są słabi i podatni na manipulacje płci pięknej. Nawet uczeni mnisi nie są odporni na ich sugestie i knowania.

Kolejne wydarzenia rozgrywają się głównie w Barcelonie, ale autor przenosi nas także do Girony, Perpignan, miasta które dziś znajduje się na terytorium Francji, oraz innych lokacji. Pracując na książką przeszło pięć lat, Ildefonso miał świetną okazję do tego by opisując te malownicze, średniowieczne miasta, nieskażone jeszcze współczesną brzydotą, popisać się kunsztem pisarskim. Niestety czegoś brakuje w opisach, są one płaskie i zdawkowe. Równie dobrze akcja powieści mogłaby być umiejscowiona w dowolnym innym kawałku świata. Jedynie tytułowej katedrze Falcones poświęca więcej uwagi, ale również nie wzbudza w czytelniku zachwytu, jaki wywołuje widok świątyni na żywo. Plusem jest natomiast dosyć dokładny opis obyczajów średniowiecznej Katalonii, feudalnego koszmaru, w którym życie prostych ludzi nic nie znaczyło dla możnych, i spora dawka historii.

Katedra w Barcelonie być może faktycznie jest największym hiszpańskim bestselerem. Jest nim również w Polsce, ale jest to sztucznie wykreowana popularność. Jakże można się oprzeć książce, której okładka krzyczy do nas iż właśnie trzymamy w ręce wielki hit? Jest to powieść najzupełniej przeciętna. W natłoku nieszczęść i zwrotów akcji, kolejnych bitew i wojen, gubi się nawet to co w książce jest najciekawsze, czyli wątki historyczno-obyczajowe. Czasu spędzonego z Katedrą… nie można uznać za stracony, ale jeśli ktoś jeszcze nie zmierzył się z prozą Hiszpana, może sobie tę przyjemność podarować.


(Visited 356 times, 1 visits today)