Filip Springer

Miasto Archipelag

Z reportaży Filipa Springera wyłania się zaniedbana, uboga, nie tylko materialnie, ale przede wszystkim duchowo, Polska B, C, a nawet D. Czytając Miasto Archipelag, automatycznie zaczynamy się zastanawiać, w jaki sposób można pomóc byłym miastom wojewódzkim, które teraz w zapomnieniu powoli dogorywają, i zamieszkującym je ludziom.

To bardzo złożony problem, wiążący się nie tylko z reformą administracyjną, ale też z ludzką mentalnością i tym, z czym borykamy się w całym kraju, chciwością, interesownością i brakiem umiejętności perspektywicznego myślenia. Mentalność będzie trudno zmienić. To prawie niewykonalne. Trzeba zastąpić ludzi zajmujących decyzyjne stanowiska, będących jeszcze wciąż pozostałością po dawnym ustroju, kimś, kto potrafi ogarnąć więcej niż tylko jedno podwórko, komu jeszcze się chce. To również bardzo trudne zadanie, gdyż Polska mniejszych miast dalej tkwi w PRL-u, choć udaje, że jest inaczej. Do takich między innymi refleksji prowadzi lektura Miasto Archipelag.

Z małymi tylko wyjątkami, Polska w Miasto Archipelag to naprawdę godny pożałowania kraj, w którym odechciewa się żyć. Na prowincji się wegetuje, a w dużych ośrodkach, jeśli się nie ma siły przebicia, wcale nie jest lżej. To wszystko prawda. Jednakże Polska jest tutaj wręcz odstręczająca, zarówno w tekście, jak i na fotografiach, a to już niestety jest jednostronne spojrzenie na nadwiślański kraj. Springer szuka tego piękna w ludziach i całe szczęście je znajduje, choć zapomina o tym, że i krajobrazowo, także w miastach, bywa pięknie, i wcale nie tak rzadko, jak by się wydawało.

Miasto Archipelag to dobrze przemyślana i zaplanowana książka, której tylko odrobinę zabrakło do bycia idealnie spójną. Rozdział otwierający tę niesamowitą podróż po byłych miastach wojewódzkich, opowiadający o dziewiętnastowiecznym uczonym z Koszalina, oraz ten on Chełmskich Żydach, ich pogromie i zespole muzycznym inspirującym się kulturą żydowską, bardzo odstają od reszty reportaży. Choć Filip Springer jest wyraźnie zafascynowany entropią, a właśnie ów uczony ją odkrył, a pogrom Żydów z Chełmna to największa i najstraszniejsza zmiana na gorsze, jakiej miasto doświadczyło w dwudziestym wieku, to obie te historie nie mają nic wspólnego z byciem lub niebyciem miastem stołecznym.

Autor pisze szczerze i z niezwykłą dla współczesnych autorów głębią. Nie płynie po temacie, jak to się teraz przyjęło, a wchodzi w niego z butami, zachowując przy tym pisarską klasę. Jest człowiekiem twardo stąpającym po ziemi. Nie pozwala, by ktoś mówił mu, co ma myśleć. Nie ocenia i nie potępia. Nie narzuca swoich poglądów, choć kilkakrotnie zostały delikatnie zarysowane. Daje czytelnikowi możliwość przemyślenia tego, co właśnie przeczytał, i wyrobienia sobie własnego zdania. Cytując klasyka zza nauczycielskiego biurka, Filip Springer wielkim reporterem jest.

Wydawnictwo Karakter, 2016


(Visited 36 times, 1 visits today)