Jak to widzą inni

Kazuki Sakuraba „Czerwone dziewczyny”

„Czerwone dziewczyny” – powieść bardzo kobieca i delikatna, mimo wątków buntowniczych i brutalnych. O dziwo, o takiej kobiecej literaturze pisze więcej mężczyzn niż kobiet. Sam jestem jednym z nich. Niemal wszyscy zgadzają się co do jednego: najciekawsza jest część pierwsza, opowiadająca o wieszczce Manyo i czasach gdy legendy jeszcze żyły wśród nas.

1.Krytycznym okiem

Autor recenzji obchodzi się z powieścią japońskiej pisarki dość surowo. Ma rację, pisząc że najciekawsza, najlepiej napisana jest część pierwsza, pretensjonalna druga,  i nudna trzecia. Obce są mu jednak pewne rodzaje wrażliwości, typowej dla Japończyków, wynikające z bardzo różnej od naszej kultury i warunków życia, które można odnaleźć w całej powieści.  Sporą przesadą jest jednak stwierdzenie, że „Czerwone dziewczyny” to powieść o mężczyznach… To tak jak gdyby powiedzieć że „Mercedes-benz” Pawła Huelle jest powieścią o samochodach. Opinii z którymi nie mogę się zgodzić jest tu więcej. Zobaczcie sami.

2.Głos kultury

Odrobinę zbyt pochlebny tekst, ale wypunktowujący wszystko co w „Czerwonych dziewczynach” znajdziemy, i do tego bardzo dobrze napisany. Ot, tak dla równowagi z poprzednim. Czytajcie tutaj.

3.Na ekranie

Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów czyta się chwilami świetnie, a czasem dużo gorzej. Nie każda rodzinna historia okaże się równie fascynująca, a i całość może być za długa i zbyt monotonna. To saga rodzinna zdecydowanie dla miłośników poważniejszej lektury, która może nie doprowadzi do łez, ale też i szczególnie nie rozweseli.”

Pozwoliłem sobie zacytować sam koniec recenzji. To trochę złośliwe, ale serdecznie się ubawiłem. Nie tylko zresztą tym fragmentem. Czytając recenzję Karoliny, odnosi się wrażenie że nie przeczytała książki, a na pewno nie do końca. Pisze o tym że „Czerwone dziewczyny” zdobyły w Japonii nagrodę w kategorii kryminału, wspominając dalej że to nie jest typowy kryminał. Powieść Sakuraby w ogóle nie jest kryminałem. Wątek śledztwa nad potencjalnym morderstwem, które okazuje się nim nie być, jest tak mało istotny dla fabuły, że nie warto się na nim aż tak bardzo skupiać. Autorka recenzji uważa również że to nie jest powieść o mandze, bo nie otrzymujemy zapisu krok po kroku jak powstaje japoński komiks. To nie kolejny podręcznik rysowania mangi, tylko literatura, a mangi jest w niej bardzo dużo, w postaciach, w scenach, w samej części drugiej. Piszę o tym  u siebie, a całą recenzję Karoliny znajdziecie tutaj.

4.Nowalijki

Spojrzenie i refleksje  na temat  „Czerwonych dziewczyn” najbliższe tym, jakie japońska powieść wywołała we mnie. Jako jeden z nielicznych autor dopatrzył się w prozie Sakuraby podobieństw do Marqueza. Podobnie jak dwoje poprzedników, Krytycznym okiem i Głos kultury, autor zwraca uwagę na nierówność powieści. Recenzja tutaj.

 

  • Jak widać, każdy ma własne spojrzenie na tę książkę 🙂 Ja jeszcze jej nie czytałam, bo jakoś nie czuję się zbyt zafascynowana kulturą japońską i tamtejszą literaturą, więc nie mam się jak wypowiedzieć.