Marcin Wicha

Rzeczy, których nie wyrzuciłem

Z książką Marcina Wichy jest jak z koncentracją na lekcji, albo podczas wykładu. Zapada w pamięć i wzrusza do łez jej początek, oraz koniec. Środek zaś przelatuje przed oczami. Mimo iż kilkakrotnie wzbudza wesołość, jakieś nostalgie, nie pozostaje na długo w pamięci czytającego.

Wicha snuje wspomnienia o swoich rodzicach i dziadkach. Pretekstem do tego stają się porządki w rodzinnym domu, po tym jak zmarła jego owdowiała matka. Początkowo wydaje się że leitmotivem będą w książki, o których Wicha pisze bardzo oryginalnie, porównując regały z książkami do warstw geologicznych, albo analizując „Emmę” Jane Austen, jedną z najczęściej czytanych przez rodzicielkę powieści. To jednak ona, mama, staje się główną bohaterką wspomnień, spychając ojca i pozostałych krewnych na bardzo daleki plan.

Autora wyraźnie łączyła z nią bardzo silna więź emocjonalna, choć stara się to ukryć pod delikatnymi wyrzutami, pretensjami, o to że wyrosła w takich a nie innych czasach, i stała się takim a nie innym człowiekiem. Była dla niego centrum wszechświata, o którego uznanie należy zabiegać.

Poza tym, w Rzeczach, których Marcin Wicha nie wyrzucił, znajdziemy trochę realiów poprzedniego ustroju, i wynikających z tego, kiedyś niewesołych, dziś komicznych sytuacji. Trochę narzekania na taktowanie Żydów, dziś i kiedyś, w tym także na to jak sami pozwalają się traktować.

O PRL pisze się dobrze i wygodnie, z 95 procentową pewnością, że się przyjmie i dobrze sprzeda. O tych czasach pisze dziś jednak niemal każdy, i to często w bardzo zbliżonej konwencji. To co u Wichy jest oryginalne, i zasługuje na aprobatę, to brak wiwisekcji, wyciągania rodzinnych brudów i tajemnic, w czym lubują się, niestety, współcześni twórcy.

Wydawnictwo Karakter, 2017

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:

 

  • Dominika Ławicka

    Podpisuję się pod Twoją opinią o książce, dodam tylko, że zupełnie nie rozumiem zachwytu nad tą publikacją, wszystkich ochów i achów, które pojawiają się na blogach. Wybredna bestia ze mnie. Przeczytałam jakiś czas temu i nadal nic mnie nie porusza, a często upływ czasu jest dla książki dobrym sprawdzianem. A tu nic albo prawie nic…

    • W czasach przeciętności docenia się głównie to co przeciętne. Niestety.