Marek Sindelka

Mapa Anny

Marek Sindelka jest świetnym rzemieślnikiem w posługiwaniu się słowem, co potwierdzają oba tomiki opowiadań wydane przez wydawnictwo Afera. Zostańcie z nami, był prawdziwym zachwycającym i zaskakującym odkryciem, zarówno w warstwie językowej jak i fabularnej. W najnowszym tomie widać jednak, że talent do układania zdań nie zawsze idzie w parze z umiejętnością opowiadania historii.

W opowiadaniach zawartych w tomiku Mapa Anny, pisarz również poddaje wnikliwej obserwacji i krytyce naszą codzienność i nas samych. Tym razem skupia się na relacjach między ludzkich, na kontaktach i próbach harmonijnego współistnienia, a dokładnie na wszelkich wynaturzeniach tych procesów i zjawisk.

Bohaterowie Sindelki nie potrafią porozumiewać się ze sobą, skrzętnie poukrywani w swoich wewnętrznych światach. Nie potrafią też zrozumieć drugiej osoby. Nie potrafią kochać, ale też nie mogą odejść. Ciągle udają kogoś lub coś, starając się spełnić oczekiwania innych. Nieustannie poszukują kogoś, na kim można wyładować swoje frustracje i żale, do kogo można żywić w pełni uzasadnioną i powszechnie akceptowalną niechęć, a nawet nienawiść.

Mapie Anny Sindelka znów zaskakuje czytelnika, sprawiając, że kilkakrotnie zamiera w osłupieniu, by po chwili ze zrozumieniem pokiwać głową. Ot, chociażby rozważania telewizyjnego komika z otwierającego tomik opowiadania. Mężczyzna zastanawia się między innymi nad tym, jak to możliwe, że słowa powstają w mięsie. Niestety tych zaskoczeń jest znacznie mniej, niż w Zostańcie z nami. Pojawia się natomiast coś nowego, coś niedobrego. Coś, co zmienia w oczach czytelnika obraz Sindelki jako pisarza i odbiór jego prozy.

Tom opowiadań Marka Sindelki jest jak album ze zdjęciami. Z tym że jest to album pełen zdjęć przedstawiających obcych, bardzo nieszczęśliwych ludzi w sytuacjach, o których nie mamy zielonego pojęcia. Zdjęć, które trafiły tu najprawdopodobniej przez przypadek. Nie ma kogo zapytać o osoby na nich utrwalone i na dobrą sprawę nawet nie odczuwa się takiej potrzeby. Najlepiej jak najszybciej o tym zapomnieć, bowiem świat widziany oczami pisarza i utrwalony w opowiadaniach, smutny, przygnębiający i odpychający. Nie chcę się być częścią tego świata.

Lektura Mapy Anny skłania do kilku refleksji. Pierwsza z nich każe zastanowić się nad tym, jak ktoś, kto tak fantastycznie i emocjonująco opisał rozdeptanie robaka, mógł poczynić coś tak przygnębiającego i nudnego? Ile jest warte takie pisarstwo? Czy taplanie się w błocie i, nie wahajmy się użyć tego słowa, w gównie sprawia im jakąś niezdrową przyjemność? Przed niczym nie przestrzega i niczego też nie wyjaśnia. Nie jest też w żaden sposób oryginalne, w oceanie podobnych, często wręcz identycznych utworów. Próbując nadać opowiadaniom odrobinę świeżości, Sindelka, prawdopodobnie nieświadomie, popada w jeszcze większą wtórność i bełkotliwość godną Darrena Aronofsky i jego Mother!

Wydawnictwo Afera, 2020


(Visited 114 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.