Kultura, rasizm i cenzura

Zabójstwo George’a Floyda to rzecz karygodna, zła i nie powinna była mieć miejsca. Wywołała słuszne oburzenie, nie tylko w U.S.A., ale niemal na całym świecie. Spowodowało falę protestów i działań, które miały zasygnalizować brak zgody na tolerowanie rasizmu. I to jest dobre. Protesty te przyniosły też niestety dużo zła.  Nie chodzi tylko o zamieszki, spalone samochody, zdemolowane sklepy i domy. Złe rzeczy w związku ze śmiercią Floyda dzieją się także w kulturze.

Jednym z bezpośrednich skutków tych działań, mających wpływ na kulturę, było usunięcie filmu Przeminęło z wiatrem przez HBO Max ze swojej oferty. Jednego z arcydzieł amerykańskiej kinematografii dwudziestego wieku. Kanał tłumaczył swoją decyzję tym, że film zawierał rasistowskie uprzedzenia. W stu procentach racja. Cóż innego mógł zawierać film opowiadający o dziewiętnastowiecznych Stanach Zjednoczonych i wojnie secesyjnej, która toczyła się między zwolennikami starego porządku a przeciwnikami niewolnictwa? W dodatku nakręcony na podstawie powieści napisanej przez kobietę urodzoną i wychowaną na południu, w czasach gdy ów stary porządek wciąż dominował.

Podobne ruchy można zauważyć także na naszym podwórku. Głosy mówiące o usunięciu z listy lektur W pustyni i w puszczy czy Przygód Tomka Sawyera. Obie książki znalazły się na cenzurowanym, dlatego że pojawiają się w nich bohaterowie innego niż biały koloru skóry i są w relacji sługa-pan w stosunku do białych bohaterów. I tak właśnie było w Afryce końca dziewiętnastego wieku oraz nad Missisipi, mniej więcej w tym samym czasie.

Co dalej? Co trafi do nowego Index Librorum Prohibitorum, tworzony w większości przez osoby walczące z kościołem, twórcą pierwszego indeksu? Może Wybór Zofii, za opowiadanie o Holokauście, dramacie głównej bohaterki i uzależnieniu od toksycznego mężczyzny? Północ Południe, z tych samych powodów co powieść Margaret Mitchell, ale też dla tego, że pokazuje tę gorszą twarz abolicjonizmu? Może nowela Szczypiorskiego pod tytułem Msza za miasto Arras, opowiadająca o pogromach Żydów i czarownic w piętnastym wieku? Może genialna powieść Silva Rerum, w której w drugim tomie również pojawiają się wzmianki o prześladowaniu żydowskich mieszkańców Wilna, których obciążono winą za rozprzestrzenienie się zarazy? Usuńmy też ze sfery publicznej Skrzypka na dachu, bo jest antysemicki. I co dalej? Będziemy urządzać rytualne ogniska, w których z namaszczeniem spalimy owe szerzące nienawiść wytwory chorych ludzkich umysłów? I będą to robić ci, których szokowało palenie przez księdza egzemplarzy Harrego Pottera.

W tych książkach nie ma nawoływania do rasizmu czy prześladowania odmienności. Poprzez literacką fikcje opowiadają o tym, jak było. Tę listę można spisywać bez końca. Tymczasem są inne utwory, literackie i filmowe, które wręcz wyśmiewają odmienność czy mniejszości i promują niewłaściwe zachowania. Na przykład popularny, uwielbiany przez wielu serial komediowy Will & Grace w bardzo stereotypowy i ośmieszający sposób przedstawia osoby homoseksualne. Podobnie rzecz się ma w serialu Alo! Alo!, w którym na dodatek, oczywiście tylko z przymrużeniem oka, nie na serio, poddaje się ocenie kobiety pod względem ich urody i seksualności. Powieści Blanki Lipińskiej czy E.L. James, choć opowiadają o uprzedmiotawianiu kobiet i zniewoleniu ich przez mężczyzn, nie znikają z bibliotek, a kilka lat temu doczekały się nawet osobnego działu w Empiku. A co z literaturą faktu? Ta w sposób bezpośredni, opowiada i o nienawiści wobec inności i dużo gorszych rzeczach. Czy zatem powinniśmy zabronić pisania i rozpowszechniania reportaży?

Czy zachowanie Scarlett Ohara i innych bohaterów Przeminęło z wiatrem,  objęcie przywództwa przez Stasia w tym czteroosobowym, a licząc słonia Kinga, pięcioosobowym plemieniu, albo ogół nieprzyjemności, który zmusił Huckelberrego Finna do ucieczki z St. Petersburga położonego nad Missisipi są złe? Oczywiście, że tak. Czy jednak usuwanie tych utworów z serwisów streamingowych i kanonów lektur, sprawi, że to zło się odstanie? Nie. Co gorsza, takie ukrywanie tych dzieł może spowodować, że kolejne roczniki, a potem może i pokolenia, nie będą miały pojęcia o tym, co się faktycznie działo. Niewiedza prowadzi do popełniania błędów, także powtarzania tych, już kiedyś popełnionych przez innych.

