Anna Zonová

Kara i nagroda

Niewielka górska wioska, z której wypędzono jej wcześniejszych mieszkańców, czeskich Niemców, staje się sceną dla niełatwych żywotów ludzi tam pozostałych i przesiedlonych. Jest też początkiem całej serii błędów i wypaczeń, na które odgórnie, administracyjną decyzją, skazuje się całe społeczności. Trafiają tu ludzie z całkowicie odmiennych środowisk i kultur. Rusińska rodzina oraz wdowa po komunistycznym dysydencie, wraz z dziećmi. Ich losy śledzimy przez kolejne kilka dekad.

Pierwsze wrażenie, dość ulotne jeszcze, jakie pojawia się podczas lektury kilku początkowych stron, to przekonanie o tym, że właśnie trzymamy w rękach świetną, dramatyczną powieść o nieprzewidywalności losu i bezwzględności historii. Znajdziemy tu wszelkie składniki takiego dzieła. Małą, zamkniętą społeczność, w której muszą odnaleźć się przesiedleńcy. Przyjaźnie, które w innych czasach i warunkach nie mogłyby się zawiązać. Cały wachlarz barwnych, interesujących osobowości, pracownic fabryki i sąsiadów głównych bohaterów, oraz wydarzeń, w których biorą udział, mniej lub bardziej mimowolnie, które tylko w takim miejscu urastają do miana sensacji. Najbardziej zwraca uwagę czytelnika nowa sytuacja ekonomiczna, w której znalazła się Lise, której głos w tej narracji jest najmocniejszy. Trochę jak u Pasternaka, gdzie rewolucja targała bohaterami Doktora Żywago od bogactwa do biedy, po drodze zjadając liczne swoje dzieci.

Anna Zonová opowiada tę historię głosami kilkorga głównych bohaterów. Miało to zapewne dodać dramatyzmu i uwypuklić różnice między bohaterami. Podkreślić dzielącą ich przepaść, ale także ukazać zakłamanie i obłudę, jakimi kierowali się Lise z mężem i wielu im podobnych, oraz wiarę w tworzony przez nich system, niemalejącą wraz z upływem lat i krzywdami, jakie im także przyniósł. Tyle że wszystko to rozpada się i gubi gdzieś pomiędzy kolejnymi rozdziałami i zmianą narratora. To poszatkowanie narracji i chronologii, sprawia, że niełatwo się wczytać w Karę i nagrodę. Czytelnik gubi się w tym, kto teraz opowiada i w jakim czasie aktualnie się znajdujemy. Gdy głos ma dorosła już Tereza, pojawiają się fragmenty nazbyt osobiste, momentami wręcz odrzucające, dotyczące intymnych relacji kobiety z jej kochankiem, opowieść ta, wraz z uprzedmiotowieniem ciał obojga, odbiega aż nazbyt daleko od pierwotnego zamysłu. Dramat Jozefa, jej brata, który pozostał we wsi i gnije w marazmie podlewanym alkoholem, dzięki tym właśnie zabiegom konstrukcyjnym, również nie porusza.

Pozostali bohaterowie, którzy wraz z początkiem powieści, wypełniali sobą tło, dodając prozie Zonovej koloru, życia, werwy, z czasem przepadają bez śladu. Narracja staje się bezbarwna, i tylko monologi Lise, wieczne utyskiwania na wszystkich i wszystko, wyróżniają się dzięki żywej niechęci, wręcz złości, jaką bohaterka budzi w czytelniku. Kończąc lekturę powieści Kara i nagroda, pozostajemy z uczuciem niewykorzystania potencjału tej historii. To, co nam przedstawiono, nie było prawdziwe, bohaterowie zaś są zbyt jednowymiarowi. Autorka przyjęła za dużą perspektywę, w konsekwencji traktując ważne tematy i wątki po łebkach, bez spojrzenia w głąb tej przepastnej toni, jaką są skomplikowane, trudne dzieje dwudziestowiecznej Europy.

Amaltea, 2021

(Visited 160 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.