Agata Tuszyńska, Iwona Chmielewska

Mama zawsze wraca

Mama zawsze wraca jest bez wątpienia najważniejszą książką tego roku. Obok tytułów takich jak Zdążyć przed Panem Bogiem, Medaliony czy Dymy nad Birkenau, jest też ważnym świadectwem czasów zagłady. Jest też jedyną w swoim rodzaju książką, opowieścią o Holokauście z punktu widzenia dziecka.

Opowieść Zosi Zajczyk vel Jael Rosner, choć bardzo krótka, wiele wnosi w nasze postrzeganie czasu wojny, okupacji i obozów śmierci. Poszerza naszą wiedzę na ten temat, choć autorki i sama bohaterka robią to bardzo delikatnie, być może nawet nie do końca świadomie. Rozpoczynające książkę wyznanie Zosi, że będąc już na miejscu, w Jerozolimie, zatajała fakt swojego pochodzenia w obawie przed złym traktowaniem ze strony innych przedstawicieli Narodu Wybranego, jest szokujące.Dużo to mówi o tym, jak podzieleni byli wówczas Żydzi, i być może wciąż pozostają. Tym samym losy Zosi i jej krewnych wplatają się w narrację, którą rozpoczął w swojej ostatniej powieści, chociażby Mikołaj Łoziński.

Mama zawsze wraca to opowieść nie tylko o samej Zosi i tym jak kilkuletnia dziewczynka musiała sobie radzić z okrutną rzeczywistością. To także, a może przede wszystkim opowieść o jej matce, dzielnej, odważnej i silnej kobiecie, która za wszelką cenę starała się uratować resztki dzieciństwa swojej córki, ale też ratowała inne dzieci. Wspomnienia te pokazują także, że chętnych do niesienia pomocy było wielu, nawet kosztem własnego życia, czasem nawet w tak absurdalnych sytuacjach, jak powrót do Getta po zapomnianą lalkę.Historia niezwykła także dla samych autorek książki, w szczególności dla Agaty Tuszyńskiej. Jak czytamy w jej posłowiu, babka autorki oraz mama Zosi mogły się znać. Rodziny obu kobiet przeżyły niewyobrażalny koszmar i, choć w szczątkach, przetrwały go.

Poruszający w Mama zawsze wraca, jest język, jakim Zosia opowiada o pobycie w Getcie, pierwszy miesiącach powojennych i aklimatyzowaniu się w Izraelu. Tak nie mówi dojrzała, wykształcona kobieta żyjąca na przełomie dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku. Jest to język dziecka sprzed ponad pół wieku. Język dziecka, które nie miało okazji poznać normalnego życia, które z trudem uczyło się go w wieku, w którym powoli zaczyna się wkraczać w dorosłość. I nie są to tylko słowa samej bohaterki. Po koniec książki, gdy Zosia znajduje się na statku pełnym uchodźców, z ust pewnego chłopca padają straszliwe słowa: Nie ma takiej mamy, która by żyła. Nie ma. Zapytaj się wszystkich dzieci, czy ktoś ma mamę, która żyje.

Całość książki przypomina stary album ze zdjęciami albo zeszyt skrywający wspomnieniowe zapiski. Przepiękne ilustracje, autorstwa Iwony Chmielewskiej, stanowią małe dzieła sztuki. Są wieloznaczne, niepokojące i wzruszające, na poły baśniowe i realistyczne.

Jest to książka pod każdym względem doskonała, także, jeśli chodzi o sztukę edytorską. Jedyne, nad czym można się zastanowić to do kogo jest skierowana ta książka? Do każdego, kto zechce poznać historię Zosi Zajczyk i wielu innych wojennych dzieci.

Dwie siostry, 2020


(Visited 265 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.