Tom Hanks

Kolekcja nietypowych zdarzeń

Przysłowie mówi, że jak ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego. Jak w każdym przysłowiu, i w tym jest sporo prawdy. Gdy weźmiemy pod lupę tom opowiadań napisanych przez Toma Hanksa, okaże się że to przysłowie, czy też powiedzonko, staje się jeszcze bardziej prawdziwe.

Tom Hanks jest znakomitym aktorem. To że ma talent, i zna się na swoim fachu jak mało kto, udowadniał wielokrotnie. Jest przy tym niezwykle ciepłym i sympatycznym człowiekiem, a przynajmniej taki jest jego wizerunek w mediach. Osiągnął już ten status, który oferuje dobrą sprzedaż wszystkiego co firmowane jest jego nazwiskiem. Tak też się stało z Kolekcją nietypowych zdarzeń. Hanks napisał te utwory, bo to nie tylko opowiadania, ale też mini sztuka, zapewne w dobrej wierze, ale jego amerykański wydawca, a potem każdy kolejny, zrobili Tomowi niedźwiedzią przysługę.  Wydali książkę, która się dobrze sprzedaje, ale źle się czyta.

Należy zaznaczyć że Tom Hanks nie jest pozbawiony talentu pisarskiego. W końcu lata obcowania z setkami scenariuszy, być może także z beletrystyką, dały mu jakieś podłoże do tego by napisać coś swojego. Jest to jednak talent na poziomie nastolatka, który rozemocjonowany i pełen nadziei przyniósł na pierwsze spotkanie kółka literackiego, to co do tej pory skrzętnie skrywał w szufladzie biurka.

Opowiadania Hanksa w większości wydają się być niedokończone.  Niemal każde zawiera jakiś pomysł, albo zalążek pomysłu, ale Hanks zapomniał o nim, albo nie wiedział jak go rozwinąć. Rozmywają się one w potoku słów i nic nie znaczących wydarzeń. Niektórym utworom, na przykład „Zatrzymajcie się u nas”, brakuje nawet tego ziarenka.

Kolekcji nietypowych zdarzeń, znajdziemy też i kilka perełek. Bardzo dobre opowiadanie „Przeszłość jest dla nas ważna” czy dość zabawne „Alan Bean i czwórka”.  Wyraźne w nich jest inspirowanie się wielkimi amerykańskimi pisarzami. W „Alan Bean i czwórka” i wielu innych tekstach z tego tomu, czuć ducha Kurta Vonneguta, choć bez jego błyskotliwości, trafności i uniwersalności, a także Margaret Atwood.  W „Notach o autorach” natomiast przebija odrobinę Truman Capote. Jest ich jednak zbyt mało, tych pereł, by ten połów uznać za udany, i wybierać się w następną podróż łodzią o nazwie „proza Toma Hanksa”.

Dla Toma Hanksa, jak i dla nas, czytelników, będzie lepiej, jeśli Forrest Gump skupi się na aktorstwie, reżyserii, ale już nie na pisaniu scenariuszy. Próbka jego umiejętności w tej materii, w postaci wspomnianego już utworu „Zatrzymajcie się u nas”, pokazuje że lepiej radzi sobie z czytaniem i interpretacją tekstów dramatycznych, niż ich pisaniem. Jeśli jednak Tom wciąż będzie pisać, co oczywiście wolno mu robić, prośbę swą kieruję do wydawców. Nie róbcie krzywdy najsłynniejszemu właścicielowi Fiata 126p, albo podeślijcie mu najlepszego redaktora, jakiego macie.

Wydawnictwo Wielka litera, 2017

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:

  • Zdecydowanie pozostanę przy filmowej wersji Toma Hanksa:) Zupełnie mnie do tej książki nie ciągnie.