Dalia Grinkevičiūtė

Litwini nad Morzem Łaptiewów

Wspomnieniowa książka Dalii Grinkevičiūtė jest wyjątkowa z kilku powodów. Przede wszystkim wypełnia luki, białe karty w najnowszej, dwudziestowiecznej historii Europy. Naród Litewski, kiedyś tak nam bliski, w ubiegłym stuleciu, przez wszystkie trudne wydarzenia, jakich doświadczyliśmy, także, a może przede wszystkim, przez świadome działania radzieckich władz, bardzo się od nas oddalił, albo to my oddaliliśmy się od naszych wschodnich sąsiadów. Wiedza o tym, co działo się z Litwinami podczas drugiej wojny światowej i później, przez lata była niedostępna. A przecież łączą nas nie tylko przeszłe unie i dynastyczne koligacje, ale także katorga zsyłki, życie w nieludzkich warunkach i potworna niesprawiedliwość ze strony radzieckiego okupanta.

Litwini nad Morzem Łapietwów to chyba jedyna relacja z deportacji na Syberię, w której koszmarne realia poznajemy oczami dziecka. Dalia nie miał prawa przeżyć Syberii, głodówki oraz katorżniczej pracy. A jednak przetrwała by opowiedzieć potomnym o tym, co się wydarzyło. Jej wspomnienia wręcz paraliżują okrucieństwem strażników, przejawiającym się w braku jakiegokolwiek współczucia wobec zesłańców, bezdusznością aparatu władzy, który miażdżył ludzkie istnienie jak pchłę. Czytając o niewyobrażalnie trudnych warunkach życia w Jakucji, stajemy przed bezwzględną potęgą natury i przyrody, która każe nam pochylić głowy z trwogą i szacunkiem.

Proza litewskiej lekarki, świadectwo upodlenia, utraty nie tylko własnego imienia, zastąpionego numerem, ale także płci, osobowości, uczuć, człowieczeństwa, nie jest jednak pozbawiona nadziej. Autorka tylko kilkakrotnie wspomina o załamaniach, które towarzyszyły jej i innym zesłańcom, choć zdajemy sobie sprawę, że musiało to być normą, ale przez tekst przebija się wyraźna, namacalna nadzieja na przetrwanie. Siła ducha, która nawet w takich warunkach tliła się jeszcze, gotowa na nowo rozgorzeć, nie pozwalając zesłańcom na całkowite zezwierzęcenie i krzesząc resztki współczucia, solidarności. Duma, zawziętość, przedwcześnie nabyta dojrzałość nie pozwalają, by Dalia straciła resztki swojego humanizmu.

Opowieść Dalii Grinkevičiūtė nie kończy się wraz z powrotem z Syberii i więzienia, dokąd trafiła po ucieczce z zesłania. Gehenna trwa, gdy okaleczona na duszy i ciele kobieta próbuje ułożyć sobie na nowo życie, kończy studia medyczne i podejmuje pracę lekarki. Odważna, uczciwa i przede wszystkim bardzo moralna pani doktor, stawia czoła radzieckiej biurokracji i machinie represji. Raz przypięta łatka politycznego wroga pozostaje z nią do końca życia. Druga część książki, w której autorka opowiada o swojej pracy, udowadnia nam, że totalitarne państwo nigdy nie zapomina o swoich ofiarach, a sposoby na dręczenie nigdy się nie kończą. Czytając o kolejnych szykanach ze strony władz i przełożonych, czy też o latach spędzonych w nieprzystępnej Tajdze, w przetwórni ryb i przy budowie baraków, widzimy też najbardziej wyrazisty obraz tego jak zbrodniczy, zakłamany, marnotrawny, wręcz kretyński był i jest ustrój komunistyczny i każda inna dyktatura.

Nad Wisłą zdecydowanie za mało piszę się i mówi o tej książce. Wielka szkoda. Przecież obok takich pozycji jak Inny Świat czy Królestwo za mgłą, jest to jeden z najmocniejszych, chwytających za serce i wstrząsających tytułów nurtu literatury obozowej. Oby książka Dalii Grinkevičiūtė weszła na stałe do kanonu, nie tylko lektur szkolnych w litewskich szkołach.

KEW, 20219

(Visited 49 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.