Daniel Kraus, Guillermo Del Toro

Kształt wody

Proza z nurtu fantasy, lub tylko bazująca na elementach literatury fantasy, bardzo rzadko niesie ze sobą coś więcej poza fajerwerkami niezwykłości, które też w zderzeniu z rzeczywistością wypadają najczęściej kuriozalnie i śmiesznie. Zdecydowanie nie można tego powiedzieć o Kształcie wody.

Opowieść o niezwykłym uczuciu, jakie połączyło niemą Elise Esposito i mitycznego człowieka płaza, bardzo misternie skonstruowana, przez dbałość o szczegóły jest dość wiarygodna. Ciekawa, obfitująca w zwroty akcji, nie porywa jednak aż tak, jak poboczne wątki. W zasadzie jest tylko przykrywką dla rozważań nad człowieczeństwem, nad tym gdzie kończy się człowiek, a zaczyna zwierzę lub domowy przedmiot użytkowy.  Jest to także opowieść o tym, jak trudno jest być człowiekiem,  jak słabym gatunkiem jesteśmy, oraz o wykluczeniach. Strickland, który w wyniku traumatycznych przeżyć w Korei i Amazonii popada w obłęd i ulega stopniowemu odczłowieczeniu. Groźnie wyglądający prehistoryczny stwór, im dłużej przebywa w towarzystwie Elisy, staje się coraz bardziej ludzki.

Esposito, żona Striclanda, Giles, Zelda i inni, są w jakiś sposób wykluczeni ze społeczeństwa, choć każde z innych powodów. Robert Hoffstetler dokonuje na sobie samo wykluczenia, nie chcąc więcej nikogo krzywdzić. Pozostali, z powodów swoich ułomności, orientacji, rasy czy roli społecznej, którą jest się zmuszonym pełnić, trafiają na społeczny margines. Odmawia im się pełni człowieczeństwa. Są narzędziami we wciąż bardzo męskim świecie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Są to jednak bardzo silne osobowości. W ostateczności dowodzą swojej wartości i niezwykłości, gdyż mierzą się z czymś, co znacznie przerasta ich możliwości, oczywiście z punktu widzenia miejsca zajmowanego w hierarchii.

Autorom książki należą się wielkie brawa za styl, w jakim Kształt wody został napisany. Jest to powieść pełna szalenie plastycznych opisów, zasługa z pewnością Guillermo Del Toro, dzięki którym, czyta się ją z lekkością, z jaką unosimy się zażywając kąpieli w Morzu Martwym. Nie ma najmniejszego problemu z wyobrażeniem sobie scen i wydarzeń, które śledzimy. Ba, można niemal wejść w ten świat, i poczuć na własnej skórze ściany wody spadające z nieba w finałowej scenie. Nie mniejszą zasługę ma w tym sama fabuła. Niezbyt skomplikowana, ale też niepozwalająca nudzić się czytelnikowi. Przypomina sinusoidę. Kondycja bohaterów to spada poniżej zera, to wznosi się znów bardzo wysoko. Jeden, jedyny zarzut wobec niej, to pewien szczegół dotyczący fizjonomii głównej bohaterki, który bardzo szybko zdradza jak mniej więcej skończy się książka.

Kształt wody nie przytłacza czytelnika głębią przesłania. Nie jest manifestem, ani literackim odpowiednikiem protest songu. Może nie zmusi czytelnika do długotrwałych refleksji, przebudowy systemu wartości i duchowej przemiany. Pozwala jednak na identyfikację z bohaterami, na wspólne przeżywanie ich radości i cierpień, a to jest dużo bardziej wartościowe, i w dłuższej perspektywie daje mniej spektakularny, ale trwalszy efekt, niż największe traktaty filozoficzne. Kształt wody to jedna z lepszych powieści fantasy, jakie ukazały się na naszym rynku wydawniczym w przeciągu ostatnich kilku lat.

Wydawnictwo Zysk i Spółka, 2018

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 87 times, 1 visits today)