George Saunders

Lincoln w Bardo

Jakiś czas temu w telewizji można było zobaczyć reklamę, w której grupka zaabsorbowanych ludzi stoi przed wieszakiem z ubraniami w galerii sztuki nowoczesnej. Dyskutują, podziwiają ową niecodzienną, oryginalną, nowoczesną instalację. Po chwili podchodzi do nich mężczyzna i zabiera z wieszaka kurtkę, wprowadzając znawców sztuki w zakłopotanie. Właśnie z tą reklamą kojarzy się Lincoln w Bardo Georga Saundersa.

Trudno powiedzieć czym właściwie jest Lincoln w Bardzo. Zdecydowanie nie jest wieszakiem na ubrania, ale też nie powieścią. Zbliża się do sztuki albo scenariusza filmowego, ale brakuje w nim istotnych dla takich tekstów, didaskaliów, wskazówek dla aktorów i reżyserów. Nie jest to też poemat, choć skojarzenia z Szekspirem i Dziadami nasuwają się same. Daleko jednak Saundersowi do Adama Mickiewicza. Dziady są niezwykle trudnym w odbiorze utworem literackim, ale też i pełnym znaczeń i treści. Szekspir natomiast czaruje zgrabnie wymyślonymi historiami, niesamowitym klimatem i urokiem. U obydwu autorów każde zapisane słowo i zdanie można odczytywać na wiele sposobów. W końcu nie przypadkowo utwory Mickiewicza i Szekspira są od lat analizowane na lekcjach literatury. Książka Saundersa, poza oryginalną formą, nie skrywa w sobie niczego więcej.

To właśnie ona, niezwykła konstrukcja, dodaje Lincolnowi w Bardo niezasłużonego splendoru, i łatwo można dać się nabrać, że jest to dobra, a nawet wybitna książka. Również wykorzystanie przez autora elementów buddyzmu, czyli Bardo, stanu pomiędzy życiem a śmiercią ma czynić książkę wyjątkową i niepowtarzalną. Tylko że w buddyzmie motyw Bardo jest znacznie bardziej rozbudowany, a jego wykorzystanie w połączeniu z zachodnią kulturą, nie jest oryginalne. Znajdziemy go, chociażby u Gaimana w Księdze cmentarnej, i to w dużo lepszym, pełniejszym wydaniu. Pozbawienie książki wszelkich opisów i ograniczenie się jedynie do wypowiedzi bohaterów, mogłoby być ciekawym literackim eksperymentem, gdyby były one czymś więcej, niż tylko popychaczami akcji.

Saunders wprowadził do swojej książki fragmenty stylizowane na wypowiedzi w gazetach, książkach i prywatnej korespondencji osób, które były świadkami wydarzeń tragicznego dla Lincolna i jego synka wieczoru. Jednak zamiast urozmaicenia lektury, tym samym utrudnia ją czytelnikowi, wprowadzając do i tak już sporego literackiego i kulturowego bałaganu, jeszcze większy chaos. Kolejne, wcale nie tak nowatorskie posunięcia pisarza, jak chociażby fonetyczny zapis wypowiedzi niektórych postaci, mówiących niegramatycznie i z błędami ortograficznymi, przyprawiają o zgrzytanie zębów.

Lincoln w Bardo i nagroda Bookera, jaką zdobył, są dowodem na to, że z literaturą i sztuką pisania źle się dzieje. To już nie jest tylko przeczucie czy niepokój, a stuprocentowa pewność. Dzisiaj istotne są dwie rzeczy. Oryginalny temat i forma. I oba te elementy wcale nie muszą występować jednocześnie. Niestety to samo tyczy się niemal każdej dziedziny sztuki, nawet tej użytkowej. Natchnieni projektanci odzieży tworzą ubrania, których nie da się nosić, a literaci piszą książki, których jedyną zaletą jest fakt, że można je przeczytać w kilka godzin.

Wydawnictwo Znak, 2018


(Visited 138 times, 1 visits today)