Hendrik Groen

Małe eksperymenty ze szczęściem

Czy myślimy o starości? Nad swoją emeryturą zapewne niektórzy się zastanawiają, zwłaszcza gdy zobaczą głupawą reklamę w telewizji. Większość młodych ludzi nie myśli jednak o tym. Starość wydaje się tak odległa, że aż niemożliwa. Dzisiejsza dwudziestolatka, otoczona wianuszkiem znajomych, z chłopakiem u boku, nie zastanawia się nad tym gdzie, z kim i w jakich warunkach znajdzie się za pięćdziesiąt lat. Powszechne niestety jest również przekonanie o tym że stary człowiek to taki trochę ludzki odpadek. Wyeksploatowany, zniszczony, na niczym się już nie zna, niczym się nie interesuje, a jego potrzeby są ograniczone do niezbędnego minimum. Kłam temu zadaje Hendrik Groen w swojej powieści Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena.

Powieść napisana w postaci dziennika, stanowi zapis roku życia spędzonego w domu opieki. Składają się na nią luźne, często zabawne dykteryjki na temat współ pensjonariuszy, personelu, holenderskiej teraźniejszości i starości jako takiej. Poznajemy różne osobowości, począwszy od starych nie tylko ciałem ale i duchem, zastygłych w oczekiwaniu na nieuchronny koniec staruszki i staruszków, przez wredne dla samej wredności stare pierniki, sympatycznych, nieco zbuntowanych emerytów, na samym Hendriku, pozostającym w rozkroku między aktywnym seniorem a narzekającym upierdliwcem. Groen wraz z przyjacielem Evertem i kilkoma innymi pensjonariuszami, zakładają grupę StAży, i organizując co tydzień wycieczki, starają się wciąż korzystać z życia. Pomimo i na przekór chorobom i społecznym ograniczeniom.

Świat i realia w których przyszło żyć holenderskim emerytom, wcale nie jest tak różowy jak głosi powszechna opinia. Ludzie bez serca znajdą się wszędzie, i również wszędzie społeczeństwo starzeje się, a co za tym idzie emerytury są skromne, ale również spada jakość usług oferowanych w przybytkach takich jak ten, do którego trafił Hendrik. Humor i zabawne opowieści to tylko przykrywka. Im dłużej czytamy Sekretny dziennik, tym bardziej wyraźne staje się przerażenie Groena, i pozostałych bohaterów. Dobrze skrywany, ale wciąż obecny strach, nie przed śmiercią, ale raczej przed niemocą, przed utratą samodzielności, bólem i kolejnym schorzeniem, a najbardziej przed pustką, marginesem, na który większość sama pozwala się zepchnąć. W przypadku Hendrika jest to lęk tym większy, gdyż do niego, jako jednego z niewielu, nigdy nikt nie przyjeżdża w odwiedziny. Wspominane cotygodniowe odwiedziny dzieci, wnuków i krewnych, najczęściej odbębniane jak pańszczyzna, kilka chwil w tygodniu, w miesiącu, których staruszkowie chwytają się jak tonący deski, pokazują jak bardzo tęsknią, jak nie mogą pogodzić się z byciem na życiowym śmietnisku.

Małe eksperymenty ze szczęściem to lektura dla wybranych. Można by stwierdzić że dla czytelników o stalowych nerwach, twardej duszy, nie podatnych na stany depresyjne. W powieści nie znajdziemy drastycznych momentów, wstrzymujących dech w piersiach przygód i zwrotów akcji. Narracja jest niespieszna, jak spacer dwojga emerytów z balkonikami. Jest w tej książce jednak coś dużo bardziej przejmującego niż najbardziej widowiskowe sceny akcji. Odchodzenie. Kawałek po kawałku, krok po kroku.

Kim jest autor dziennika? Odkąd powieść Hendrika Groena znalazła się na szczytach list bestsellerów, tożsamość autora zainteresowała wielu. Podobno jest nim sześćdziesięcio jednolatek z Amsterdamu. To jednak mało istotne. Ważne jest to co może nam dać Sekretny dziennik. Świadomość że sami kiedyś znajdziemy się w tym punkcie życia, a przede wszystkim empatię, zrozumienie, życzliwość, inne spojrzenie na osoby w podeszłym wieku.

Albatros, 2016

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 73 times, 1 visits today)