Miesiąc Spotkań Autorskich 2016 za nami

Czekaliśmy cały rok na ten niezwykły czas, miesiąc literackich uniesień i niespodzianek, Miesiąc Spotkań Autorskich. Czas ten już niestety minął. Pozostały zdjęcia, wspomnienia, nowe pomysły, smak festiwalowych krówek i liczne książki zakupione w festiwalowej księgarni.

Trzydzieści dni minęło jak z bicza strzelił. Był to czas naprawdę wielkich emocji, nierzadko naprawdę gorących. Dyskusje z autorami, zwłaszcza reporterami, Michałem Olszewskim, czy Jackiem Hugo Baderem wchodziły niejednokrotnie na niespodziewane tory. Tutaj nie mogę nie wspomnieć o tym jak reporterzy, niemal jak jeden mąż, za wyjątkiem Lidii Ostałowskiej i Badera, straszliwie narzekali i krytykowali współczesną Polskę. Jedna z uczestniczek wspomniała iż kiedyś też tak było, i jedynym miejscem w którym czuliśmy się szczęśliwi był Pewex, i czy Michał Olszewski widzi jakieś miejsca, punkty w naszej teraźniejszości, które  dają nam szczęście. Znany reportażysta nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. A przecież wokół nas dzieją się nie tylko złe rzeczy, ale również sporo dobrego. O tym też warto pisać. Drugim, najczęściej poruszanym tematem była sprawa uchodźców. Tutaj najmocniej grzmiał Jarosław Mikołajewski, który niby opowiadał o swoim reporterskim debiucie, „Wielkim Przypływie”, ale tak naprawdę wykorzystując Lampedusę dosłownie „jechał” po Polsce. Jacy to my jesteśmy okropni w stosunku do uchodźców, i jak strasznie wypadamy na tle innych narodów Europy, zwłaszcza wspomnianej wyspy. Aż wstyd mi się zrobiło za tę krótkowzroczność, słabą pamięć i brak rozeznania. Podobne nastawienie do uchodźców, wcale nie na mniejszą skalę znajdziemy niemal w każdym kraju starego kontynentu. We Włoszech, gdzie dotychczas nie znano pojęcia rasizmu w praktyce, uchodźcy, przez gwałty, rozboje, napady, o których się w naszych mediach nie wspomina, są bardzo negatywnie odbierani. Buntuje się również Bawaria i inne nacje. Zapomniano też o tym jak kilka lat temu, gdy kolejne państwa przystąpiły do Unii Europejskiej, zalewająca zachodni rynek pracy fala z krajów byłego ZSRR spotkała się z nieprzychylnym, wręcz agresywnym przyjęciem. Atmosfera gęstniała, sypały się iskry również podczas spotkań z prozaikami, zwłaszcza gdy nierozważny uczestnik spotkania z Sylwią Chutnik  poruszył temat literatury feministycznej, jej jakości i powodów dla których autorytety nie uznają jej za literaturę godną uwagi, czyli zapytał czemu o literaturze feministycznej mówi się niepochlebnie. Sama pisarka, jak i zebrane w Mediatece panie nie zrozumiały chyba pytania, wręcz naskakując na Bogu ducha winnego mężczyznę. Pani Sylwia próbowała wyjaśnić iż podział na literaturę dla kobiet i mężczyzn to błąd męskich odbiorców słowa pisanego, bo przecież kobiety czytają i piszą o wszystkim. Powinniśmy czytać literaturę bazującą zarówno na kobiecych jak i męskich doświadczeniach. Aż szkoda że nie padło pytanie o to jaką pani Sylwia przeczytała ostatnio powieść o męskich doświadczeniach, i czy jej się podobała.
Rozczarowujące okazały się wielkie nazwiska polskiej literatury, Orbitowski, Dehnel, Tokarczuk. Ten pierwszy okazał się być całkiem dobrym showmanem, ale dosyć zarozumiałym człowiekiem, do czego sam się przyznał. Pozostała dwójka nie zaprezentowała niczego nowego niż w poprzednich latach. Dehnel wręcz odstręczał swoim gwiazdorstwem, przejawiającym się w rzucaniu mniej lub bardziej znanymi nazwiskami artystów i muzeów, oraz dosyć niewyraźnym, pospiesznym odczytaniu fragmentów nowej powieści. Autor chyba zapominał o tym że jego czytelnicy, słuchacze zebrani w Mediaetec, to najczęściej ludzie których nie stać na dalekie podróże i zwiedzanie Ermitażu. Najczęściej ich kontakt z wielką sztuką, zaczyna się i kończy na reprodukcjach najbardziej znanych dzieł sztuki. I nie ma to nic wspólnego z ograniczeniem czy pustotą, a zwyczajną niemożliwością obcowania z oryginałami. Dehnel  w swojej nowej powieści pisze o pobieżnym i błahym traktowaniu sztuki, ale jest to tylko jedna strona medalu. Zaskakujący, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, okazali się być ci mniej znani autorzy. Największe wrażenie zrobiła Żanna Słoniowska, autorka „Domu z witrażem”. Po spotkaniu z tą uroczą i nieśmiałą pisarką można było ujrzeć jej książkę w zupełnie nowym świetle, odkryć w niej  nowy przekaz. Z niecierpliwością czekam na kolejną powieść, która wedle słów autorki już powstaje.
Bardzo dobrym posunięciem była zmiana kolejności spotkań. Hiszpańscy autorzy, siłą rzeczy mniej znani w Polsce niż rodzimi pisarze, spotykali się z publicznością o 19:00. Dzięki temu publiczność dopisywała na obydwu spotkaniach. Jeśli chodzi o popularność, to nic się nie zmieniło. Do ostatniego dnia autorem który zebrał największą publiczność był Jacek Hugo Bader. Co prawda na Tokarczuk, Montero i Falcones przybyły setki osób, ale to głównie dzięki temu że spotkania te połączono z Literackim Woodstockiem i zlotem Dyskusyjnych Klubów Książki. Sama idea Literackiego Woodstocku jest zacna, a impreza faktycznie przypomina legendarny festiwal, ale na te dwa dni, kiedy to MSA przeniosło się na teren Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Oficerskiej odebrało nieco uroku klimatycznym i kameralnym spotkaniom do jakich przyzwyczaili nas organizatorzy MSA.  
Coraz większy rozgłos zyskują festiwalowe krówki. Cukierki zawinięte w żółty papierek z logo festiwalu, mają już status legendy. O ich wybornym smaku wspominali nawet uczestnicy Literackiego Woodstocku. W tym roku organizatorzy zadbali również o inne festiwalowe gadżety w postaci koszulek i praktycznych, płóciennych plecaków. Przez cały miesiąc funkcjonował również klub festiwalowy, umiejscowiony w księgarni La Librería Española, gdzie można było popróbować tapas i hiszpańskich win. Pomimo kilku napiętych sytuacji pomiędzy widzami a autorami, podczas wszystkich festiwalowych dni panowała przyjazna, wręcz przyjacielska atmosfera. Zadzierzgnięte zostały nowe znajomości, a te zawarte między stałymi bywalcami podczas poprzednich edycji zostały utrwalone. W kuluarach toczyły się dyskusje nie mniej ciekawe i zażarte, jak podczas oficjalnej części. W oku kręci się łezka na myśl, iż na kolejne takie wydarzenie przyjdzie nam czekać calutki rok.

(Visited 9 times, 1 visits today)