Ian McEwan

Maszyny takie jak ja

Nowa powieść Iana McEwana zapowiada się na prawdziwą ucztę dla ciała i ducha. Alternatywna wizja nieodległej … przeszłości to już brzmi dobrze i oryginalnie. Gdy dodamy do tego miłość i wkradającą się między kochanków nowoczesną technologię, robi się naprawdę gorąco.

Początek powieści jest rzeczywiście szalenie ciekawy. Wprowadzając czytelnika w swoją wizję świata u schyłku dwudziestego wieku, Ian McEwan przykuwa uwagę i wzbudza żywe zainteresowanie. Jest to świat, w którym Alan Turing wciąż żyje w latach osiemdziesiątych. Dzięki temu przedostatnia dekada minionego wieku pod względem technologicznym jest niemal wiernym oddaniem tego, co dzieje się dzisiaj.

W tej rzeczywistości losy ludzkości potoczyły się inaczej także na scenie politycznej. Wojnę o Falklandy przegrała Wielka Brytania, co skutkuje falą protestów, rozruchów i gospodarczą zapaścią. Po latach działalność wznawiają Beatlesi, wydając nowy album, co spotyka się z krytyką fanów zespołu. Takich smaczków jest więcej, nie mają one jednak żadnego wpływu na bohaterów powieści, choć autor poświęca im wiele uwagi.

Głównych bohaterów jest troje. Charlie, Miranda i Adam, obdarzony sztuczną inteligencją android. Pojawienie się go w życiu tej dwójki, jest katalizatorem tłumionych i ukrywanych dotąd uczuć. W zasadzie, gdyby nie Adam, zapewne pozostaliby tylko przyjaciółmi. Rodzi się między nimi niezwykły trójkąt. Napięcie, na które składają się ciekawość, pragnienie, niechęć i odrobina lęku, bardzo szybko osiąga punkt kulminacyjny. I tak trwa do końca powieści, praktycznie bez zmian.

Od tego też momentu akcja, która dopiero nabierała rozpędu, gwałtownie wyhamowuje. McEwan wrzuca na luz, i tak dojeżdżamy do ostatniej sceny. Dają o sobie znać także drobne niekonsekwencje, zwłaszcza w kreowaniu postaci Adama. Android nie rozumie, nie wyczuwa delikatnej różnicy między prawdą i kłamstwem. Sprawiedliwość pojmuje zbyt dosłownie i podręcznikowo. Rozumie natomiast, a przynajmniej tak mu się wydaje, czym są uczucia. Ba, twierdzi nawet, że je posiada.

Niedopracowany jest też wątek Alana Turinga. Jest dość stereotypowym naukowcem, technofilem z awersją do własnego gatunku. Jest sfrustrowanym zrzędą, krytykującym wszystko i wszystkich, źle skrywającym swoje niezadowolenie z faktu, iż nie wszystko idzie po jego myśli. Skrzywdzony przez ludzi, odpłaca im arogancją i takim samym traktowaniem. Jego obecność miała zapewne dodać tragizmu i uwypuklić najgorsze ludzkie cechy. Nic jednak nie wnosi do powieści. Może lepiej by było, pozostawić go w tle?

Maszynach takich jak ja Ian McEwan prezentuje nietypowe podejście do tematu sztucznej inteligencji. To nie ona jest zagrożeniem dla nas, ale my dla niej. SI przegrywa z naszym często irracjonalnym podejściem do życia, okrucieństwem i emocjami. Mimo tych ułomności człowiek w zetknięciu z inteligentną maszyną, wciąż pozostaje piękną, niepowtarzalną istotą. Autor zmusza nas do tego, byśmy się zastanowili, jak bardzo SI jest w stanie zbliżyć się do człowieczeństwa, ale też nad tym, jak często my zbliżamy się do tej granicy. Jak często ją przekraczamy, stając się bezduszną maszyną. Choć Maszyny takie jak ja dają trochę do myślenia, powieść nie rzuca czytelnika na kolana.

Albatros, 2019


(Visited 60 times, 1 visits today)