Philip K. Dick, Ray Nelson

Inwazja z Ganimedesa

Inwazja z Ganimedesa jest pastiszem, i zdecydowanie nie powinno się jej traktować na serio. W przeciwnym razie ta błyskotliwa powieść staje się bełkotliwym stekiem bzdur, a zdecydowanie na to nie zasługuje.

Akcja powieści rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to napisano Inwazję z Ganimedesa, i dzisiaj. Bardzo to futurystyczna wizja, w której mamy latające samochody, jonoloty, ludzie narzekają nie na spaliny, a smród ozonu, jaki owe maszyny pozostawiają. Nie ma już w zasadzie odrębnych państwa. Jest jedna Ziemia, podbita i skolonizowana przez kosmiczne robaki, posiadające silne zdolności psi, i w właściwie nic więcej. Najeźdźcy okazują się być niemożebnie głupi, i tylko cud, umożliwił im wcześniejsze podboje. Aneksja Ziemi udała im się, ponieważ  jej mieszkańcy okazali się być zbyt leniwi by się postawić. Jest jednak garstka ludzi, w większości Negrów, którym przewodzi charyzmatyczny Percy X,  kryjących  się w jednej ze zbuntowanych parceli, jednym z dawnych stanów, i przygotowujących do walki z kosmitami.

Owe kosmiczne robaki, są nimi w rzeczywistości. Nie mają rąk ani nóg, przemieszają się, jedzą, rządzą, i właściwie też żyją tylko dzięki wasalom, przedstawicielom wcześniej podbitych cywilizacji. Posiadają na tyle potężne zdolności psi, że mogą łączyć się w jedną, zbiorową świadomość, nawet na bardzo duże odległości. Jest To bardzo czytelna aluzja do wszelkiego rodzaju władz, rządów jako takich, partii. Cały sztab ludzi, stojących za politykiem, i pracujących nad jego wizerunkiem. Bufonada, i przewaga własnych, chorych ambicji nad tym co powinno stanowić dla polityka priorytet. Wystarczy też, że jedna z części składowych tej zbiorowej świadomości wyłamie się, i jest w stanie zniszczyć całość. Takich postaci nie brakuje tez po stronie ludzkiej. Taki na przykład Gus Swenesgard, samozwańczy król świata,  jest jak wierny obraz Donalda Trumpa.

Dużo w Inwazji znajdziemy też filozofowania. Nie tak podniosłego, jak w innych powieściach  Philipa Dicka, ale pomiędzy rozważaniami o tym dokąd zmierza ludzkość, znajdziemy też coś bardziej oryginalnego. Czy dążenie do unifikacji i zatarcia różnic między płciami nie zabija w nas człowieczeństwa? Jak łatwo pomylić żywego człowieka z maszyną ? Czy pogoń za lekarstwem na ból egzystencjalny, również nie odczłowiecza nas, prowadząc niemal do śmierci fizycznej? Czym jest świadomość? Bardzo zaskakuje też wizjonerskość Dicka, który pisze o gender, i o wielu innych aspektach dzisiejszego świata, o których pięćdziesiąt lat temu nie mógł mieć przecież pojęcia.

Jak czytamy we wstępie do polskiego wydania, powieść została napisana niedługo po tym, jak Ray Nelson, współautor, po raz pierwszy dał Philipowi Dickowi LSD. Jaki poza tym był jego udział w powstaniu powieści,  trudno określić. To że Inwazja z Ganimedesa była pisana na haju, da się wyczytać już w pierwszym rozdziale. Im bliżej ostatniej strony, tym większe popisy daje wyobraźnia pisarza, podrasowana środkami odurzającymi. Scena walki Negrów, a zasadzie wytworów ich wyobraźni, z armią Gusa Swenesgarda, przypomina tę znaną z „Lew, czarownica i stara szafa”, albo bitwę o Śródziemie Tolkiena. Różnica polega na tym, że jest bardzo, ale to bardzo psychodeliczna.

Inwazja z Ganimedesa jest wściekle Dickowska, wręcz prze Dickowska, w każdym zdaniu, słowie, a nawet w przecinkach i kropkach. Nic w tym dziwnego. To właśnie ta powieść dała początek głównemu nurtowi twórczości tego wyjątkowego pisarza.  U Dicka zawsze czegoś nie ma na początku, i coś pozostaje na końcu. To typowy dla niego sposób  opowiadania, czyli wyrwanie z niekończącego się strumienia historii, tylko jej drobnego kawałka. Tak też Inwazja nie ma wyraźnego początku ani końca.

Powieść ma pewne słabsze momenty. Głównie jako brak konsekwencji w kreowaniu świata. Ot na przykład transport publiczny został zdominowany przez inteligentne pojazdy, które same na siebie zarabiają, ale już na przykład śmieciarki są tradycyjne, prowadzone przez ludzi. Hotele również mają sztuczną inteligencję, i nie pozwalają uciec gościom bez płacenia za pobyt. Natomiast więzienia są pełne strażników i kodów zabezpieczających drzwi do cel. Nie warto jednak zaprzątać sobie nimi głowy. Inwazja z Ganimedesa jest genialna w swoim przerysowaniu. Zdecydowanie must read.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 66 times, 1 visits today)