Jung Chang

Dzikie łabędzie. Trzy córki chin

Chiny. Państwo Środka. Odkąd dobiegła końca „rewolucja kulturalna”, i nastąpiła liberalizacja życia w Chinach, jak i od premiery Dzikich łabędzi, minęło całe pokolenie. Dziś możemy bez większych problemów jechać do tego największego azjatyckiego kraju, zwiedzać, mieszkać tam, a nawet rozkręcić własny biznes. Ile jednak wiemy o ojczyźnie Konfucjusza? Ile prawdy pozwalają nam poznać władze, wciąż pozostające komunistycznymi? Czytając wspomnienia Jung Chang i jej krewnych, przekonujemy się że wciąż jest tego niewiele.

Samo pojęcie „rewolucji kulturalnej”, obecne w świadomości wielu mieszkańców zachodniego świata, bardzo odbiega od tego, czym naprawdę była ta straszliwa dekada. Machina terroru, która bardzo szybko wymknęła się Mao spod kontroli, i poprzedzające ją kampanie przeciwko wrogom klasowym, odmieniły Chiny, pozostawiając je bardziej zniszczonymi niż japońska okupacja i wojna domowa, odmieniając je całkowicie. Choć Jung Cheng opisuje blisko sto lat historii swojej rodziny i kraju, to właśnie ten najciemniejszy i najsmutniejszy okres drugiej połowy lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, stanowi trzon tej opowieści.

Autorka, córka aktywnych komunistów, we wczesnej młodości będąca również aktywną i szczerze wierzącą w rewolucyjne ideały komunistką, szczegółowo opisuje aparat totalitarnej władzy, i sposób w jaki ludzie będący więźniami ideologii, postrzegają rzeczywistość. Właśnie to podwójne spojrzenie na partię i jej działania, najpierw efekt indoktrynacji, potem pozbawione złudzeń, pełne zwątpienia i żalu, sprawiło że jej świadectwo jest dosyć obiektywne, prawie neutralne. Pisząc o swoich rodzicach, aż do przesady uczciwym, prostolinijnym ojcu, silnej, odważnej i zdecydowanie trzeźwiej podchodzącej do ówczesnych realiów matce, oraz im podobnym, pokazała także inną twarz komunizmu. Być może, w jakimś lepszym świecie, gdzie do partii należeliby tylko ludzie ich pokroju, komunizm mógłby stać się, w cale nie taką złą, alternatywą dla kapitalizmu.

Pisarka, z pewnością nieświadomie, przedstawia swoich rodaków, i siebie samą, jak naród skrajnie wyczerpany psychicznie i nerwowo. Przygnieciony strachem, bólem, otumaniony wszechobecnym chaosem, zniszczeniem i trwającą od wieków zależnością, a przez to popadający ze skrajności w skrajność. Postawa Wang Yu, czyli ojca, który za wszelką cenę chciał być czystym, nieskazitelnym i sprawiedliwym komunistą, czy też postrzeganie przez nią samą zachodniej cywilizacji, jako pozbawionej kast, nierówności społecznych, sprawiedliwej i pełnej wolności, utwierdza czytelnika w przekonaniu że Chińczykom obiektywizm przychodzi jednak z trudem. Efekt wiecznego zniewolenia, zarówno fizycznego jak i umysłowego. Chang trochę też usprawiedliwia Chińczyków, słusznie twierdząc, że w stanie ducha, w jakim znajdowała się większość z nich, nie mogli postępować inaczej.

Dzikie łabędzie Trzy córki Chin to arcyciekawa książka. Biografia rodziny, narodu i epoki. Porywa swoim literackim i historycznym rozmachem. Wciąga i fascynuje także socjologicznie. Wiele się z niej dowiemy, jak chociażby fakt że uznawanie armii Kuomintangu za podległą partii i Mao, jest błędem.  Z racji zawartego w książce ogromu zła i niesprawiedliwości, jest też lekturą bardzo bolesną i ciężką do udźwignięcia dla nadwrażliwego czytelnika. Pozostawia nas też z pewnym niepokojem i pytaniem, na które, miejmy nadzieję, nigdy nie poznamy odpowiedzi. Przyglądając się dwudziestowiecznej historii Chin, da się zauważyć przeplatające się okresy szczęścia, dobrobytu i względnej wolności, z terrorem i masakrą. Obecna sytuacja w kraju, bardzo liberalna i kapitalistyczna wersja komunizmu, trwa już dosyć długo, ale jaką mamy gwarancję że któremuś z kontynuatorów działalności Mao, nie przyjdzie do głowy wprowadzanie w życie kolejnych chorych ideologii?

Znak Litera Nova, 2017

  • przekonałes mnie do zakupu 🙂
    Strasznie lubię takie sagi z historia w tle

    • Cieszę się. Naprawdę dobrze napisana biografia. Kawał mało znanej historii.