Tibuleac Tatiana

Lato, gdy mama miała zielone oczy

Trudno jest pisać o tak niezwykłej, pięknej książce, jak ta. Żadne słowa, jakich tu użyję, nie oddadzą w pełni uroku tej prozy, wszystkie będą zbyt wyblakłe i miałkie w porównaniu z nią. Coś jednak napisać muszę, bo taka powieść nie może przejść bez echa. Od czegoś trzeba zacząć tę recenzję, a więc najlepiej od początku, a ten wprawia czytającego w lekkie osłupienie. Bo przecież tak mówić o własnej matce nie wypada.

Powieść rozpoczyna monolog głównego bohatera i narratora. Obserwuje on z ukrycia swoją matkę, która przyszła odebrać go po zakończeniu roku szkolnego. Jego myśli i słowa, krążące wokół kobiety, która go urodziła, są paskudne. Brzydzi się jej fizycznością, a jeszcze bardziej słabym, niestabilnym wnętrzem. Wyraźny jest żal do matki, zżerający chłopaka od wielu lat. Życzy matce śmierci. Choć takie relacje dzieci z rodzicami w literaturze nie są rzadkością, u Tatiany trochę szokuje. Jednak nie przez to, z jaką niechęcią bohater odnosi się do rodzicielki, a przez kontrast między tym opisem kobiety i sposobem, w jaki zostaje on nam podany.

Tatiana Tibuleac pisze bowiem bardzo delikatnie. Kolejne zdania, choć niosące ciężki, emocjonalny ładunek, przepływają z lekkością strof wiersza. Poznajemy źródło niechęci chłopaka do matki, cały, złożony rodzinny dramat, składający się z wielu elementów, z których cześć autorka ukryła między wersami, tak byśmy mogli sami je odkryć. Śmierć dziecka, nieudane małżeństwo, emigracja, surowe, pozbawione czułości dzieciństwo, czy też ślepa uliczka życia, w której matka chłopaka utknęła, próbując odnaleźć siebie i sprostać wysokim oczekiwaniom, które sama sobie postawiła.

Kolejne wydarzenia z przeszłości bohaterów, jak też obserwowanie budzącej się między nimi zażyłości, sprawiają, że obraz tej dwójki, jaki zrodził się na początku książki, ulega przeobrażeniu. Aleksy i jego mama to dwójka mocno okaleczonych emocjonalnie rozbitków, spragnionych miłości i bliskości. Oboje też swoje uczucia ukrywają pod wieloma warstwami obojętności i nienawiści. Aleksy, u progu dojrzałości, jest przecież jeszcze dzieciakiem, wciąż potrzebującym matczynej miłości. Mama zaś, zbyt późno odkryła, jaka jest naprawdę. Jak to mówią, lepiej późno niż później. Przez to jest nam, czytelnikom, bardzo bliska, bo tak bardzo przypomina nas samych.

Opowiadając tę historię Tatiana Tibuleac dobitnie pokazuje, że nie ma dwóch takich samych uczuć, że nie da się ich skroić według jednego wzorca. Mocna, poruszająca powieść, która może stać się także narzędziem osobistej terapii. Autorka opisuje mechanizm obronny osoby głęboko skrzywdzonej. By nikt nie mógł nas znów skrzywdzić, często nawet nieświadomie zranić, odpychamy innych od siebie. Im bardziej na kimś nam zależy, tym dalej się odsuwamy. Jest to książka o miłości lekko zepsutej, ale wciąż nadającej się do tego, by nią kogoś obdarować. Proza, która zapada w pamięć na długo.

Książkowe Klimaty, 2021

(Visited 74 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.