Romain Gary

Latawce

Obcowanie z prozą Romain Gary to prawdziwa przyjemność. Latawce to wielka literatura z najwyższej półki. Powieść przez duże P. Powieść wręcz wzorcowa. Powieść w starym, dobrym stylu.

Historia miłości Ludo i Lili bardzo przypomina utwór innego wielkiego prozaika, Charlesa Dickensa. Podobnie jak w Wielkich nadziejach, głównym bohaterem jest młody chłopak pochodzący z ludu. Jako dziecko poznaje swoją rówieśniczkę, polską arystokratkę i z miejsca traci dla niej głowę. Dziewczyna traktuje go protekcjonalnie i wprowadza do swojej rodziny. Szalona ciotka i stara panna z Dickensa tutaj przybiera postać zmanierowanej, zepsutej matki, cierpiącej na wieczną migrenę i oderwanego od rzeczywistości ojca hazardzisty. Oboje jednak odgrywają minimalną rolę w powieści, będąc jedynie atrakcyjnym tłem dla wydarzeń. Chłopak staje się częścią tej dziwnej rodziny, pełniąc w niej rolę maskotki i ciekawostki, urozmaicającej arystokratom codzienność.

Sprawy jednak się komplikują. Lata trzydzieste XX wieku dobiegają końca. Świat pogrąża się w chaosie i szaleństwie. Zaczyna królować zbrodnia i przemoc na masową skalę. Podobieństwa między powieściami znikają. Wszystko się zmienia, łącznie z tym że uświadamiamy sobie, iż to nie Ludo jest głównym bohaterem Latawców. Chłopak jest mało wyrazisty. Nie wzbudza w czytelniku praktycznie żadnych uczuć. Może poza odrobiną politowania w związku z tym, jak pozwala się traktować przez Lilę. Jest typowym narratorem, który opowiada nam o głównym bohaterze. Nie jest nim także Lila, chociaż w jakimś stopniu jest jego personifikacją. Główną heroiną jest Francja, zmagająca się z koszmarem wojny i okupacji.

Romain Gary jest umiarkowanie krytyczny wobec niej, ale wyraźnie nie potrafi przejść do porządku dziennego nad tym, jak nowa ojczyzna potraktowała tę pierwszą, Polskę. Ubolewa nad tym, jak łatwo Francuzi poddali się okupantowi. Obrywa się także Brytyjczykom, Amerykanom, ogólnie aliantom, za opieszałość i brak reakcji, które mogły uchronić ludzkość przed kolejną straszliwą wojną. Francja w oczach pisarza jest upadłą kobietą, prostytutką, chociaż ona miała wybór, w przeciwieństwie do sprzedających swoje ciała kobiet.

Jak już wspomniałem, Lila uosabia Francję. Tę przegadaną, buńczuczną i zarozumiałą, jednocześnie słabą, na której nie można polegać w czarnej godzinie. Nie tylko ona. W pewnym momencie wszyscy bohaterowie, Francuzi, Polacy, przyłączają się do pokrzykiwania, dziarskiego wymachiwania szabelką. Prześcigają się w wyrażaniu opinii na temat bieżących wydarzeń, które sprowadzają się do stwierdzenia, że Hitler nie odważy się zaatakować albo że zaraz przegra w starciu z resztą Europy. Lepszą stronę ojczyzny widzimy natomiast w Pani Julii, burdelmamie, która chcąc ratować swoje życie, zmienia tożsamość. Nie pozostaje jednak obojętna na losy kraju i pod przykrywką aktywnie działa w ruchu oporu.

Jak głosili wielcy filozofowie, święty Augusty i święty Tomasz z Akwinu, zło nie może istnieć bez dobra. Jedno i drugie funkcjonuje obok siebie. Jedno z drugiego może wynikać. Zło i cierpienie mogą uczynić człowieka lepszym. Cierpienie przecież uszlachetnia. Ludzki gest może nas spotkać ze strony wroga. Natomiast ten, któremu bez wahania powierzylibyśmy klucz do domu, krzywdzi nas mocniej, bo niespodziewanie. I tylko od nas zależy którą z dróg wybierzemy i czy zdecydujemy się ją zmienić, gdy nadarzy się ku temu okazja. Tacy właśnie są bohaterowie Latawców. Niejednoznaczni, prawdziwi nawet w swoim przerysowaniu.

Mimo smutnych i poważnych wątków, Latawce nie są powieścią depresyjną. A to za sprawą oryginalnego, przesyconego wysmakowaną ironią, stylu Romain Gary, którego nie da się porównać z żadnym innym. Mistrzostwo w kreowaniu nietuzinkowych, barwnych postaci również sprawia, że Latawce czyta się z niesłabnącą przyjemnością. Powieść jest pełna zdumiewającej niekiedy lekkości i ciepła, do którego najlepiej pasuje określenie „przytulne”. W żaden sposób nie umniejsza to dramatyzmu opowiadanej historii, ani też nie przesłania ciekawych, trafnych i aktualnych także dziś spostrzeżeń dotyczących tolerancji i tego, że nieludzkie postawy, wbrew nazwie, są niestety bardzo ludzkie.

Tylko czym są te tytułowe Latawce? Zwykłą zabawką, tworzoną ku uciesze gawiedzi? Sposobem na przepracowanie traumy? Modlitwami wysyłanymi wprost do Pana w błękitnych niebiosach? Jedynymi punktami oparcia dla zagubionych, które z konieczności musiały przenieść się w przestworza? Niegroźnymi aktami dywersji? Może wszystkim po trochu, ale o tym każdy musi przekonać się sam.

Prószyński i S-ka, 2020

(Visited 778 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.