Co z wolnością słowa i wypowiedzi, co z wolną wolą? Jeśli ktoś chce pisać o przygodach dzieci w świecie, w którym biali dominują nad kolorowymi, a ktoś chce o tym czytać, niech będzie im wolno. Niech te owoce kultury pozostaną w kanonach, w kinach i telewizji. Jedyne co trzeba zmienić to podejście do nich. Omawiając daną lekturę, trzeba zwracać uwagę na fakt, iż te konkretne relacje społeczne, zachowania, sposób myślenia nie są właściwe. Tylko tu pojawia się pewien zasadniczy problem. Pracując w ten sposób, zwłaszcza z młodzieżą, łatwo można przesadzić, wmówić komuś, że jego sposób postrzegania świata jest zły, a więc on sam jest kimś gorszym od tych, którzy postrzegają go inaczej, właściwiej. Czyż tak się właśnie nie dzieje? I czy to też nie jest rasizm, dyskryminacja?

Traktowanie kogoś gorzej ze względu na jego płeć, pochodzenie, rasę, kolor skóry, religię czy orientację seksualną jest niedopuszczalne. Jednak równie złe jest traktowanie kogoś lepiej z tych samych powodów. Jeśli chodzi o polityczną poprawność, przeciwdziałanie dyskryminacji i rasizmowi, już dawno temu osiągnęliśmy poziom absurdu, i nie ustajemy w dążeniach, by go ciągle podwyższać.

Dziś, co prawda jeszcze nie u nas, tylko na zachodzie, mając odpowiednie wykształcenie i zawodowe doświadczenie, można nie otrzymać zatrudnienia, gdyż firma musi mieć odpowiednią ilość pracowników wśród mniejszości. A pech chciał, że razem z tobą o stanowisko ubiegała się czarnoskóra kobieta, o zupełnie innym profilu zawodowym. Nie powinienem też w żaden sposób podkreślać rasowych różnic, w ogóle zapomnieć o czymś takim jak rasy.

W codziennych kontaktach z taką nowo zatrudnioną koleżanką, w rozmowie przy kawie czy załatwianiu spraw zawodowych, do niczego nie będzie nam to potrzebne. Jak jednak, pisząc jakiś tekst, czy opowiadając komuś historię, oddać wszystkie szczegóły, tak by czytelnik czy słuchacz miał pełen i dokładny obraz, nie wspominając o tym, że ktoś miał skośne oczy, albo suknia pięknie podkreślała brązową skórę bohaterki. Gdyby we wszystkich informacjach prasowych o śmierci George’a Floyda usunięto słowa „czarnoskóry” czy „black American”, wzbudziłyby one takie zainteresowanie opinii publicznej? O podobnym zdarzeniu sprzed kilku lat, dziś już nikt nie wspomina, ale ono dotyczyło białego chłopaka, więc spoko.

Takie doszukiwanie się w każdym słowie negatywnych kontekstów, obawa o to, by nie zostać źle zrozumianym i odebranym jako rasista, homofob, antysemita mogą prowadzić do tego, że będziemy unikać takich ludzi, także, by przez nieuwagę nie sprawić im przykrości. Jednak w ten sposób wykluczamy kogoś, więc, tak czy siak, przypina się nam łątkę nietolerancyjnego. Jak więc sobie z tym poradzić? Zachowujmy zdrowy rozsądek i trzeźwość umysłu. Nie usuwajmy niczego znikąd, tylko uczmy się obiektywnego i krytycznego spojrzenia, a przede wszystkim samodzielnego myślenia. I bądźmy dobry ludźmi.

(Visited 377 times, 2 visits today)

2 osoby skomentowały “Kultura, rasizm i cenzura

  1. Zgadzam się całkowicie. Zbliżają się czasy nowej inkwizycji. Ostatnio natrafiłam na dwa kuriozalne przejawy neofickiej żarliwości. Pierwszym był wpis na blogu pewnego profesora muzyki z Hunter College, który starał się dowieść, że słuchamy od 200 lat Beethovena dlatego że był białym mężczyzną, a słowo „master” jest synonimem niewolniczej zależności. Drugi przykład, sprzed kilku dni: w Loyola University w Maryland podjęto decyzję o usunięciu nazwiska Flannery O’Connor ze ściany głównej sali uniwersytetu, bo „jej spojrzenie na sprawy rasowe jest bardzo zniuansowane.” Curiouser and curiouser.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.