Margaret Atwood

Oryks i Derkacz

Wizja przyszłości, jaką snuje Margaret Atwood jest przerażająca. Krew w żyłach mrożą opisy życia w bliżej nieokreślonej przyszłości, gdzie eksperymenty genetyczne, krzyżówki gatunków, ingerencja w to co wydawało się nie do ruszenia, czyli w naturę każdego istnienia, zarówno fizyczną jak i duchową.  Dech zapiera również, a może przede wszystkim, świadomość że to o czym napisała Atwood, dzieje się właśnie teraz, i co gorsza, nie jest to ani trochę przerysowane. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego dokąd zmierzamy. Być może rzeczywistość jest nawet straszniejsza o fantazji autorki.

Powieść Oryks i Derkacz rozgrywa się w kilku płaszczyznach czasowych. Pierwszym, podstawowym czasem jest świat po apokalipsie, wywołanej błyskawicznie rozprzestrzeniającą się zarazą. Na Ziemi pozostał Yeti, ostatni, jak sądzi, przedstawiciel dawnego gatunku Homo Sapiens. Towarzyszą mu nowi ludzie, o mocno zmodyfikowanej strukturze genetycznej, mającej też wpływ na ich kulturę i obyczaje. Yeti, nie będący do końca w pełni władz umysłowych, spędza dnie chowając się przed zabójczym słońcem i zdziczałymi zwierzętami. Dużo myśli, i rozmawia sam ze sobą. Minione życie, wczesne dzieciństwo, młodość, pierwsze lata samodzielności, mieszają się w jego głowie z teraźniejszością. Taka czasowa schizofrenia, w której Yeti odgrywa dawne, zapamiętane rozmowy i sytuacje, stanowi problem nie tylko dla bohatera, ale również czytelnika.

Świat uległ zagładzie nie po raz pierwszy. Tym razem jest to efekt nie tylko przeludnienia i zmniejszających się coraz bardziej zasobów naturalnych. Winni jesteśmy oczywiście my, ludzie, a przede wszystkim pycha, która była, jest i będzie przyczyną największych okropieństw i tragedii. Pycha prowadzi do przerostu ambicji i powolnej utraty człowieczeństwa. Historia Yeti, Derkacza i Oryks, świata podzielonego na lepszych mieszkańców i pracowników specjalnych kompleksów, i tych mieszkających w Plebsopoliach, przywodzi na myśl biblijną przypowieść o Wieży Babel. Jej budowa była właśnie przejawem pychy, która skłoniła ludzi do próby dotarcia do Boga inaczej niż przez modlitwę. Często gonimy za czymś, co pozwoli nam stać się Nim, czy też przejąć obowiązki i przywileje Matki Natury. U Atwood bohaterom roi się że uda im się Ich, Boga czy też Naturę, prześcignąć, tworząc coś doskonałego. Historia lubi się powtarzać. Tak jak w przypadku potopu i Wieży Babel, ludzkość znów została ukarana. Tym razem po dwakroć, gdyż poprzednie dwa przypadki niczego nas nie nauczyły. A może po prostu jesteśmy tak bardzo ułomni, szybko zapominamy, i już zawsze będziemy dążyć do samozagłady?

 

Struktura powieści wprowadza pewien zamęt, przez co książka jest nieprzyjazna w lekturze. Sprawy nie ułatwiają wymyślane przez Atwood nazwy nowych zwierząt, powstałych w wyniku eksperymentów z genetyką, krzyżówek gatunków i innych przerażających procederów. Świniony, Szopunksy, Wilksy albo szczurowęże wywołują uśmiech u czytelnika, nawet jeśli pojawiają się w dramatycznych scenach. Drażniące jest też częste użycie słowa „kutas”, na punkcie którego Atwood ma chyba jakąś fiksację. Autorki nie usprawiedliwia fakt że bohaterem uczyniła młodego mężczyznę, dosyć wrażliwego, skrzywdzonego, o duszy artysty. W założeniu miała to być zapewne postać budząca jeśli nie sympatię, to chociaż współczucie. Porzucony przez matkę, niekochany przez ojca, uwięziony między trybikami maszyny jaką tworzą poszczególne Kompleksy, odpowiedniki dzisiejszych korporacji. Bierność Yetiego, jego pretensje do wszystkich i wszystkiego budzą jednak niechęć. Poza jego matką, kobietą rozchwianą emocjonalnie, słabą, rozczarowaną życiem, która ostatecznie okazuje się być nadspodziewanie twarda, gotowa poświęcić wiele by uporać się z tym rozczarowaniem i uratować co się jeszcze da, i może jeszcze tytułową Oryks, wszyscy pozostali bohaterowie budzą podobne, negatywne emocje.

Dla czytelników, którzy sądzą że naszymi jedynymi problemami są zbyt szybko kończące się promocje w marketach, fale uchodźców i blokady państwowych budynków, będzie to z pewnością powieść odkrywcza i szokująca. Gdybym przeczytał ją lata temu, gdy dopiero co się ukazała, zapewne stałaby się dla mnie jedną z tych kultowych książek, o których się nie zapomina. Dzisiaj trochę mnie zmęczyła, i z trudem dobrnąłem do końca.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:

 


(Visited 52 times, 1 visits today)